Czy autorytet sądu mierzy się na stojąco?

Już niedługo świadkowie, strony postępowania i biegli będą mogli składać zeznania na siedząco. Zmiana regulaminu urzędowania sądów powszechnych wywołała zaskakująco gorącą dyskusję. Jedni uznali ją za potrzebny gest wobec obywateli, inni za rozwiązanie problemu, którego w rzeczywistości nie ma. Przecież – argumentują – jeśli ktoś źle się czuje, jest osobą starszą albo ma problemy zdrowotne, może poprosić o możliwość siedzenia. Padły też argumenty anegdotyczne, np.: „Nie pamiętam, aby jakiś sędzia się na to nie zgodził”.

W takich argumentach jest sporo racji. Sama również wielokrotnie widziałam sędziów, którzy bez cienia formalizmu proponowali świadkowi krzesło, zarządzali przerwę albo pytali, czy uczestnik rozprawy potrzebuje chwili odpoczynku. Pamiętam sędziego, który oceniając powódkę wprawnym okiem po wyglądzie, zaproponował, aby wypowiadała się na siedząco ze względu na ciążę, w której – jak się po chwili niezręczności okazało – wcale nie była. Takich sędziów znam wielu. Dla nich życzliwość wobec ludzi jest czymś równie naturalnym jak znajomość procedury.

Tyle tylko, że prawo nie powinno opierać się wyłącznie na założeniu, że zawsze trafimy na człowieka uważnego i empatycznego.

Nie każdy dyskomfort widać. Nie każda choroba jest oczywista dla otoczenia. Nie każdy ma odwagę przerwać rozprawę i powiedzieć: „Proszę Wysokiego Sądu, czy mogę usiąść?”. Są ludzie, którzy ze stresu zapominają własnego numeru PESEL. Są tacy, którzy przez kilka godzin nie sięgną po butelkę wody, bo nie wiedzą, czy wypada. Widziałam świadków, którzy czerwienili się, pocili, jąkali, a nawet mdleli. Sama dwukrotnie dzwoniłam na numer alarmowy, by wezwać karetkę do osoby, która straciła przytomność. Jedna z nich już jej nie odzyskała. Dla prawników to codzienność – większość z nas potrafi potrwać kilka godzin bez prowiantu, wody i toalety. Dla większości obywateli to jedno z najbardziej stresujących doświadczeń w życiu.

Dlatego nie sądzę, by wspomniana zmiana dotyczyła wyłącznie krzesła.

Mam wrażenie, że po raz pierwszy od dawna dostrzeżono coś, o czym prawnicy mówią znacznie rzadziej niż o przewlekłości postępowań czy brakach kadrowych. Wymiar sprawiedliwości to nie tylko przepisy, terminy i wyroki. To także sposób, w jaki państwo traktuje człowieka od chwili, gdy ten przekracza próg sądu. Z perspektywy pełnomocnika łatwo zapomnieć, że dla nas sala rozpraw jest miejscem pracy. Dla świadka często jest miejscem, którego obecność będzie pamiętał do końca życia. My wiemy, kiedy można usiąść, kiedy odezwać się do protokolanta, kiedy poprosić o przerwę. On tego nie wie. I często bardziej niż samej sprawy boi się tego, że zrobi coś nie tak. To zaś prowadzi do znacznie ciekawszego pytania.

Czy autorytet sądu naprawdę buduje fakt, że świadek stoi podczas składania zeznań? Czy pełnomocnik jest bardziej przekonujący dlatego, że przez kilkanaście minut wygłasza stanowisko na stojąco, co jakiś czas strzelając obcasami? Czy możliwość napicia się wody podczas wielogodzinnej rozprawy odbiera sądowi powagę? Czy spokojny ton wobec świadka osłabia autorytet sędziego Podejrzewam, że większość z nas intuicyjnie odpowie na wszystkie te pytania przecząco. Mimo to na salach rozpraw wciąż funkcjonuje wiele zwyczajów, których źródłem nie jest ani procedura, ani potrzeba zapewnienia rzetelnego procesu, lecz wieloletnie przyzwyczajenie.

Nie postuluję rewolucji. Sala rozpraw nie powinna przypominać kawiarni, a sąd nie jest miejscem towarzyskich spotkań. Ceremoniał ma swoje uzasadnienie, bo przypomina, że to miejsce, w którym zapadają decyzje o fundamentalnym znaczeniu dla ludzkiego życia. Być może warto jednak od czasu do czasu zadać sobie pytanie, które elementy tego ceremoniału rzeczywiście służą wymiarowi sprawiedliwości, a które są już tylko pustym rytuałem. Podejrzewam, że autorytet sądu nigdy nie wynikał z tego, kto stoi, a kto siedzi, lecz z wiedzy, bezstronności i sposobu, w jaki traktuje się ludzi.

Wygląda na to, że największym osiągnięciem tej nowelizacji nie będzie to, że świadkowie usiądą, lecz przypomnienie, że powaga sądu nigdy nie zależała od tego, czy uczestnicy postępowania stoją przed nim na baczność. Zależy od pozycji moralnej instytucji, która ich sądzi.

Joanna Parafianowicz

adwokatka

kontakt z autorką:

Share Post
No comments

Sorry, the comment form is closed at this time.