snapchat
menu
Szukaj

Rozmowa z Adw. Andrzejem Tomaszkiem

imageZwykle w przededniu wyborów do samorządu, rozmowy zaczynam od pytania o to, dlaczego mój rozmówca kandyduje na daną funkcję. Pana Mecenasa muszę jednak zapytać o to, dlaczego pan nie kandyduje na dziekana? Dlaczego, zatem?

Wiele osób zadaje mi to pytanie i widzę potrzebę uzasadnienia tej decyzji. Po pierwsze, uważam że wyborców należy traktować poważnie. Jeżeli powierzając mi funkcję Przewodniczącego Komisji Rewizyjnej udzielili mi mandatu na 4 lata, to przez ten czas powinienem tę funkcję wykonywać. Po drugie, nie można teraz powodować niepotrzebnego zamieszania, proceduralnych komplikacji i dodatkowych wyborów na funkcję, którą ja obecnie pełnię. Jeśli chciałbym kandydować na funkcję dziekana, musiałbym złożyć mandat, to zaś skutkowałoby koniecznością zwołania dodatkowego zgromadzenia lub przynajmniej rozszerzenia porządku obrad tego, które przed nami. Nie uważam tego za stosowne.

Czy jako adwokat posiadający wieloletnie doświadczenie w pracy w ramach samorządu adwokackiego ma pan dla warszawskich adwokatów jakąś poradę w przededniu wyborów dziekańskich?

Przede wszystkim proszę – przyjdźcie Państwo na Zgromadzenie, wysłuchajcie kandydatów i dokonajcie świadomego wyboru. O wyborze nie może decydować zbieg okoliczności czy szczęśliwy traf.

Napoleon miał kiedyś powiedzieć: „Większe szanse na zwycięstwo ma stado baranów prowadzone przez lwa, niż stado lwów prowadzone przez barana”. Potrzebujemy dzisiaj lwa, a nasza izba potrzebuje stabilizacji i nadrobienia zaległości z poprzedniej kadencji.

Co ma pan mecenas na myśli mówiąc o zaległościach?

Mam na myśli budowanie zaufania adwokatów do instytucji samorządowych i przekonania, że są one potrzebne, potrafią wykonywać ustawowe zadania. Potrzebna jest stabilizacja, a nie awantury, powtarzające się Zgromadzenia w atmosferze połajanek.

Czy decyzja o wyborze konkretnej osoby na funkcję Dziekana może owej stabilizacji sprzyjać?

Oczywiście. To powinna być osoba, która łączy, a nie dzieli, ma jasne priorytety i je realizuje. Uważam, że Dziekanem powinna być osoba, która – jeśli zostanie postawiona przed próbą charakteru – sprosta jej. Zauważalne są zakusy władzy publicznej na samodzielność instytucji samorządowych. Sytuacje konfliktowe, dotyczące poszczególnych adwokatów lub ogółu środowiska, będą się zdarzały. Dziekan powinien zatem mieć silny charakter, aby stanąć w obronie adwokatów i Adwokatury. Nie daj Boże, abyśmy mieli za Dziekana oportunistę, tchórza albo kogoś, kto nie będzie przywiązywał wagi do obrony imponderabiliów. To byłby koniec adwokackiej samorządności.

Pośród adwokatów Izby warszawskiej jest, najpewniej nieszczególnie liczna, grupa adwokatów na bieżąco śledzących to, co dzieje się podczas posiedzeń ORA. Obawiam się jednak, że jeśli inne osoby, mniej zaangażowane w – nazwijmy to – monitoring prac ORA przeczytają pana ocenę ostatnich 3 lat i dostrzegą słowa „awantury” i „połajanki”, nie będą miały świadomości, co ma pan mecenas na myśli. Prosiłabym zatem o przybliżenie tej kwestii i wskazanie, kto ponosi za taki stan rzeczy odpowiedzialność.

Uczestniczyłem w posiedzeniach ORA odkąd w toku poprzedniej kadencji zostałem przewodniczącym Komisji Rewizyjnej. Nie chciałbym, aby kiedykolwiek w przyszłości posiedzenia Rady odbywały się w takiej, jak wtedy, atmosferze.

Jaka to była atmosfera, panie mecenasie?

Podsycanie konfliktów pomiędzy członkami ORA, szczucie ich przeciwko sobie, niedocenianie trudu i pracy poszczególnych adwokatów, sztuczki socjotechniczne. Jeśli mimo to Rada in gremio biurokratyczną pracę wykonywała jak należy, to zasługa poszczególnych jej członków, którzy zacisnęli zęby w imię dobra adwokatury. Szkoda ludzi, bo takich praktyk w dłuższym okresie nikt nie wytrzyma. Proszę zauważyć, że nigdy dotąd cztery osoby nie rezygnowały z pracy w ORA w toku jednej kadencji. Obawiałbym się zatem wyboru Dziekana, który mógłby albo spowodować nawrót takich praktyk, albo nie zapobiec ich powrotowi. Warszawskiej Izby na to nie stać. Nikogo na to nie stać.

