Inwigilacją w obywateli. Czyli wchodzimy w rok 1984., Adw. Maciej Gutowski, adw. Piotr Kardas i adw. Mikołaj Pietrzak

Gdyby nie głęboka wiara w dobre intencje polityków, mogłaby nam przemknąć myśl, że paraliż Trybunału Konstytucyjnego miał pomóc we wprowadzeniu  tzw. ustawy policyjnej, przewidującej mechanizmy praktycznie niekontrolowanej inwigilacji obywateli. Dopuszczony ustawą zakres inwigilacji, czyli możliwość pozyskiwania przez policję i inne służby tajemnic obywateli: ich danych osobowych, korespondencji, rozmów, działań w internecie,  wyraźnie godzi w konstytucyjne gwarancje ochrony prywatności, tajemnicy komunikowania się, a także w prawo do obrony. Gwarancje stworzone w interesie każdego obywatela, tworzące fundamenty ochrony praw i wolności jednostki w demokratycznym państwie prawnym. Ich konstytucyjna ochrona to nie prawny ozdobnik, lecz warunek normalnego funkcjonowania wolnych ludzi w wolnym kraju. Poufność to element godności człowieka, przejaw naturalnego prawa do dysponowania informacjami osobistymi.

 

Ujawnienie danych wymaga zgody dysponenta lub wyraźnego zezwolenia przewidzianego w przepisach prawa. W tym drugim przypadku chodzi o przymusowe wkroczenie w obszar chronionej prywatności. Dlatego ustawodawca jest z mocy Konstytucji zobowiązany do precyzyjnego wyznaczenia granic inwigilacji oraz do ograniczenia jej do proporcjonalnego minimum. Tylko w państwach orwellowskiej omnipotencji prawo inwigilacji jest nieograniczone. W państwie prawa, by przymusowo naruszyć mir domowy, przeszukać zajmowane pomieszczenia, uzyskać dostęp do danych bankowych, informacji medycznych, tajemnic mających znaczenie prawne, niezbędna jest zgoda sądu. Bez tej zgody, inwigilacja traktowana jest jako naruszenia prawa, a pozyskane informacje z prawnego punktu widzenia, choć pozostają w dyspozycji służb, stają się bezwartościowe.

 

Każdy kto korzysta z pomocy lekarza, posługuje się kontem bankowym, zasięga porady prawnej, zachowuje kontrolę nad informacjami o sobie i swobodę decydowania o ich ujawnieniu. Bez gwarancji ustawowych, zwłaszcza w zdigitalizowanym świecie, wszyscy staniemy się bohaterami orwellowskiej opowieści. Ustawa policyjna zawiera rozwiązania, które sprawią, że rok 1984 ziści się anno domini 2016. Przewidziana w ustawie możliwość tzw. operacyjnej inwigilacji, a więc nie wymagającej zgody sądu, sprawia, że policja i inne służby będą mogły bez ograniczeń sprawdzać i rejestrować co robimy w internecie, z kim się kontaktujemy, o czym rozmawiamy przez telefon, o czym korespondujemy sms lub mailowo, jaka jest treść informacji przekazywanych z  banku i  od pracodawcy. Uzyskają pełną wiedzę, ile zarabiamy, jakie mamy oszczędności, jakie są nasze zainteresowania i jakie słabości. Służby te dane dostaną, o ile tylko zechcą.  Ustawa ma dwojakie uzasadnienie: ma tworzyć skuteczną podstawę zwalczania przestępczości oraz dostosowywać polskie prawo do standardów konstytucyjnych. Paradoksalnie  wskazano, że celem regulacji jest  dostosowanie stanu prawnego do wyroku TK z 30 lipca 2014 r. K 23/11., a wystarczy pobieżnie spojrzeć na przepisy ustawy, by dostrzec, że nowelizacja niewiele ma wspólnego z „dostosowaniem”.  Obok powtórzenia propozycji parlamentu poprzedniej kadencji (nota bene pozostawiającej wiele do życzenia), wprowadza kilka doniosłych innowacji, które ograniczają standardy ochrony praw i wolności obywatelskich. Nowalijek, które nie wynikają z konieczności wykonania wyroku TK, a przewidują zdecydowanie słabsze i mocno ograniczone środki kontroli nad inwigilacją ze strony służb.

 

Nie sposób negować, że prawo powinno stwarzać policji możliwości przymusowego uzyskania informacji poufnych, gdy to jedyny sposób wykrycia przestępstwa, ukarania sprawcy, zapobieżenia tragicznym wydarzeniom. Są one niezbędne, także w państwie prawnym, ale nie mogą być podstawą nieograniczonej, dowolnej inwigilacji obywateli, zaś ustawa otwiera  do tego drogę. Ogólnikowość podstawy i zakres możliwego pozyskiwania danych nie daje się pogodzić ze standardem wskazanym w wyroku TK z 30 lipca 2014 r. (K 23/11), m. in. umożliwiając Policji sięganie po tzw. „dane internetowe”,  bez jakiejkolwiek uprzedniej, zewnętrznej, merytorycznej kontroli. Narusza także wymogi wynikające z  orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości UE (sprawa Digital Rights Ireland). Ustawa nie wprowadza mechanizmów gwarantujących możliwość zakwestionowania legalności zastosowania środków operacyjnych na drodze sądowej (chociażby ex post). Na potrzebę kontroli sądowej zwracał uwagę TK już w wyroku z 12 grudnia 2005 r. K 32/04 i w postanowieniu sygnalizacyjnym z dnia 25 stycznia 2006 r. S 2/06, a ostatnio Rzecznik Praw Obywatelskich we wniosku z 4 grudnia 2015 r. sygn. K 41/15. Brak kontroli sądowej budzi wątpliwości konstytucyjne, w świetle wynikającej z art. 49 Konstytucji zasady wolności i ochrony tajemnicy komunikowania się.

 

Ustawa pozostawia w rękach organów ściągania decyzję, czy rozmowa adwokata z klientem jest objęta tajemnicą adwokacką, czyli podejmuje ją organ, przed którym tajemnica ta ma chronić. Tajemnica to obowiązek adwokata, realizowany w interesie klienta, by dać mu gwarancję korzystania z pomocy prawnej bez ryzyka samooskarżenia. Jest fundamentem  rzetelnego procesu. Bez tej gwarancji nikt rozsądny nie powierzy adwokatowi tajemnicy swojej sprawy. Nie skorzysta z pomocy, bo ceną jest narażenie siebie na ryzyko „przejęcia” tych informacji przez policję. Odebranie tajemnicy adwokackiej to zamach na konstytucyjne prawo do obrony i prawo do sądu. Prawo obywatela korzystającego z pomocy adwokata, nie prawo adwokata. Nie ma żadnej obrony w systemie, który nie chroni tajemnicy adwokackiej, zwłaszcza tajemnicy obrończej i to w sposób bezwzględny.

 

Obywatele mają prawo do obrony, wolności, do swych tajemnic, do swej prywatności. Pozbawienie obywateli ochrony ich poufności, a częstokroć intymności, to odbieranie im najbardziej podstawowych praw. Ograniczanie wolności jest możliwe tylko w granicach niezbędnej konieczności. A nowelizacja dalece poza tę konieczność wykracza.

 

Adw. Maciej Gutowski, adw. Piotr Kardas i adw. Mikołaj Pietrzak

logo-2

Share Post
No comments

Sorry, the comment form is closed at this time.