Dziś wchodzi w życie jedna z głośniejszych reform prawa pracy ostatnich lat. Okręgowy inspektor pracy otrzyma kompetencję do wydania decyzji stwierdzającej istnienie stosunku pracy, mimo że strony zawarły umowę cywilnoprawną albo współpracowały w formule B2B.
Nie znaczy to, że każda kontrola zakończy się automatycznym „przekształceniem” umowy w etat. Ustawodawca przewidział mechanizm dwuetapowy: najpierw polecenie usunięcia stwierdzonych naruszeń, a dopiero jego niewykonanie może otworzyć drogę do decyzji stwierdzającej istnienie stosunku pracy.
Już ten mechanizm każe spojrzeć na reformę szerzej niż na kolejną techniczną nowelizację. Zmieniają się przepisy, ale jeszcze mocniej może zmienić się praktyka rynku pracy.
Dekadę temu umowy cywilnoprawne i samozatrudnienie były jednym z najgorętszych tematów debaty publicznej. Dziś emocje opadły. W wielu branżach, zwłaszcza w usługach profesjonalnych, takich jak usługi prawne czy IT, model B2B stał się codziennością. Często nie jest skutkiem przewagi jednej strony nad drugą, lecz świadomym wyborem. Dla wielu specjalistów oznacza większą samodzielność, elastyczność i możliwość osiągania wyższych dochodów.
Reforma nie zmienia definicji stosunku pracy. Zmienia kompetencje Państwowej Inspekcji Pracy. Kryteria oceny pozostają więc te same.
Dla praktyków zajmujących się HR kwalifikacja danego stosunku prawnego jako stosunku pracy od lat należy do zagadnień trudnych. Rzadko wystarcza sama treść umowy. Tym bardziej nie wystarcza „checklista” cech stosunku pracy, choć pokusa takiego uproszczenia zawsze wraca. Znaczenie ma rzeczywisty sposób wykonywania obowiązków, zgodny zamiar stron i całokształt okoliczności faktycznych. Powierzchowna ocena może prowadzić do konsekwencji niepożądanych nie tylko dla przedsiębiorców, lecz także dla osób świadczących usługi. Zwłaszcza tych, które świadomie i dobrowolnie wybrały działalność gospodarczą albo umowę cywilnoprawną, bo taki model lepiej odpowiada ich pracy, sytuacji i oczekiwaniom.
Paradoks polega na tym, że medialność reformy może wywołać skutki dalej idące niż sama jej treść. W obawie przed zakwestionowaniem współpracy część organizacji może zacząć eliminować rozwiązania przypominające klasyczny stosunek pracy. W praktyce może to oznaczać rezygnację z niektórych benefitów, takich jak płatna przerwa w świadczeniu usług, albo z innych udogodnień wypracowanych przez lata w relacjach B2B.
Ostatecznie konsekwencje reformy mogą więc odczuć także osoby, których współpraca od początku miała rzeczywisty gospodarczy charakter.
Tu pojawia się pytanie zasadnicze:
Czy rolą Państwowej Inspekcji Pracy powinno być ustalanie istnienia stosunku pracy — kompetencja dotychczas zastrzeżona dla sądów pracy? Czy też misją inspekcji powinno pozostać kontrolowanie przestrzegania prawa pracy i eliminowanie naruszeń?
Granica między kontrolą a wymiarem sprawiedliwości bywa cienka. Ta reforma właśnie ją przesuwa.
Andrzej Komsta
radca prawny

No comments
Sorry, the comment form is closed at this time.