snapchat
menu
Szukaj

Rozmowa z adw. Sławomirem Zdunkiem, kandydatem na Dziekana ORA w Warszawie

2500867-slawomir-zdunek-adwokat-kandydat

Kilka miesięcy temu spotkaliśmy się w podobnej konfiguracji – pan mecenas kandydujący na dziekana i ja, która o to pytałam. Czy na przestrzeni tego czasu pana podejście do funkcji Dziekana uległo zmianie?

W zasadniczym zrębie – niewiele. Zmieniłem zdanie właściwie wyłącznie co do odpłatności pełnienia tej funkcji. W obecnej sytuacji będzie to wymagało większego zaangażowania czasowego, intelektualnego oraz konieczne będzie udzielanie się w przestrzeni społecznej, aby budować wizerunek Adwokatury w ogóle i Izby warszawskiej w szczególności. Dziś uważam, że pełnienie przeze mnie tej funkcji społecznie nie byłoby możliwe. Zauważmy bowiem, że wybór Dziekana, w aktualnych okolicznościach będzie wiązał się z koniecznością wejścia w pewien funkcjonujący już stan – tj. nowy Dziekan będzie współpracował z już istniejącą Radą.

Skład Rady jest panu mecenasowi znany, skoro pełni pan mecenas funkcję zastępcy członka ORA.

Oczywiście, w obecnym składzie Rady, a w szczególności Prezydium – diety z tytułu pełnionych funkcji są pobierane. Nie dostrzegam możliwości takiej, aby ktokolwiek zrezygnował z diet. Ewentualne forsowanie mojego pierwotnego pomysłu pracy społecznej nie spotkałoby się ze zrozumieniem członków Prezydium. Z pewnością nie chciałbym, w przypadku, gdybym został wybrany, zaczynać urzędowania od konfliktu na tym tle.

Nadmienię, iż z mojego poglądu o bezwzględnej konieczności pracy społecznej na rzecz samorządu, częściowo wycofałem się jeszcze przed poprzednimi wyborami. W trakcie debaty kandydatów wspomniałem wówczas, iż nie będę nigdy naciskał, aby inne osoby nie pobierały diet. Dzisiejsza sytuacja Rady jest zaś o niebo bardziej skomplikowana niż to, z czym mieliśmy do czynienia do kwietnia. Skutkiem takiego stanu rzeczy wyobrażam sobie, iż także i moje zaangażowanie w pracę samorządową musiałoby być znacznie większe niż pierwotnie zakładałem.

W zakresie obowiązków Dziekana – ustawa Prawo o adwokaturze nie uległa nowelizacji. Aktualnie ORA korzysta także z usług agencji PR. W czym, w pana ocenie, większe są lub będą obowiązki dziekańskie?

Uważam, że przyszły Dziekan powinien bardziej zaangażować się w działalność społeczną, uczestniczyć w wydarzeniach medialnych, programach telewizyjnych i choćby z tego powodu konieczne będzie znaczne ograniczenie praktyki zawodowej. Dodatkowo wspomnieć muszę, co mnie przekonało do przyjęcia diety, jako Przewodniczącego Zespołu Wizytatorów – jeżeli jedna osoba wyłamie się z systemu diet samorządowych, a mimo to będzie wykonywać swoje obowiązki nienagannie, prawdopodobnie pojawią się głosy, że pozostałe osoby powinny swoje funkcje pełnić społecznie.

W czym jednak problem? O czym to przesądza?

To przesądza o tym, że w tej chwili wycofuję się z idei społecznego pełnienia funkcji Dziekana. Dodam tylko, że żaden z kandydatów takich deklaracji nie składa.

Nie chce pan mecenas być tym jedynym uczniem w klasie, który nie poszedł na wagary?

Teoretycznie taki eksperyment można byłoby przeprowadzić, ale jestem pewien, że pojawiłyby się wówczas postulaty, aby inni działacze zrezygnowali z diet. Nie uważam, że należy iść w tym kierunku i wywoływać złą atmosferę w Radzie.

Panie mecenasie, kandydując w kwietniu deklarował pan pogląd odmienny. Z pomysłu nieodpłatnego pełnienia funkcji samorządowych wycofał się pan mecenas niemal od razu, gdy zaproponowano panu stanowisko Przewodniczącego Zespołu Wizytatorów. Zmiana zdania nie wydaje się zatem wynikać ze zmiany sytuacji, w jakiej znalazła się Adwokatura warszawska, lecz z nowych okoliczności, w których pan mecenas się znalazł.

Deklarowałem społeczne pełnienie funkcji Dziekana, a nie każdej funkcji samorządowej. W tamtym czasie nawet nie zastanawiałem się nad tym, że być może będę robił coś innego w ramach Okręgowej Rady. Co więcej, w kwietniu z fotelem Dziekana wiązał się pewien prestiż, dziś – znacząco spadł.

