snapchat
menu
Szukaj

Rozmowa z adw. Mikołajem Pietrzakiem, kandydatem na Dziekana ORA w Warszawie

zrzut-ekranu-2016-11-13-22-20-50

Czy w kwietniu bieżącego roku spodziewał się pan mecenas, że w listopadzie spotkamy się, aby porozmawiać o wyborach dziekańskich?

Gdy mec. Grzegorz Majewski został wybrany na funkcję dziekana odczułem ulgę, którą jak sądzę podzielało wielu adwokatów. Wydawało się, że w końcu umęczona warszawska Adwokatura doczekała się świetnego dziekana, który swoją postawą i zaangażowaniem przywróci nam godność oraz, że będzie symbolem, dzięki któremu będziemy mogli budować reputację całego środowiska. Dlatego teraz, startując w wyborach, mam w sobie gorycz. 

Dlaczego zatem podjął pan mecenas decyzję o kandydowaniu?

Obawiam się, że krótki okres dzielący zwołanie Zgromadzenia od jego daty, sprzyjać może temu, aby przy niskiej frekwencji dokonano wyboru przypadkowej osoby. Uznałem, że w tych okolicznościach trzeba wystartować. 

Co powoduje, że patrząc w lustro, widzi pan w nim osobę, która posiada takie cechy, które dają podstawy do myślenia, iż jest pan właściwą osobą do sprawowania funkcji dziekana?

Nie jestem pozbawiony autokrytycyzmu. Widzę bowiem w Adwokaturze wiele wspaniałych postaci i ciekawych osobowości, zarówno kobiet jak i mężczyzn, którzy mają w plecaku buławę i byliby z pewnością lepszymi dziekanami niż ja. Rzecz jednak w tym, że są to osoby, które nie sięgają po tę funkcję. Mówię o tym zresztą z żalem, bowiem przychodzą mi do głowy osoby o ogromnym doświadczeniu, także samorządowym i autorytecie w środowisku, a nade wszystko – odwadze. Niestety nie kandydują.

Nie ukrywam zresztą, że gdy Grzegorz Majewski podjął decyzję o kandydowaniu na funkcję dziekana, ja zadecydowałem o nie kandydowaniu uznając, że jest to osoba odpowiednia, która daje rękojmię wykonywania swoich funkcji w sposób ze wszech miar należyty. Dzisiaj, nie oglądając się na inne osoby, podjąłem decyzję o kandydowaniu, właśnie z obawy o to, że krótki czas nie sprzyja pogłębionej refleksji. Nie chciałbym żałować, że nie podjąłem rękawicy.

Dlaczego zatem byłby pan mecenas dobrym dziekanem?

Poddaję pod ocenę adwokatów mój dorobek samorządowy. W ciągu minionych 6 lat, tj. przez dwie kadencje przewodniczyłem Komisji Praw Człowieka przy NRA, organizowałem także w Okręgowej Radzie Adwokackiej wiele konferencji, szkoleń i interwencji, pisząc opinie, także w charakterze przyjaciela sądu do Trybunału Konstytucyjnego, składając sprawozdania do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, brałem udział w pracach CCBE, 2 kadencje byłem członkiem Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie. Poza tym realizowałem się społecznie, m.in. poprzez współpracę z organizacjami pozarządowymi, jak np. Stowarzyszenie im. Prof. Zbigniewa Hołdy, Helsińska Fundacja Praw Człowieka, Amnesty International, Greenpeace. Prowadziłem też liczne sprawy pro bono. Liczę na to, że moja praca w jakimś stopniu uwiarygadnia mnie wobec adwokatów oraz daje rozpoznawalność, która jest niezbędna nie tylko wewnątrz środowiska, ale także poza nim. Elementy te w mojej ocenie są niezbędne do tego, aby Izbę prawidłowo reprezentować na zewnątrz. Rzecznik prasowy ma ogromne znaczenie, podobnie jak i Komisje medialne, prawidłowo wykorzystywana pomoc piarowców – ale nikt nie zastąpi Dziekana, który powinien być najważniejszym rzecznikiem Izby, dziekana, który jest w kontakcie z mediami, którego media znają, szanują także przez dorobek i z którym się liczą. Mam nadzieję, że moje cechy osobiste i doświadczenie pozwolą na prowadzenie dialogu ze społeczeństwem i mediami, zwiększenie zaufania i w konsekwencji – uwiarygodnienie naszego samorządu.

