Rozmowa z Tomaszem Jachimkiem - Pokój Adwokacki
snapchat
menu
Szukaj

Rozmowa z Tomaszem Jachimkiem

„Wielce utalentowany młody człowiek, z ogromnym poczuciem humoru, niepospolitą energią, wyraźnymi uzdolnieniami aktorskimi, również literackimi”. To wspaniała laurka na pana temat, na którą natknęłam się w internecie oraz, z której brzmieniem nie sposób się nie zgodzić. Jednakże interesuje mnie coś innego.

Co takiego panią interesuje?

Co pan wie o prawie? :-)

Tak pięknie pani zaczęła, a tu – bomba dyplomatyczna na koniec. Co ja wiem o prawie? Prawdę mówiąc, myśląc o naszym spotkaniu, a jak wiemy, miałem świadomość, że rozmowa będzie się toczyć wokół prawa i prawników, zastanawiałem się co ja w ogóle na ten temat wiem i co mógłbym odpowiedzieć na pytanie – jak na egzaminie – no dobrze proszę pana, proszę powiedzieć coś o prawie.

Wygląda na to, że niewiele, a przynajmniej nie na pierwszy rzut oka. Wprawdzie skończyłem studia dziennikarskie – a na nich 2 semestry prawa (głównie autorskiego i prasowego), jednak ekspertem w tej dziedzinie z pewnością nie jestem. Co więcej, próbowałem sobie przypomnieć, czy w mojej dalszej rodzinie są prawnicy, co do bliższej – nie muszę próbować się zastanawiać. W obu przypadkach – prawników brak. Zatem – nie ma ani prawników, ani prawa, ani też nie ma anegdot rodzinnych, w których bohaterem lub choćby gościem byłby prawnik, albo prawo w tle.

Doszedłem zatem do wniosku, że – gdyby to pytanie padło, odpowiem w taki sposób: Wiedzę o zawodzie prawnika czerpałem z filmów i z seriali.

Nadstawiam ucha.

Pamiętam fantastyczny epizod Tadeusza Łomnickiego w serialu Dom – scenę, w której grana przez niego postać broni doktora Kazanowicza w sprawie o zabójstwo byłego oprawcy z obozu koncentracyjnego. Jego przemowa trwająca 7-8 minut, mimo że sam serial jest i tak doskonały, to moim zdaniem, majstersztyk – jakże on to zagrał (do obejrzenia tu, przyp. PA)!

Drugi przykład – Sprawa Gorgonowej z Aleksandrem Bardinim w roli adwokata i Ewą Dałkowską w roli tytułowej bohaterki. Utkwiło mi w pamięci, że adwokat był jedyną osobą, która okazywała ludzkie uczucia – nie dość, że bronił przed niesprawiedliwością, to był niemalże jak ojciec, albo przynajmniej – dobry wujek, który pocieszy, przytuli, pogłaszcze, zwróci się po ludzku (cały film, przemowa obrońca od 1:30, przyp. PA).

Trzeci film, który oglądałem przynajmniej 4 razy, to „JFK” z Kevinem Costnerem i trwająca bodaj 22 minuty scena, w której aktor, grający prokuratora Jima Garrisona, rozwala raport Komisji Hoovera w drobny mak (fragment sceny w sądzie, przyp. PA). 

Przywołał pan zarówno postaci obrońców jak i prokuratora, którzy jak sam pan wspomniał, mieli wpływ na to, co myśli pan o prawnikach i jak sobie ich wyobraża. Kim zatem, są według pana prawnicy?

Łebscy goście, których wszyscy podziwiają. Inteligentni, sprytni, wygadani, krótko mówiąc – szczwane lisy. Jeśli dodatkowo, do powyższej listy dodać Ludzi honoru z Tomem Cruis’em i piękną Demi Moore – ach!

Żyć nie umierać?

Raj! Po prostu raj. Obawiam się jednak, że życie prawników wygląda tak głównie w filmach.

Dlaczego tak pan sądzi?