Czy obecni członkowie ORA powinni ustąpić?

Moim zdaniem, nie. Członkowie ORA nie zostali wybrani jako osoby rekomendowane przez mec. Grzegorza Majewskiego. Jeśli nawet go popierały, kierowały się zapewne przesłankami, które dzisiaj być może byłyby przez nie zweryfikowane, ale nie zmienia to mojej oceny. Podobnie, nie zmieniam oceny odnośnie kol. Majewskiego, którą wyraziłem w rozmowie przedwyborczej. Obecna sytuacja to kwestia być może jednej nierozważnej decyzji, ale nie przekreśla ona całokształtu dotychczasowych dokonań Kolegi. Uważam zresztą, że gdyby doszło do ponownych wyborów do ORA, jej skład prawdopodobnie wyglądałby podobnie. Pojawiają się głosy o odwołanie całej Rady lub poszczególnych jej członków, ale nie wydaje mi się, aby był to plan, który może się powieść. Uczestniczyłem dotychczas we wszystkich posiedzeniach Rady i nie zauważyłem, aby którakolwiek z osób wchodzących w jej skład – a mam tu na myśli zarówno członków ORA jak i ich zastępców, zasłużyła na swoje odwołanie. Każdy, na tyle, na ile jest to możliwe, uczestniczy w dyskusjach, niekiedy obejmujących bardzo skomplikowane lub delikatne kwestie, angażuje się. W tej sytuacji ani nie widzę podstaw do tego, aby poszczególne osoby miały składać dymisję, ani – aby były odwołane przez Zgromadzenie.

Reasumując, sytuacja Dziekana Majewskiego w najmniejszym stopniu nie rzutuje na ocenę członków ORA, choćby wspierali oni jego kandydaturę. Przyjęcie odmiennego poglądu byłoby stosowaniem odpowiedzialności zbiorowej, a tymczasem każdy powinien odpowiadać za własne działania lub zaniechania. Członkowie Rady nie byli z pewnością wybierani przez Zgromadzenie z uwagi na to, którego kandydata na Dziekana wspierali. Przyglądając się zresztą członkom ORA widzę, że byli oni wprawdzie zrzeszeni w poszczególne grupy wyborcze, poza mną i panią, ale nie zmienia to mojej oceny sytuacji.

Jak się pan mecenas zapatruje na istnienie wspomnianych grup wyborczych?

Mnie ta formuła nie przekonuje. Budzi skojarzenie ze strukturą partyjną, a tego rodzaju rozwiązania nie są odpowiednie dla samorządu adwokackiego. Jestem zresztą przekonany, że są w ORA osoby, które byłyby wybrane nie będąc członkami żadnej grupy, jak np. mec. Orliński lub prof. Banaszczyk, ale są też takie osoby, które gdyby nie przynależność do grupy, wybrane by nie były. W mojej ocenie, wartością jest pluralizm i według mnie dobrze jest, jeśli Okręgową Radę tworzą osoby z różnych grup, reprezentujące różne sposoby myślenia. To o czym wspominam, to jednak co najwyżej postulaty na przyszłość. Dziś bowiem mamy sytuację, w której Dziekan wejdzie w pewien skład osobowy i będzie musiał znaleźć sposób na współpracę z członkami Rady.

Co chciałby pan mecenas zmienić w pracy Rady lub funkcjonowaniu Izby?

Uważam, że dużo dobrego przyniosłyby nam kilkudniowe głosowania w formie elektronicznej związane z udziałem w Zgromadzeniu izbowym. Wiele osób, które niekoniecznie chcą w nich uczestniczyć, mogłoby oddać swój głos poza miejscem zgromadzenia, np. w siedzibie Rady lub z wykorzystaniem komputera, smartfona czy tabletu. Tego rodzaju głosowania z pewnością w większym stopniu należałoby ocenić jako reprezentatywne dla całej Izby. Jeśli bowiem Dziekan Majewski otrzymał blisko 700 głosów, jest to niecałe 20% członków Izby. Zastosowanie głosowań elektronicznych wzmocniłoby mandat do pełnienia poszczególnych funkcji. Jestem także gorącym orędownikiem elektronicznego obiegu dokumentów. Powinniśmy zdecydowanie przyspieszyć prace w niektórych sferach działalności Rady, w szczególności przeprowadzić remont budynku przy ul. Lekarskiej 7 oraz podjąć prace nad koncepcją nowej siedziby ORA.

Zanim zasiadł pan mecenas w Radzie przeszedł pan dość długą drogę, nazwijmy ją – opozycyjną. Nie kusi pana aby do niej wrócić?

Nie, dlatego że w tej formule osiągnąłem wszystko to, co było możliwe do osiągnięcia – jak choćby obniżenie składki. Dzięki temu Izba ma oszczędności. Nie wiem co jeszcze mógłbym w ten sposób zdziałać. Taka aktywność sprowadzałaby się wyłącznie do krytyki i oceny tego, czego dokonują inni.

