Mniej-więcej cztery miesiące temu, pewien krakowski profesor prawa zachęcał niżej podpisanego (i jego znajomych) do sięgnięcia po znamienite dzieło de Tocqueville’a. Niestety, dzieło to przerasta aktualnie ramy mojego wolnego czasu, a nie tak dawno widziałem je na półce w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego. Opasła księga. Profesor opisał je jako syntezę amerykańskiego systemu prawa, polityki i wartości. Cóż, liczę, że dane mi będzie nadrobić tę zaległość książkową.

 

Słowo „demokracja” wywodzi się – wiadomo – ze starożytnej Grecji i oznacza „władzę ludu”. Churchill mawiał, że nic lepszego nie wymyślono, pomimo iż jest to najgorszy system. Platon, z kolei, określał ją „rządami motłochu” i „najgorszym z możliwych ustrojów”. Pomimo to, jakoś te demokracje współcześnie funkcjonują. Alternatywą dla ustroju demokratycznego jest coś, co nazywamy dziś totalitaryzmem. Dziękuję, postoję. Nie jestem politologiem. Moja wiedza na temat ustrojów politycznych nie wykracza znacząco poza to co wykształcony człowiek (chociaż nie mnie oceniać) wiedzieć powinien.

 

Miałem ostatnio ze znajomymi rozmowę na temat naszej Adwokatury. Bardziej w charakterze refleksji nad tym co się dzieje, niż nad tym jak bywało, czy mogłoby być (wszak każdy wie najlepiej, nieprawdaż?;). Ot, mamy władze izbowe, naczelne. Co trzy lata ileś Koleżanek i Kolegów udaje się na krajowy zjazd, co także ma być emanacją adwokackiej demokracji. Codzienność wymaga podejmowania ważnych decyzji, czy choćby sprawnego administrowania. I ten felieton nie ma na celu skrytykowania kogokolwiek. Dała jednak o sobie znać natura cywilistyczna, albowiem – proszę wybaczyć – ostatnio wpadło w moje ręce, delikatnie mówiąc, nie najmądrzejsze rozstrzygnięcie jednego z organów, gdzieśtam (rzecz wtórna).

 

Uważam jednak, że każdemu adwokatowi, jako potencjalnemu wyborcy, przysługuje roszczenie o wydawanie najlepszych decyzji. Nie jestem administratywistą (chociaż uczęszczałem na studiach na świetne proseminarium Pana Prof. Wojciecha Jakimowicza, którego pozdrawiam jeśli czyta te słowa), lecz gdzieś mi świta koncepcja publicznych praw podmiotowych. Zdecydowanie jest mi bliższe prawo prywatne – pozostanę więc przy cywilistycznej koncepcji roszczenia o podejmowanie decyzji zgodnych z prawem, mądrych, rozsądnych. Pozbawionych emocji, nieodwołujących się do układów, opartych na chłodnej i bezstronnej ocenie. Na prawie.

 

Jak daleko mogę się posunąć, jako szeregowy adwokat, w moich żądaniach? Jak mam je wyegzekwować? Czy mój głos jest ważny jedynie co trzy lata (wierzę, że nie)? Czy mój stanowczy głos może stanowić obrazę organów Adwokatury? A co by było, gdybym kiedyś poddał się wyborczej weryfikacji? Gdybym zostawił kancelarię, którą staram się z kilkoma ludźmi rozwijać, by sprawdzić czy podołam na rzecz pracy w adwokackim samorządzie? Czy byłyby to rządy efektywne, czy nie? Czy kierowałbym komisją, czy pełnił funkcję rzecznika dyscyplinarnego? Czy usprawniłbym działanie organów, by np. adwokat nie musiał czekać kilka miesięcy na powołanie do składu komisji? Czy adwokat powinien mieć prawo wnioskowania o odwołanie członka okręgowej rady adwokackiej, gdy w jego ocenie, są ku temu podstawy? Ile właśnie jest tej demokracji w Adwokaturze? Czy jest jakaś granica?

 

Świat się zmienia, Adwokatura także powinna. Wręcz musi, jeśli chce istnieć. Walczymy o wyższe stawki, spieramy się o kolejność wymiany wolnych zawodów w podręcznikach szkolnych. Wypełniamy ciekawe ankiety o tym jak być powinno, jak widzimy Adwokaturę. Chyba potrafimy dyskutować, chociaż jak dla mnie chyba za często dyskurs wymyka się z pewnych ram, które ja akurat uznaję za uzasadnione. Ale vox populi, vox Dei. Cesarze w dynastii julijsko-klaudyjskiej doskonale wiedzieli co zapewnia radość ludowi. Czyż chleba nie mają zapewniać odpowiednie narzędzia? Czyż to nie one poszerzają pole działania, rozwijają ludzi? Igrzyska zapewne wkrótce, ale można mieć wrażenie, iż trwają nieprzerwanie. Nie mnie oceniać, kultura masowa zawsze była mi obca. Pewnie jeszcze chwilę pomyślę nad tym, czy jest w Adwokaturze miejsce na podziały, na lepszych i gorszych, czy jesteśmy równi, z poszanowaniem zasady primus inter pares. Czy znów – za Platonem – należałoby rzec: „równość jest znamieniem upadku”? A co jeśli ani równości, ani wzrostu na horyzoncie?

 

Adwokat Łukasz Wydra

11220097_142612959406734_2577343040735567065_n

Share Post
Written by

Adwokat, dużo czyta (zwłaszcza o arbitrażu), pisze (najchętniej - lekko), ogląda (także w muzeach), drży o losy Chicago Bulls, a wszystko to, zwykle w słuchawkach

No comments

Sorry, the comment form is closed at this time.