Pana praktyka zawodowa to automatyczne skojarzenie z prawami człowieka. Czy Adwokatura warszawska także zwróciłaby się w tym kierunku, czy też – pochyliłby się pan mecenas nad argumentacją, zgodnie z którą rola samorządu sprowadza się w głównej mierze do ułatwiania warunków wykonywania zawodu? 

Pytanie tak sformułowane zawiera tezę o rozdźwięku pomiędzy wartościami, a konkurencyjnością i nowoczesnością form wykonywania zawodu. Ja tego rodzaju podziału nie widzę. Wartości są trzonem i fundamentem Adwokatury, znajdując odzwierciedlenie w art. 1 ustawy Prawo o adwokaturze. Każdy adwokat, jest adwokatem praw człowieka, choć część z nas tak by o sobie nie powiedziała. Reprezentując klientów w sprawach karnych, cywilnych, rodzinnych lub jakichkolwiek innych w istocie stoimy na straży ich praw i wolności obywatelskich, jak. np. równości wobec prawa, wolności od tortur, wolności słowa, wolności religijnej, ale i – wolności gospodarczej. Negocjowanie wielomilionowych transakcji przy obsłudze podmiotów gospodarczych, to nic innego jak sprawa ochrony praw konstytucyjnie chronionych, jak choćby prawo własności.

Budowanie konkurencyjności Adwokatury wymaga zaś uelastycznienia form wykonywania zawodu. Nie przekonuje mnie pogląd zakazujący adwokatowi zatrudnienia na umowę o pracę w kancelarii adwokackiej, jako ograniczający niezależność. Kontrowersje może budzieć zatrudnianie przez podmioty, których przedmiotem działalności jest nie tylko świadczenie pomocy prawnej, np. przez spółki prawa handlowego zajmujące się inną działalnością, niż pomoc prawna – tu problem ograniczenia niezależności występuje. Znam wiele osób, które gotowe byłyby otrzymywać niższe uposażenie w zamian za korzyści płynące z umowy o pracę. Wprowadzenie takiego rozwiązania nic Adwokatury by nie kosztowało, a mogłoby ono zatrzymać odpływ adwokatów, zwłaszcza kobiet, do radców prawnych. Uważam, że tego rodzaju propozycja zmiany ustawy powinna wyjść od Adwokatury warszawskiej.

Liberalizacji wymaga także ograniczenie stosowania tzw. success fee, w tym zakresie wystarczy dokonać zmiany w Zbiorze Zasad i Godności Zawodu. Zasadne jest także wprowadzenie możliwości wykonywania zawodu w ramach spółki z ograniczoną odpowiedzialnością lub innych spółek handlowych, o ile ich wspólnikami byliby wyłącznie adwokaci lub radcy prawni, a podmioty te trudniłyby się wyłącznie świadczeniem pomocy prawnej. Ostatecznie bowiem, żadne uelastycznienie zasad lub form wykonywania zawodu nie zwolni adwokata z odpowiedzialności za działanie niezgodne z Kodeksem Etyki Adwokackiej. To zatem, co najistotniejsze, musiałoby nadal pozostawać w sferze sumienia każdego z nas.

Adwokatura powinna poszukiwać nowych przestrzeni świadczenia pomocy prawnej, czego przykładem może być np. pomoc prawna dla osób zatrzymanych. Obecnie jedynie promil osób zatrzymanych ma kontakt z adwokatem. Nie mam na myśli tego, aby działalność tego rodzaju miała mieć nieodpłatny charakter. Uważam, że Państwo winno zapewnić wsparcie nie tylko dla osób niemajętnych, ale i – nieumiejętnych, wrażliwych, które sobie nie radzą. Wymaga to jednak zarówno uświadamiania, że pomoc adwokata jest potrzebna, ale także – zaangażowania Rady w to, aby na każdym komisariacie dostępne były listy adwokatów, którzy gotowi są – odpłatnie – podjąć się obrony w wyznaczonych terminach i godzinach.

