snapchat
menu
Szukaj

Krytyka czy demagogia, adw. Andrzej Zwara

prezes-2-300x276Mity, bajki, brak własnych pomysłów i recept, a jeśli są, to trywialne. To wszystko wymieszane z czarnym PR-em i podlane sosem wyborczym. Tak można w skrócie skomentować pojawiające się ostatnio w przestrzeni internetowej komentarze pod moim adresem. Z uwagą je czytam, ale z zasady publicznych sporów, które godziłyby w wizerunek Adwokatury nie toczę. Choć śledzę, to nie angażuję się w dyskusje na internetowych portalach. Nie zawsze jej poziom trzyma właściwy standard. Rację miał Stefan Kisielewski, mówiąc że polemika z głupstwem nobilituje je bez potrzeby.

Tym razem jednak, ze względu na ogromny szacunek, jaki żywię do dorobku autorów, nie mogę przejść obojętnie wobec tekstu publicystycznego duetu Dubois/Stępiński, uzupełnionego wywiadem z adw. Jackiem Duboisem.

W tych materiałach zostałem poddany miażdżącej ocenie. Krytyki się nie boję. Przeciwnie, często uważam ją za inspirującą, bo jak mawiał Aleksander Fredro: „mądra krytyka oświeca, głupia gasi.” Rzecz w tym, aby była rzetelna i merytoryczna. Zatem po kolei.

Domniemanie niewinności

Pod moim adresem padł zarzut sprzeniewierzenia się zasadzie domniemania niewinności i poświęcenia niewinnego. To w kontekście tego, iż uważam, że decyzja Grzegorza Majewskiego o ustąpieniu z funkcji dziekana Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie była słuszna.

To prawda. Tak uważałem i tak uważam, że ta dymisja była potrzebna. Nie ma tu nic do rzeczy zasada domniemania niewinności. Otóż nikt nie kwestionuje tego, że Grzegorz Majewski, jest niewinny, że prawa nie złamał i nie naruszył żadnych formalnych reguł. Nie można jednak mylić zasady domniemania niewinności, z przyspawaniem do stołka. W działalności samorządowej obowiązuje bowiem zasada dbania o godność zawodu i sprawność działania wspólnoty adwokackiej. Po to wybiera się adwokackie władze, by nas godnie reprezentowały. Kto trwale utraci zdolność reprezentacji, nie może trwać w zawieszeniu. Nawet gdy jest niewinny musi podać się do dymisji. Prawdę tę rozumiem ja, prawdę tę rozumie adw. Grzegorz Majewski, prawdę tę rozumie rzesza adwokatów.

Zapominacie Panowie, że nadal jesteśmy przedstawicielami zawodu zaufania publicznego. Na to zaufanie trzeba codziennie pracować. Nie wystarczy wyłącznie przechodzić na zielonym świetle i nie łamać przepisów. Adwokatom wolno mniej. Przedstawicielom samorządu Adwokackiego jeszcze mniej.

Jest wiele aktywności zawodowych, które są zgodne z prawem, ale czy to oznacza, że powinni się zajmować nimi adwokaci, a w szczególności najwyżsi przedstawiciele  samorządu adwokackiego? Legalnym jest posiadania kasyn, firm bukmacherskich itp. Ale czy to oznacza, że każdą taką działalnością powinni parać się adwokaci? Czy komercyjne nabywanie roszczeń reprywatyzacyjnych powinno być przedmiotem aktywności osób pełniących funkcje publiczne w Adwokaturze? Czy należy akceptować sytuację budząca podejrzenie konfliktu interesu z powodu aktywności zawodowej żony i niejasnych powiązań z urzędnikiem wydającym korzystną dla byłego dziekana decyzję?

Oczywiście, że nie i uważam, że jako Prezes NRA mam prawo i obowiązek brać udział spotkaniach mających rozstrzygać kwestie kluczowe dla wizerunku Adwokatury. Mam prawo reagować na sytuację niosącą ryzyka reputacyjne, na medialną krytykę i wyciągać z niej wnioski. Żałuję jedynie, że wyjęte z kontekstu fragmenty zapisu tego spotkania służą niektórym do walki wyborczej i nic nie obchodzi ich, że takie metody wymiernie szkodzą wizerunkowi Adwokatury.