Ano dlatego, że kiedyś jeden z moich kolegów, wówczas – student prawa, pokazał mi swój podręcznik do prawa rzymskiego…

I?

I to był moment, w którym prawo przestało mnie interesować ;) Podsumowując, moja wiedza o prawie i prawnikach, czerpana jest niemal wyłącznie z ekranu lub ewentualnie lektury. Wiedzy prawniczej zaś, mimo zdania egzaminu z prawa autorskiego i uzyskania oceny dobrej z prawa prasowego – nie mam w ogóle, za co z góry przepraszam wszystkich fachowców, którzy będą ten tekst czytali.

Twierdzi pan, że na prawie się pan nie zna, ale podczas Roastu Albelarda Gizy powiedział pan: Z takim wokabularzem powinieneś pisać Dzienniki Ustaw. Wertuje je pan w wolnych chwilach?

Skąd! Kolega napisał monodram, bodajże pod tytułem Atempt odnalezienia się Adama Mickiewicza w branży rozrywkowej i użyte przez niego słownictwo wywołało we mnie skojarzenie z Dziennikiem Ustaw. Przyznaję, że nie mam najlepszego mniemania o języku prawniczym, wydaje mi się suchy, skostniały, niezwykle mało przejrzysty. Język prawniczy kojarzy mi się z czterdziestoośmio…

… letnią kobietą? To piękny wiek dla kobiety!

Nie, nie, nie – z czterdziestoośmiostronicową umową bankową! Kobiety w tym wieku potrafią być miłe, zacne i interesujące, umowy bankowe zaś – nigdy.

Dodatkowo mam wrażenie, że na ich przeczytanie klient ma zwykle góra kwadrans – doradcy mówią bowiem „ja nie chcę poganiać, ale mi się bardzo śpieszy. Nie popędzam, ale jeśli dzisiaj pan tego nie podpisze, to będziemy się mogli spotkać dopiero za dwa tygodnie w środę”. W takich warunkach nie ma absolutnie szans, aby ten dokument zrozumieć, o ile w ogóle uda się go rozczytać – umowy są zwykle pisane małym druczkiem.

Według mnie, język prawniczy jest tak niezwykle sformalizowany i posługuje się tak skomplikowanymi konstrukcjami gramatycznymi i logicznymi, że bez niezbędnego wokabularza nie sposób go pojąć. A pani ma łatwość w czytaniu i rozumieniu ustaw?

To zależy, czego ustawa dotyczy. Jeśli mówimy o prawie wekslowym, albo prawie wodnym, to…

Czuje się pani jak ryba w wodzie?

Dosyć mętnej, jeśli już! :) No dobrze, mówiliśmy o języku prawnym, czyli języku ustaw lub umów, ale ciekawi mnie jak pan ocenia język prawniczy, czyli sposób, w jaki prawnicy komunikują się ze światem?

Chyba odpowiem jak prawnik – to zależy. Niedawno miałem dwie sprawy sądowe. Mój pełnomocnik – radca prawny, podczas rozmowy, która miała miejsce w oczekiwaniu na rozprawę, swoją drogą – opóźnioną 40 minut (czy to jest normalne w sądach?), okazał się być przesympatycznym człowiekiem, z którym ku mojemu zaskoczeniu – można było normalnie porozmawiać, m.in. o tenisie. Jednakże w chwili, w której pan mecenas przywdział togę i weszliśmy na salę, wszystko zmieniło się jak w kalejdoskopie. Z przesympatycznego rozmówcy w okamgnieniu stał się osobą mówiącą zgoła odmiennym językiem. Tę przemianę można śmiało porównać do tego, co się dzieje z aktorem, po wyjściu na scenę. Spotkanie z panem mecenasem pokazało mi zatem, że z jednej strony prawnik potrafi być chłodny i zasadniczy, a z drugiej – choć w odpowiednich okolicznościach – to najnormalniejszy w świecie człowiek. Wiele zatem zależy chyba od okoliczności właśnie. Swoją drogą, to jak układa się także nasza dzisiejsza rozmowa nie potwierdza stereotypu prawnika, z którym nie sposób się porozumieć, urzędnika lub, jak kto woli, pana na włościach, który decyduje o być albo nie być przeciętnego człowieka, osoby patrzącej kostuszym wzrokiem i niechętnego do udzielenia pomocy.

