Każda kolejna medialna interwencja dotycząca zwierząt utrzymywanych w skrajnie niehumanitarnych warunkach uruchamia ten sam mechanizm. Najpierw pojawia się oburzenie. Potem padają postulaty zaostrzenia prawa. Przez kilka dni lub tygodni trwa debata o pseudohodowlach, angażują się celebryci, organy podejmują działania, które czasem bardziej przypominają reakcję na kamerę niż realną kontrolę, a następnie temat znika z przestrzeni publicznej. Do kolejnego przypadku. Problem polega na tym, że od lat próbujemy leczyć skutki, nie przyczyny.
Prawdziwą patologią nie jest wyłącznie istnienie miejsc, w których zwierzęta są rozmnażane w warunkach urągających elementarnemu poczuciu odpowiedzialności. Patologią jest także brak spójnego systemu prawa, który regulowałby zasady prowadzenia hodowli zwierząt towarzyszących, przede wszystkim psów i kotów rasowych. Polska od lat nie ma kompleksowego prawa hodowlanego w tym zakresie. Mamy przepisy rozproszone, punktowe obowiązki, niejednolitą praktykę organów i bardzo dużą rolę stowarzyszeń kynologicznych oraz felinologicznych, na które państwo przerzuciło istotną część odpowiedzialności za organizację rynku hodowlanego.
Zmiany w ustawie o ochronie zwierząt miały uporządkować podstawowe zasady rozmnażania psów i kotów w celach handlowych. Mechanizm został oparty na rejestracji hodowli w ogólnokrajowej organizacji społecznej, której statutowym celem jest działalność związana z hodowlą rasowych psów lub kotów. To właśnie art. 10a ustawy o ochronie zwierząt stał się w praktyce podstawą funkcjonowania hodowli psów i kotów rasowych w ramach organizacji kynologicznych i felinologicznych.
Tyle że art. 10a nie tworzy kompleksowego modelu hodowli. Nie reguluje standardów utrzymywania zwierząt, dokumentacji hodowlanej, częstotliwości kontroli, kwalifikacji hodowcy ani minimalnych wymagań dobrostanowych właściwych dla tego rodzaju działalności. Wskazuje warunek formalny: hodowla musi funkcjonować w ramach określonego typu organizacji. Nie tworzy jednak ogólnopolskiego państwowego rejestru hodowli, nie wprowadza jednolitych standardów kontroli i nie ustanawia organu, który nadzorowałby zasady przyjmowane przez poszczególne organizacje hodowlane.
Państwo stworzyło więc wymóg formalny, ale nie stworzyło mechanizmu jakościowego.
W debacie publicznej często przyjmuje się, że skoro hodowla jest zarejestrowana, to została zweryfikowana przez państwo. To założenie jest błędne. Rejestracja w organizacji kynologicznej albo felinologicznej nie jest równoznaczna z państwowym nadzorem nad dobrostanem zwierząt. Nie oznacza również, że warunki prowadzenia hodowli zostały wcześniej ocenione przez organ administracji publicznej.
Dla nabywcy zwierzęcia ma to ogromne znaczenie. Osoba kupująca psa rasowego albo kota rasowego często trafia w rzeczywistość, której nie zna: wiele organizacji, różne regulaminy, różne standardy, brak jednego prostego rejestru i brak łatwego sposobu sprawdzenia, jak dana hodowla faktycznie funkcjonuje. Nabywca nie znajdzie jednego, czytelnego, państwowego wykazu hodowli psów i kotów rasowych w Polsce. Nie ma też prostego mechanizmu pozwalającego ocenić, czy dana hodowla spełnia standardy dalej idące niż minimum wynikające z ogólnych przepisów o ochronie zwierząt.
W tym miejscu powstaje luka, której nie da się dłużej usprawiedliwiać.