Rozpoznawalność

Kolejny zarzut jest taki, że jestem mniej znany niż Roman Giertych czy Ryszard Kalisz. Dzięki Bogu, bo politykiem nigdy nie chciałem być. Można by wymienić jeszcze wielu innych bardzo znanych adwokatów ze świata polityki, bohaterów medialnych afer i życia celebrytów. Tylko po co?  Pewnie też ciężko by było znaleźć przejawy ich aktywności na rzecz Adwokatury. Dla mnie istotniejsze jest, że przez sześć lat poznałem się z adwokatami z całego kraju, ze wszystkich Izb. Byłem na ich Zgromadzeniach, konferencjach, szkoleniach i mnóstwie nieformalnych spotkań. Nie po to, by budować swoją rozpoznawalność, lecz by wspierać  i uczestniczyć w konkretnych projektach samorządu.

 Słyszę jednak od Was, to że nie zbudowałem rozpoznawalności albo nie przeszedłem do historii jako autor płomiennych przemówień. To fakt. Mówca ze mnie żaden i do Was nie dorastam. Ale prawda jest też taka, że przez całe dwie kadencje pracowałem nad tym, aby do poszczególnych komisji i projektów wciągnąć i zaangażować jak najwięcej kolegów i koleżanek. By to oni upominali się o prawa człowieka, by inicjowali akcje pro bono, by rozpoczynali projekty edukacyjne w szkołach, koncerty i inne akcje społeczne, by informatyzowali Adwokaturę, słowem, by budowali prężne instytucje Adwokatury.

Samorząd adwokacki to nie tylko Prezes NRA. To zespół osób. Prezes jest tylko ich liderem. Więc gdy zarzuca mi się zmarnowanie lat, to zarzut ten w istocie dotyczy wszystkich, bez wyjątku, którzy przez ostanie sześć lat działali na rzecz samorządu. Dotyczy to w szczególności wielu koleżanek i kolegów z Izby Warszawskiej. W tym miejscu serdecznie dziękuję im Wszystkim za te lata ciężkiej, merytorycznej i bezinteresownej pracy na rzecz naszej adwokackiej wspólnoty. Absurdalnym jest twierdzenie, że to spontaniczne i bezinteresowne zaangażowanie setek adwokatów cofnęło samorząd w rozwoju. To czysta demagogia.

Wielu kolegów i koleżanek w minionych latach wykonało świetną pracę i nietaktem byłyby próby przypisywania sobie ich zasług. Liderzy poszczególnych projektów od początku byli ich twarzami. Tak było, gdy m.in. skutecznie walczyliśmy o uratowanie art.17 Konstytucji, na którego zakusy mieli politycy, gdy piętnowaliśmy zapędy władz w  masowym podsłuchiwaniu Polaków, walczyliśmy o utrzymanie samorządowego sądownictwa dyscyplinarnego, gdy forsowaliśmy sensowne projekty przedsądowej pomocy prawnej i krytykowaliśmy złe pomysły, jak np. ustawę o policji. Zawsze szczerze się cieszę, gdy widzę rosnącą aktywność medialną kolegów zawierających w tych wszystkich merytorycznych sprawach głos. Więcej, namawiam do tego.

Polityka

Cieszę się, że Adwokatura zabierała głos w sprawach ważnych dla opinii publicznej, a nie tylko swoich taks. Starałem się przy tym pilnować, aby Adwokatura nie dała się wciągnąć w grę polityczną. Właśnie kongres sędziów, o którym zaczęły krążyć już legendy powielane przez Was, a w którym miałem okazję uczestniczyć, w mojej ocenie, stał się elementem gry politycznej. Uznaliśmy z kolegami, że nie będziemy w nią wciągali Adwokatury. Zawsze stawaliśmy w obronie niezawisłości sędziów, Trybunału Konstytucyjnego i idąc na kongres liczyliśmy na rzeczową dyskusję jak poprawić, w gruncie rzeczy źle oceniany przez opinię publiczną w Polsce, wymiar sprawiedliwości. Sądziliśmy, że dyskusja na kongresie dotyczyć będzie obniżenia opłat sądowych, które stanowią barierę dostępu do wymiaru sprawiedliwości, jak uprościć niezrozumiałe dla większości Polaków procedury sądowe, jak zapewnić opłacenie kosztów sądowej pomocy dla najuboższych, itd. Merytorycznej dyskusji o wymiarze sprawiedliwości zabrakło, było za to wiele emocjonalnych głosów o charakterze politycznym. Choć ich polityczną genezę rozumiem, to jednak uważam, że polityka to nie miejsce dla Adwokatury.