Ojej, nie wiem jak mogło mi to umknąć, ale przecież ojciec chrzestny mojego brata jest prawnikiem oraz, choć to sprawa drugorzędna – wielkim kibicem Lecha Poznań. On także, całkowicie przeczy stereotypowemu wizerunkowi prawnika. Jeśli się zatem dłużej zastanowić, to skoro aż troje znanych mi prawników odbiega od owego stereotypu, to być może stereotyp ten jest całkiem chybiony?

Skąd zatem bierze się stereotyp prawnika jako osoby, co najmniej chłodnej, jeśli nie – całkiem sztywnej w obyciu?

Możliwe, że po prostu z mylnych wyobrażeń :)

Jednakże, muszę powiedzieć, że kilka razy w życiu miałem przyjemność występowania przed prawnikami. Warto zaś dodać, że moja praca polega na tym, aby wprawiać ludzi w dobry nastrój, aby sprowokować ich do śmiechu i zrelaksować. Z kim jak z kim, ale z prawnikami, a zwłaszcza – prawnikami pod wpływem napojów wyskokowych, jest bardzo trudno osiągnąć ten cel. Oczywiście, mogło się tak zdarzyć, że po prostu trafiłem na bardzo trudną grupę prawników, albo mój występ został zaplanowany na zbyt późną godzinę… Tak czy inaczej, pośród moich widzów zdawało się panować niemal powszechne przekonanie, że właściwie każdy jest śmieszniejszy ode mnie. Co więcej, oni usiłowali to na głos udowodnić.

Jako człowiek, który zawodowo musi mieć choćby blade pojęcie o psychologii tłumu, wiem już (a spotkania z prawnikami, tylko tę wiedzę utrwaliły), że w każdej grupie znajduje się zwykle jeden człowiek, któremu podczas mojego występu udaje się powiedzieć coś choćby minimalnie śmiesznego. Jeśli jego żart podchwyci sala, pewne jest, że będzie on już bisował do skutku. W takich przypadkach moją rolą jest tak skomentować solistę, aby u niego – wywołać konsternację, a u widowni – potrzebę przeniesienia sympatii na mnie. To jest coś, co można byłoby nazwać małym pojedynkiem jeden na jeden. Tymczasem, podczas spotkania z prawnikami, takich solistów było przynajmniej 10 procent całej widowni. Mogę śmiało powiedzieć, że nie sprawdziła się tu zasada, obowiązująca w innych grupach zawodowych, że jeśli zaprasza się kogoś do występu, to widownia chce tego kogoś słuchać. Nie, prawnicy starali się być bardziej dowcipni, niż ja. Odbiegali przy tym znacznie od stereotypu, o którym rozmawialiśmy, byli bowiem nawet bardziej wyluzowani, niż bym się spodziewał, a ponadto przekonani, że w gruncie rzeczy, to właśnie oni, a nie ja – znają lepsze żarty i lepiej potrafią je sobie opowiadać.

Zauważył pan, że tematyka prawnicza i medyczna, często gości w serialach lub filmach?

Oczywiście, jest tak najpewniej dlatego, że w tego rodzaju pracy konflikty zdają się same nieść. Z punktu widzenia scenarzysty i producenta, jest to niezwykle istotna sprawa. Sala sądowa daje się wdzięcznie zainscenizować i choć w kadrze niewiele się dzieje – akcja jest.

Czy wie pan, w których grupach zawodowych alkohol bywa największym problemem?

Ponoć pośród lekarzy i artystów, ale domyślam się, że skoro to pytanie pada, najpewniej problem ten dotyka także prawników?

Zgadza się, zastanawiam się i o próbę odpowiedzi na to pytanie poproszę pana – co łączy te trzy grupy ludzi, skoro miewają wspólne problemy?