Kultywowanie praw i wolności powinno nas prowadzić do uelastycznienia form wykonywania zawodu, zaś owe uelastycznienie pozwoliłoby na to, aby walka o te prawa i wolności byłaby po prostu łatwiejsza – nieskrępowana niepotrzebnymi zakazami. Poszerzenie pól aktywności zawodowej adwokatów byłoby z pewnością korzystne dla całego środowiska i jego konkurencyjności, ale i, a może przede wszystkim – dla obywateli. 

Śledząc dyskusje adwokatów na forach internetowych dostrzegam jednak grubą kreskę – po jednej z jej stron jest Adwokatura tradycyjnych wartości i pochylenie się nad człowiekiem, po drugiej zaś – przekonanie, że adwokat to przedsiębiorca, koniec kropka.

Wielu ludziom działalność na rzecz praw i wolności obywatelskich kojarzy się z pracą pro bono. Tak nie musi jednak być, czego przykładem jest moja praktyka zawodowa – mam dobrze prosperującą kancelarię, choć uważam się za człowieka zajmującego się prawami i wolnościami obywatelskimi, cieszę się renomą i mam możliwość prowadzenia wielu spraw za przyzwoite wynagrodzenie. Prawa i wolności obywatelskie, pragnę to zatem podkreślić, nie są domeną pracy nieopłatnej, bowiem wszyscy adwokaci zajmują się tym zagadnieniem, choćby sami tego tak nie ujmowali.

Z perspektywy osoby, która zasiadała w Okręgowej Radzie Adwokackiej – czy pana zdaniem, praca Rady polegająca na codwutygodniowych spotkaniach i rozpatrywaniu spraw wzniosłych i całkiem przyziemnych może być efektywna?

Rada jest organem kolegialnym. Od członków Rady, którzy nie zasiadają w Prezydium i którym nie przydzielono poszczególnych ról, jak np. koordynowanie prac komisji, mamy przede wszystkim prawo oczekiwać przygotowania do udziału w posiedzeniu. W mojej ocenie, Rada warszawska pod tym względem zasadniczo działa prawidłowo. Ustawową rolą ORA jest podejmowanie odpowiedzialnych i mądrych uchwał. Konieczne jest zatem przygotowanie merytoryczne, zapoznanie się z dokumentami i zabieranie głosu w dyskusji także wtedy, gdy dane stanowisko nie jest popularne pośród innych członków Rady. Uważam, że w pluralizmie głosów jest moc, a w wielogłosie – bezpieczeństwo, dzięki któremu nie dochodzi do podejmowania arbitralnych decyzji.

Wydaje mi się, że w części naszego środowiska jest oczekiwanie, aby wszyscy członkowie Rady pracowali niemal codziennie, podczas gdy to jest rola Prezydium ORA. To Prezydium obowiązane jest dobrze przygotować prace Rady i ułatwić jej dostęp do informacji, bowiem właśnie dzięki nim możliwe jest podejmowanie dobrych decyzji. Prawo o adwokaturze narzuca nam jednak wiele obowiązków, które powinny być wykonywane przez biuro Rady. Jednakże, nawet bez nowelizacji ustawy, bardzo wiele można zmienić, usprawniając prace biura, co doskonale widać na przykładzie mniejszych Izb. Uważam, że największym wyzwaniem stojącym przed nowym Dziekanem jest przeprowadzenie audytu organizacyjnego biura ORA, a zatem dokończenie tych prac, które zostały podjęte przez ORA tej kadencji. Rada nie może mieć żadnych wątpliwości, który z pracowników Rady ma jakie kompetencje, jakie są zasady obiegu dokumentów między pracownikami biura oraz między biurem a Radą i adwokatami. Należy ustalić kryteria awansu i zmniejszania wynagrodzenia pracowników. To wszystko wymaga transparentności wewnętrznej. Najważniejsze jest jednak to, aby istotne stanowiska w biurze oraz w pionie szkolenia aplikantów były obierane w drodze konkursu. Wobec kandydatów winny być ustalone jasne kryteria naboru, a konkursy powinny być organizowane periodycznie. Jestem przekonany, że rotacja na stanowiskach jest zdrowa, podobnie jak i periodyczne przeglądy prac – motywuje to bowiem do lepszej pracy i zwiększa poczucie odpowiedzialności za powierzone zadania. Pozwala to nadto Radzie na sprawowanie kontroli nad sposobem wykonywania obowiązków przez poszczególne osoby.