Rada obecnej kadencji zaczęła pracę dobrze, choć efektywność ustępowała niekiedy gadulstwu. Nie zmienia to jednak faktu, że zaangażowanie członków ORA zaczęło procentować. Wszystko jest na dobrej drodze do tego, aby efektywność się zwiększała przy zachowaniu demokratycznych procesów.

Pojawiają się jednak głosy, nie jestem pewna, czy odosobnione, że wobec aktualnych zdarzeń Rada powinna pójść w ślady Dziekana Majewskiego i ustąpić. Czy w pana ocenie są ku temu podstawy?

Nie widzę po temu uzasadnienia. Szanujmy naszych wyborców, którzy dokonali wyboru na 4 lata. Nie stało się nic takiego, co miałoby dezawuować Radę in gremio.

Panie mecenasie, na dzień dzisiejszy mamy 4 osoby ubiegające się o pełnienie funkcji Dziekana. Nawiązując do pożądanych i wymienionych przez pana wcześniej cech charakteru (odwagi, umiejętności zabrania głosu itp.), czy może pan mecenas wskazać kandydata, który daje adwokatom rękojmię należytego wykonywania powierzonej mu funkcji?

Zanim odpowiem chciałbym podkreślić, że do pełnienia funkcji Dziekana potrzebne jest postrzeganie jej nie tylko jako zaszczytu, lecz także jako służby na rzecz samorządu, kolegów, Adwokatury. Dziekan to nie dygnitarskie stanowisko, wynoszące daną osobę ponad innych. Bez tego przekonania nie unikniemy powrotu do praktyk, o których wspominałem wcześniej i do rozważań, czy Dziekan jest samcem alfa. Takiego kabaretu wolałbym uniknąć.

Tego rodzaju dyskusje naprawdę miały miejsce podczas posiedzeń Okręgowej Rady Adwokackiej?

Tak właśnie było.

Wracając do pytania – jeśli chodzi o kolegów Sławomira Zdunka i Roberta Rynkun-Wernera, powierzenie im funkcji Dziekana mógłbym porównać do sytuacji, gdzie od komuś, kto posiadł umiejętność jazdy na rowerze powierza się prowadzenie wielotonowej ciężarówki ulicami Warszawy w godzinach szczytu. Mimo dobrych chęci, których wymienionym osobom w żadnym razie nie odbieram, to nie miałoby szans powodzenia.

Brak doświadczenia samorządowego wyklucza?

Dziekan powinien być osobą posiadającą doświadczenie w pracy samorządowej.

Kandydaturę mec. Krzysztofa Boszko przyjmuję z ogromnym zdziwieniem. Chyba liczy na to, że warszawscy adwokaci cierpią na amnezję, bądź nie są świadomi jego dotychczasowych dokonań.

Jakież to dokonania?

W latach 2007-2013, tj., w czasie gdy pełniłem funkcję Wicedziekana Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie, Krzysztof Boszko był Sekretarzem Naczelnej Rady Adwokackiej. Z racji moich obowiązków zapoznawałem się na bieżąco z protokołami posiedzeń prezydium NRA i z korespondencją stamtąd przychodzącą. Z przykrością muszę powiedzieć, że tak nieprzyjaznego wobec warszawskiej Izby stanowiska, jakie kolega wówczas prezentował, nie spotkałem nigdy wcześniej. O ile tylko była po temu możliwość, mec. Boszko dawał nam jasno odczuć, że nasze miejsce jest w kącie. Co więcej, kolega był gorącym orędownikiem, jeśli nie twarzą, Funduszu Inwestycyjno-Remontowego Adwokatury, z którego pochodziły środki z tzw. pogłównego (tj. opłaty uiszczanej przez każdego adwokata w ramach składki korporacyjnej). Fundusz udzielał izbom adwokackim bezzwrotnych pożyczek i dotacji na ich szeroko rozumiane potrzeby inwestycyjno-remontowe. Fundusz ten zasilała w co najmniej 20% nasza izba, zaś środki szły do innych izb, a to na zakup lokalu, a to na remonty, a nawet na zakup fortepianu. Tak jak w latach 50-tych cały naród budował stolicę, tak tym razem stolica budowała inne Izby. Kolega Boszko miał wówczas świadomość, że nasza izba na FIRA traci i nader często traktował nasze uwagi i postulaty w tej kwestii lekceważąco. Dlatego jego dzisiejsze hasło wyborcze, tj. serce Adwokatury bije w izbach, oceniam jako co najmniej cyniczne.