Być może przez pryzmat innych osób, ale wydaje się, że bywał pan mecenas postrzegany w kategoriach wywrotowca, choćby z tego powodu, iż przypisuje się panu zerwanie Zgromadzenia izbowego w maju 2014 r. Jak odnosi się pan mecenas do takich ocen?

Nigdy nie byłem wywrotowcem i nie zerwałem Zgromadzenia Izby. Złożyłem jedynie, w zgodzie z Regulaminem i wszelkimi procedurami, wniosek o przeliczenie kworum. Moja uchwała budżetowa, została zaś zgłoszona równolegle z projektem ORA – nic nie stoi na przeszkodzie, aby każdy adwokat złożył swój własny projekt. Zostałem wprawdzie nazwany przez ówczesnego Dziekana Pawła Rybińskiego szkodnikiem, ale nigdy nie brałem tego określenia do siebie, dziś zresztą pozostajemy ze sobą w dobrych relacjach, a tamta kwestia została już przez nas wyjaśniona.

Działalność wywrotowa z pewnością nikomu nie służy, mi także na nic by się zdała. Te działania, które podejmowałem w ramach tzw. działalności opozycyjnej nigdy nie wykluczały dialogu, czego dowodem było podjęcie uchwały finansowej mego autorstwa przez Zgromadzenie oraz późniejsze rozmowy w tej sprawie, m.in. z mec. Jakubem Jacyną – skarbnikiem ORA. W ich wyniku mogliśmy sprostować pewne błędy, które występowały w uchwale.

Panie mecenasie, pana kontrkandydat do funkcji Dziekana, mec. Krzysztof Boszko w jednym ze swoich internetowych wystąpień wskazał, że jego zdaniem „posługiwanie się dodatkiem – adwokacki, i równoważnymi musi znaleźć się pod kontrolą samorządu.” Nie da się ukryć, że Pokój adwokacki wspomnianym dodatkiem się posługuje i stąd moje pytania – czy aktywności pozazawodowe adwokatów pana zdaniem powinny być pod kontrolą samorządu? 

Próby kontroli takich przedsięwzięć, ustalenie sztywnych reguł i ich egzekwowanie, nie wydaje się być możliwe. Jako adwokaci mamy prawo do swobody myśli i wolności wypowiedzi i oba te prawa powinny zostać przez samorząd uszanowane. Nie wiem co kierowało kol. Boszko, że zdecydował się w jednej, bądź co bądź, z nielicznych dotychczasowych swoich wypowiedzi poruszać ten temat.

Co pana różni od pozostałych kontrkandydatów?

O dziwo, mam wrażenie, że jestem najbardziej zachowawczym z nich. Jeden z kandydatów chce walczyć z systemem i ekipą rządzącą, drugi – w ogóle wydaje się być dosyć bojowo nastawiony, trzeci zaś – zapowiada walkę z władzami naczelnymi Adwokatury, co wydaje się działaniem utopijnym bowiem nie da się zrealizować pewnych pomysłów, jak choćby inicjatywy ustawodawczej, samodzielnie. Uważam, że Izba warszawska powinna mieć znaczący głos w Adwokaturze polskiej, ale zagrożenia zewnętrzne są  obecnie na tyle silne, że nie powinniśmy toczyć potyczek wewnątrzśrodowiskowych.

Dżentelmeni wprawdzie nie rozmawiają o pieniądzach, ale z uwagi na szczególne okoliczności, w jakich się znajdujemy także pana kontrkandydaci odpowiedzieli na pytanie o to, z czego się utrzymują. Także i pana o to proszę.

Utrzymuję się z pracy zawodowej. Nie prowadzę wykładów i szkoleń. Nie skupowałem roszczeń reprywatyzacyjnych i nie prowadziłem spraw z tego zakresu.

Czy Adwokatura powinna być obojętna na to, co aktualnie dzieje się z procesem ustawodawczym?

Adwokatura ma stać na straży porządku prawnego, a nie angażować się w  politykę. Uważam, że nie powinniśmy wypowiadać się w sprawach bieżącej polityki, bowiem skutki takich wypowiedzi ponieść może całe środowisko. Rada Adwokacka wypowiadając się w sprawach Trybunału Konstytucyjnego, czy Rzecznika Praw Obywatelskich wywoływać będzie pewne skutki w sferze zewnętrznej. Nie jestem zwolennikiem wypowiedzi w kwestiach personalnych na tle politycznym. Jest wystarczająco dużo spraw, jak choćby ustawa inwigilacyjna, w których Adwokatura powinna stać na straży prawa i jego przestrzegania. Uważam jednak, iż jest to raczej domena Naczelnej Rady Adwokackiej.

 

Rozmawiała adw. Joanna Parafianowicz

 

 

 

 

 

komentarze