Czy powinno się wprowadzić rejestr umów cywilnych zawieranych przez Radę z osobami trzecimi lub adwokatami?

Wszystkie umowy zawierane przez Radę powinny być jawne dla członków Izby. Członkowie ORA powinni na bieżąco otrzymywać informację o umowach zawieranych przez prezydium. Być może dziś zdarzało się inaczej dlatego, że przez wiele lat Prezydium brało te kwestie na siebie, a Rada nie widziała potrzeby bacznego przypatrywania się tym praktykom. Kultura samorządowa zmierza jednak ku większej demokratyzacji i transparentności, a ja jestem gorącym orędownikiem tego kierunku, czego dowodzi lektura protokołów posiedzeń ORA z czasu, gdy w niej zasiadałem. Zawsze byłem konsekwentnym zwolennikiem transparentności.

Odwołując się do minionej kadencji Dziekana Pawła Rybińskiego – jakich dziekańskich błędów, które wówczas miały miejsce, chciałby pan mecenas jako Dziekan uniknąć?

Dziekan powinien sprawować swój mandat w sposób silny, a nie siłowy. Często kontestowałem nie tylko decyzje Dziekana Rybińskiego, ale i styl, w jakim prowadził obrady Rady lub Prezydium. Uważam, że miał on do dyspozycji bardzo dobrą Radę, składającą się z dobrze przygotowanych i pracowitych ludzi. Ten potencjał nie został efektywnie wykorzystany z uwagi na przyjętą metodę zarządzania. Ja mam odmienną filozofię – uważam, że rolą Dziekana jest mitygowanie konfliktów, gaszenie animozji, pielęgnowanie spokoju i dobrej pracy Rady. Dziekan powinien dbać o to, aby wszyscy członkowie Izby dobrze się w niej czuli, przy zachowaniu różnic poglądowych. Siła dziekana powinna tkwić w przekonywaniu, życzliwości i autorytecie.

Gdyby został pan mecenas Dziekanem reformowałby pan funkcjonowanie Rady od razu?

Dwie sprawy z pewnością nie mogą czekać – reforma biura Rady oraz zmierzenie się z kwestią wiarygodności i zaufania, które w konsekwencji skutkowałyby zmianą wizerunku warszawskiej Adwokatury. Jeśli skupimy się wyłącznie na tym ostatnim, przegramy. Wiarygodność i zaufanie buduje się latami, ale pracę w tym obszarze musimy zacząć już dziś.

Jak?

Choćby poprzez dialog z mediami, cotygodniowe spotkania Dziekana z dziennikarzami. Wyobrażam sobie np. cykliczne spotkania przy kawie, podczas których poświęcalibyśmy uwagę wybranym zagadnieniom. Warszawska Adwokatura powinna stać się gospodarzem dyskursu w sprawach ważnych dla społeczeństwa, dla praw i wolności, kształtu prawa i jego praktyki. 

Sam Dziekan takiej aktywności chyba nie zorganizuje?

Wiele celów można osiągnąć, angażując osoby, które takowego zaangażowania chcą. Znam warszawską Adwokaturę bardzo dobrze, adwokatów, z którymi współpracuję od lat i uważam, że tkwi w nas ogromny potencjał, który jedynie należy uruchomić. Oczywiście, należy korzystać ze wsparcia specjalistów od PR, a niektóre posady jak np. zasiadanie w Prezydium powinno być odpłatne, ale przede wszystkim należy zaktywizować oddolnie Adwokaturę.