Myślę, że w każdym z tych zawodów dostaje się nieustannie bolesne lekcje pokory, zaś stres jest stałym elementem codzienności. Co do aktorów, jestem przekonany, że ze świecą szukać pośród nich – ludzi spełnionych. Każdy chce być najlepszy pośród innych, a to rodzi kompleksy. Być może z jednej strony – towarzyszy im przekonanie o własnej wyjątkowości, przy równoczesnym, w dodatku częstym – braku odzwierciedlenia tej wyjątkowości w odczuciu otoczenia. Doliczyć do tego należy nieustanne poddawanie się ocenie innych, ilekroć aktor wchodzi na scenę. Jeśli do tego zestawu dodamy tremę, nadwrażliwość i kwestie finansowe, problem gotowy. Ciekawi mnie jednak, jakie mogą być powody podobnym problemów pośród prawników.

Być może powody są podobne – stres, nadwrażliwość, bolesne lekcje pokory na co dzień.

Sądzę, że nie bez znaczenia jest także to, że prawnik odpowiada w swojej pracy nie tylko za siebie. Cóż złego się może stać, jeśli kabareciarzowi (nie chcę nadużywać słowa „artysta”) nie uda się show? Nic, po prostu nikt się nie będzie śmiał. W przypadku prawników, sytuacja wygląda zgoła inaczej.

Swoją drogą, czytałem kiedyś wywiad z Jerzym Stuhrem, który opowiadał o swoich przygotowaniach do roli prokuratora w filmie „Tydzień z życia mężczyzny” (link). Wiem, że chadzał wówczas do sądu i obserwował prawników, a jeden z nich poradził mu, aby zrezygnował z tzw. aktorzenia, bowiem w wypowiedziach prokuratora, ale i szerzej – prawnika nie powinno być miejsca dla emocji, zaś używane przez niego argumenty powinny być wyłącznie rzeczowe. Prawdę mówiąc, nie wiem na ile są to porady trafne, bo to mimo wszystko wielka przyjemność – słuchać prawnika, który mówi piękną polszczyzną – jak pani mecenas.

Dziękuję za miłe słowa. Okazuje się zatem, że rodzice mieli rację mówiąc, że powinnam dużo czytać.

Pochodzi pani z rodziny prawniczej?

I tak i nie, mój tata skończył WPiA UW, ale nigdy nie pracował w zawodzie. Myślę, że w czasach, gdy formalnie mógł to robić, panowała dosyć powszechna opinia, że zawód adwokata jest trudno dostępny dla osób spoza tego środowiska.

No właśnie, nawet dzisiaj wiele osób uważa, że zawód adwokata należy do grupy profesji klanowych. Na ile jest to niesprawiedliwy stereotyp?

Obecnie, w moim przekonaniu – bardzo niesprawiedliwy, skoro aplikacja jest dostępna dla każdego. Kiedyś – nie wiem, ale zwykle w życiu jest tak, że w każdej plotce, czy legendzie jest ziarno prawdy. Niekiedy nawet kilka ziaren ;) Pozwolę sobie zapytać o jeszcze jedną sprawę – czy wie pan czym różni się adwokat od radcy prawnego?

Oczywiście, że nie wiem, ale na pierwszy rzut oka – adwokat broni, zaś radca prawny doradza. 

Oczywiście się pan myli;) Poza tradycją, historią, etosem i zakresem tajemnicy zawodowej – obrończej, mamy te same uprawnienia zawodowe, choć adwokatów obowiązuje szereg zakazów, które radców nie dotyczą, np. adwokaci nie mogą być zatrudniani na umowie o pracę.

Skoro adwokatów i radców różni tradycja, historia, etos i tajemnica – mam wrażenie, że mimo podobieństw to w gruncie rzeczy dwa odmienne zawody.

Lubię tak od czasu do czasu myśleć ;)

 
Rozmawiała adw. Joanna Parafianowicz

 

6c2d426364cc8a76dfec9b98edc4868d

[foto: wiadomości.onet.pl]

 

 

 

 

 

 

 

komentarze