Słaba pamięć

Na koniec Panowie zarzut dla mnie najcięższy. Otóż według Was nie zrealizowałem absolutnie nic z tego co proponowałem kandydując sześć lat temu na Prezesa. Sześć lat to długo. Pamięć może zawieść, ale jeśli przypomnicie sobie sprzed sześciu lat moją wyliczankę problemów Adwokatury, którą przedstawiałem za pomocą – jak piszecie – „efektownie wyginanych palców”, to wówczas okaże się, że starałem się i uważam dość skutecznie brać z nimi za bary.

Pamiętam dobrze, że obiecałem że wzmocnię wewnętrzną strukturę samorządu, zadbam o jej infrastrukturę materialną, zintegruję i pogodzę zwaśnione Izby. Drogą do celu miała być metodyczna praca u podstaw, praca organiczna. Słowa dotrzymałem. Samorząd zostawiam przygotowany do skutków rewolucji demograficznej jaka się wydarzyła w Adwokaturze za mojej kadencji. Zwiększyliśmy swoją liczebność ponad dwukrotnie. Wobec takiego wyzwania udało się zadbać o właściwą informatyzację, o odpowiednie warunki do pracy i szkoleń, a do tego zbudować partnerskie relacje między Izbami. Zostawiam sprawny samorząd, który udało się uchronić przed różnymi zakusami polityków.

Nie chcę wymieniać tu swoich aktywności, liczby przejechanych w sprawach samorządu kilometrów, liczb ilustrujących konferencje, opinie, spotkania, projekty legislacyjne, inwestycje, wystąpienia publiczne, wnioski amicus curiae, szkolenia, itd. Przedstawię je w sprawozdaniu na Zjeździe Adwokatury.

W tym miejscu pozwólcie jedynie na kilka słów prywatnej opinii. Otóż ja chciałbym się zestarzeć jako członek Wielkiej Adwokatury. Ludzi sobie życzliwych, zaangażowanych, gotowych stanąć do pracy dla Adwokatury, a nie wyłącznie ją krytykujących w różnych mediach. Chciałbym być członkiem Adwokatury cenionej i szanowanej.

Będąc jednak realistą wiem, iż poziomu szacunku z lat 80 nie odzyskamy nigdy. Nie ma takiego kraju w świecie demokratycznym, w którym adwokaci są lubiani, szanowani jako emanacja niezawisłości i uczciwości. Oczywiście nie zwalnia to nas z walki o taką pozycję jednocześnie nie dając się uwikłać w spory polityczne grożące kolejnymi zamachami na nas. Uważam, że to nie brak odwagi, lecz rozwaga. Rozwaga potrzebna, by stać na straży praw obywatelskich, by zabiegać o interes członków Adwokatury nie robiąc z niej jednocześnie związku zawodowego walczącego tylko o wynagrodzenia.

Popełniałem błędy. Krytykujcie mnie za nie. Tylko proszę konkretnie, bez ogólnie rzucanych twierdzeń niepopartych rzeczowymi argumentami, bo taka krytyka to chodzenie  na skróty. Proponuję, aby punktem wyjścia do krytyki było porównanie stanu Adwokatury sprzed sześciu lat ze stanem obecnym oraz autorefleksja, ile samemu, osobiście dało się z siebie naszemu samorządowi. Być może ułatwi to bardziej racjonalną ocenę pracy samorządu w okresie ostatnich dwóch kadencji.

 

adw. Andrzej Zwara

Prezes Naczelnej Rady Adwokackiej

 

komentarze