Czy jest pan mecenas zwolennikiem zwiększania kontroli samorządu nad okołozawodowymi aktywnościami adwokatów? Pytam nie bez kozery, bowiem jeden z pana kontrkandydatów, mec. Krzysztof Boszko zapowiedział, że gdyby został wybrany na Dziekana, takiej kontroli – odnoszącej się do przedsięwzięć zawierających słowo „adwokacki” by sobie życzył. Jako, że „Pokój adwokacki” owe słowo zawiera, ciekawi mnie pana opinia.

Wierzę w to, że Adwokaturę należy aktywizować, bowiem aktywności oczekują sami adwokaci. To, co powinien zrobić wobec tego samorząd – to zejść im z drogi. Powinien nie przeszkadzać w głoszeniu poglądów, organizowaniu spotkań, debat itp. Rada Adwokacka jest bowiem od tego, aby służyć adwokatom i sprzyjać tego rodzaju oddolnym inicjatywom, bowiem wszyscy na tym zyskujemy. Nie szukając daleko, dostrzegam dwa przykłady adwokackiej aktywności, które noszą nazwy stricte adwokackie. Jedną z nich jest Pokój adwokacki. Wprawdzie, gdyby to ode mnie zależało, zrezygnowałbym z kotów, to podkreślić należy, że osiągnęła pani niewiarygodnie dużo – więcej niż jakiekolwiek medium stricte samorządowe. Pokój adwokacki czyta przecież więcej adwokatów i prawników innych zawodów, niźli czyta Palestrę, żadna komisja wizerunkowa lub rzecznik prasowy, nie ma takiego posłuchu jak Pokój. Nigdzie nikomu nie udało się zagospodarować takiej przestrzeni debaty na tematy adwokackie jak udało się Pokojowi adwokackiemu. Jest to niewątpliwa wartość.

Drugim dobrym przykładem oddolnej aktywności Adwokackiej jest Polska Palestra – osoby identyfikujące się z tym projektem miewają odmienne poglądy niż mam ja, ale bardzo cenię ich zaangażowanie w sprawy Adwokatury. W obu wymienionych przypadkach będę bronił prawa adwokatów do takiej właśnie aktywności. Podobnie powinien robić samorząd.

Jak, nauczony doświadczeniem ostatnich miesięcy, może pan mecenas zapewnić wyborców, że warszawskiej Izby nie czekają żadne sytuacje, o których nie wiedzieli, a być może mogliby chcieć mieć wiedzę?

Postanowiłem, że poinformuję Adwokatów o wszystkim tym, co może ich zainteresować i być może wpłynąć na decyzję o oddaniu na mnie głosu lub nie oddaniu go.

Nadstawiam ucha.

Prowadziłem wiele ciekawych spraw, które światopoglądowo mogą być różnie oceniane. Prowadzę sprawy litygacji na rzecz związków partnerskich wspólnie z koalicją organizacji pozarządowych. Miałem zaszczyt bronić klientów w sprawach, które wywoływały duże zainteresowanie społeczne. Były to osoby z zarzutami – szpiegowskimi, terrorystycznymi, byłem też obrońcą w sprawach o zabójstwa.

Panie mecenasie, jest pan adwokatem… Czy jest jakaś kategoria spraw, w których adwokat nie powinien bronić?

Nie, powinnością adwokata jest obrona. Muszę jednak dodać, że reprezentowałem klientów w sprawach, w których po drugiej stronie było państwo polskie.

Panie mecenasie, nie chcę się powtarzać, ale skoro jest pan adwokatem…

Rzeczą adwokata jest bronić człowieka, także takiego, od którego wszyscy się odwrócili, w relacjach z władzą publiczną. Nie akceptuję narracji, że adwokat nie powinien bronić w pewnych kategoriach spraw, z uwagi na to, że byłoby to szkodliwe dla państwa. Szkodliwe dla niego byłoby nie przyjmowanie sprawy z tego względu, że mogłoby to być niepopularne, źle widziane. Adwokat ma bronić. Dzięki temu działa jak bezpiecznik w systemie władzy publicznej eliminując lub przeciwdziałając jej nadużyciom. Nie działa zatem przeciwko państwu, lecz w istocie – na rzecz jego prawidłowego funkcjonowania identyfikując i piętnując wadliwe działania władzy.

O czym jeszcze chce pan mecenas poinformować adwokatów?