Moją ambicją było to, aby Fundusz został zamknięty. I tak się stało z końcem 2012 r. Wszystkie zgromadzone w nim środki zostały jednakże wydane.

Niepokoi mnie też stosunek tego kandydata do kolegów-adwokatów, który określiłbym jako „obcesowy”. Wyrazem tego stosunku jest potraktowanie naszego skarbnika – adw. Jakuba Jacyny, który jako przewodniczący Komisji Etyki Naczelnej Rady Adwokackiej wyraził pogląd, że adwokaci potrzebują specjalizacji. Niezwłocznie został odwołany przez Prezydium NRA z funkcji i bez prawa zabrania głosu w tej sprawie. Warto przypomnieć, iż porządek posiedzenia Prezydium zmieniony został przez kolegę Boszko właśnie w tym celu, aby odwołanie było możliwe.

Obawiam się, że gdyby opisane praktyki przeniesiono do samorządu warszawskiego, doświadczylibyśmy dewastacji idei samorządu.

Może ludzie się zmieniają?

W tym przypadku nic na to nie wskazuje.

Mecenas Boszko jest zwolennikiem kontroli samorządu nad przedsięwzięciami adwokatów, które w nazwie mają słowo „adwokacki”. Zapytany o podstawę prawną po temu odpowiedział „wszystko w swoim czasie. Coś wymyślimy”

Jest to ten właśnie styl odnoszenia się do kolegów, nazwałbym go stylem dygnitarskim, a nie – samorządowym.

Obawiam się też, że wybór kol. Boszko na funkcję dziekana oznaczałby obcięcie Warszawie języka na forum NRA. Nasz głos albo nie byłby w ogóle słyszalny, albo – wypowiadany nie w naszym interesie. Dlaczego ktoś, kto nie poczuwał się do warszawskiej tożsamości jako sekretarz NRA, miałby się do niej poczuwać na innej funkcji?

Czy pana słowa mam rozumieć tak, że kandydat na Dziekana Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie, w okresie pełnienia funkcji sekretarza NRA, nie działał w interesie swojej Izby?

To bardzo delikatne określenie, ale przy nim pozostańmy. Tak, kolega Boszko działał przeciwko interesowi naszej Izby.

Został nam kandydat w osobie adw. Mikołaja Pietrzaka.

Jest to w mojej ocenie kandydatura, z którą powinniśmy wiązać nadzieje. Jeśli chodzi o priorytety Adwokatury – mamy je w tym wypadku należycie ustawione. Co dla mnie jest najistotniejsze – wierzę, iż w chwili próby – kol. Pietrzak miałby odwagę stanąć na wysokości zadania.

Mówi pan mecenas o wartościach, o walce z władzą, ale tzw. zwykli adwokaci często myślą o bardziej przyziemnych sprawach, jak np. wysokość składki, pokoje adwokackie, siedziba ORA.

To problemy, z którymi samorząd nie potrafi się uporać zarówno na szczeblu centralnym i izbowym, bo one są bardzo trudne. Mój postulat, którego realizacji obawiam się, że mogę nie doczekać, to przymus adwokacko-radcowski, który leży w interesie sprawności postępowania. Jeżeli chcemy pomóc młodym ludziom – to właśnie poprzez jego wprowadzenie oraz przez mądrą, szeroko zakrojoną akcję promującą profesjonalnych pełnomocników. Odnoszę wrażenie, że naczelne władze Adwokatury w ostatnich latach bardziej zwracały uwagę na realizację zadań ustawowych adwokatury niż na realizację postulatów zmierzających do ułatwienia życia zawodowego adwokatom. Myślę, że nowe naczelne władze będą musiały zmienić priorytety.

Czy przymus adwokacki jest realnym planem?

Jeśli nie spróbujemy o jego realizację zabiegać, to z pewnością nie. Pozwolę sobie jednak zauważyć, że 3 lata temu ten temat w ogóle nie był brany pod uwagę, a dziś się nad nim dyskutuje. Warto pójść o krok dalej.

Kto powinien kandydować do naczelnych władz adwokatury?

Kandydaci do NRA, WSD i WKR powinni być znani już przed Zjazdem. Niestety, praktyka w naszej izbie jest taka, że ujawniają się oni dopiero na Zjeździe. A warto nieco odmłodzić NRA, aby doświadczenie łączyć z odwagą zmian. Bo adwokatura wciąż potrzebuje zmian. Bez nich będzie stała w miejscu.

 

Rozmawiała adw. Joanna Parafianowicz

komentarze