Nie mam i nigdy nie nabywałem roszczeń reprywatyzacyjnych, choć mój wspólnik r.pr. Artur Sidor reprezentował klientów w takich sprawach dwukrotnie. Moim jedynym źródłem utrzymania, odkąd skończyłem bodaj 21 lat, jest praca w kancelariach. Otrzymuję nadto – tytułem zwrotu ponoszonych kosztów – dietę per diem w ONZ, gdy uczestniczę w posiedzeniach Rady Funduszu ONZ na rzecz ofiar tortur, której jestem członkiem. Aktualnie, jeśli prowadzę wykłady – robię to pro bono, choć w przeszłości szkoliłem aplikantów adwokackich i wówczas pobierałem z tego tytułu wynagrodzenie. Zasiadając w Okręgowej Radzie Adwokackiej pobierałem, tak jak inni jej członkowie, dietę za udział w posiedzeniach i działo się to do czasu, gdy diety z tego tytułu zostały uchylone. Moim jedynym źródłem utrzymania jest zatem działalność stricte adwokacka.

Uważam, że z perspektywy transparentności, istotne jest także wskazanie, że reprezentowałem w postępowaniu karnym jedną osobę, której nazwisko pojawia się w mediach w związku z tzw. aferą reprywatyzacyjną. Już tej osoby wprawdzie nie reprezentuję.

Moje poglądy są powszechnie znane.

Tak, bywa pan określany mianem lewaka.

Myślę, że nietrafnie. Jestem po prostu orędownikiem praw człowieka. W sferze ekonomicznej, być może kogoś to zaskoczy, jestem centro liberalny. Mam oczywiście swój światopogląd i poglądy także polityczne, ale nie sądzę, aby warszawscy adwokaci widzieli na stanowisku Dziekana osobę, która własnych poglądów nie ma lub wyrzeka się ich w imię politycznej korzyści związanej z wyborami.

Bardzo cenię sobie pluralizm środowiska adwokackiego. Warszawska Izba jest bogata swoją różnorodnością i cechę tę należy pielęgnować. Jestem przekonany, że jestem w stanie oddzielić moje powinności dziekańskie od poglądów osobistych. Gdy wypowiadałbym się, reprezentując Radę, robiłbym to w sposób uwzględniający różnorodność poglądów, uwzględniając interesy Adwokatury oraz kierując się wyłącznie dobrem środowiska.

Byłem jako ekspert członkiem Zespołu Parlamentarnego do spraw Ładu Konstytucyjnego i Praworządności, jednak zrezygnowałem z tej aktywności podejmując decyzję o kandydowaniu na funkcję Dziekana mając na uwadze, że mogłoby to rzutować na ocenę mojej działalności przez pryzmat polityki. Byłem członkiem zespołu ekspertów projektu KOD’u Wspólna przestrzeń wolności – jakiej Polski chcemy. Zrezygnowałem z udziału w nim decydując się na kandydowanie. Stworzyłem nadto z przyjaciółmi, w tym – adwokatami, projekt 5zdań.pl, jednakże podejmując decyzję o kandydowaniu, zrezygnowałem z udziału także w tym przedsięwzięciu.

 Czy jest coś, z czego pan mecenas nie zrezygnował kandydując na funkcję Dziekana?

Tak, pozostaję członkiem zarządu Stowarzyszenia im. Profesora Zbigniewa Hołdy, bowiem nie dostrzegam jakiegokolwiek, choćby potencjalnego, konfliktu na tym tle. Profesor Hołda był adwokatem i wybitnym obrońcą praw człowieka i jestem dumny z tego, że jestem jednym ze współzałożycieli tego stowarzyszenia. 

Co może pan mecenas obiecać adwokatom?

Mogę wskazać wizję, filozofię i kierunki działania, które powinny przyświecać Dziekanowi przewodniczącemu pracami Rady. Choć wyborom towarzyszą zwykle koncerty obietnic, ja uważam, że twarz ma się jedną. Wybory można wygrać lub przegrać, ale nie dotrzymywać słowa nie warto.

 

Rozmawiała adw. Joanna Parafianowicz

 

 

komentarze