Pseudohodowla jako pojęcie medialne, nie prawne
Od lat w debacie publicznej dominuje pojęcie pseudohodowli. Jest nośne, emocjonalne i zrozumiałe społecznie. Problem polega na tym, że nie jest to pojęcie prawne.
Brak legalnej definicji hodowli psów rasowych i kotów rasowych powoduje, że jednym określeniem opisuje się bardzo różne zjawiska: działalność całkowicie nielegalną, hodowle formalnie zarejestrowane, ale prowadzone nierzetelnie, miejsca rozmnażania zwierząt bez poszanowania dobrostanu, a czasem również hodowle legalne, które stają się przedmiotem społecznych oskarżeń bez pogłębionej analizy prawnej.
Jeżeli pojęcie, wokół którego buduje się debatę publiczną, nie ma precyzyjnego znaczenia prawnego, trudno projektować na jego podstawie skuteczne rozwiązania legislacyjne.
Dlatego prowadzenie hodowli psów i kotów powinno opierać się na jasnych kryteriach. Trzeba wiedzieć, kiedy hodowla działa legalnie, jakie minimalne standardy musi spełniać, kto ma to kontrolować, jak często, według jakiej procedury i jakie konsekwencje grożą za naruszenia. Taka regulacja miałaby znaczenie nie tylko dla zwierząt i nabywców, ale również dla uczciwych hodowców. Oni także potrzebują prawa, które nie opiera się na uznaniowości, lokalnej praktyce i ocenach formułowanych dopiero przy okazji kontroli.
Nowym elementem tego systemu stała się ustawa o zdrowiu zwierząt, która weszła w życie 18 marca 2026 r. Wprowadziła ona do polskiego porządku prawnego regulacje związane z unijnym „Prawem o zdrowiu zwierząt”, czyli rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/429.
Dla hodowców psów i kotów szczególnie istotny okazał się obowiązek zgłoszenia hodowli jako zakładu do powiatowego lekarza weterynarii. Rejestracja prowadzi do nadania weterynaryjnego numeru identyfikacyjnego. To ważna zmiana, bo państwo zaczyna widzieć określone podmioty w systemie administracyjnym. Z punktu widzenia nabywcy to również istotne narzędzie weryfikacji.
Nie należy jednak mylić rejestracji z pełnym systemem nadzoru hodowlanego. Zgłoszenie hodowli do powiatowego lekarza weterynarii nie oznacza jeszcze, że państwo stworzyło kompletny model kontroli warunków prowadzenia hodowli, standardów utrzymywania zwierząt czy zasad ich rozmnażania. W praktyce nadal trzeba sięgać do ogólnych przepisów ustawy o ochronie zwierząt, bo brakuje szczegółowych norm odnoszących się do hodowli psów i kotów jako zwierząt towarzyszących.
Rejestracja jest więc krokiem w dobrą stronę. Ale krokiem, nie systemem.
Prawo zdrowia zwierząt odpowiada przede wszystkim na pytanie, jak państwo ma identyfikować określone zakłady i ograniczać ryzyka związane ze zdrowiem zwierząt. Nie odpowiada w pełni na pytanie, jak powinien wyglądać odpowiedzialny model hodowli psów i kotów. Hodowla zwierząt towarzyszących nie dotyczy przecież wyłącznie kwestii zdrowotnych. Obejmuje także dobrostan, socjalizację, warunki utrzymywania, odpowiedzialność organizacji hodowlanych, informowanie nabywców, standardy kontroli oraz granice dopuszczalnego rozmnażania.
Trudny los hodowcy w Polsce
W Polsce hodowcą może zostać niemal każdy. Nie chodzi o to, że hodowca nie ma żadnych obowiązków. Ma. Powinien znać prawo, jak każdy podmiot prowadzący określoną działalność. W zależności od skali i sposobu jej wykonywania hodowla może wiązać się także z obowiązkami podatkowymi, ewidencyjnymi i administracyjnymi.
Trzeba jednak postawić pytanie odwrotne: jakie narzędzia państwo daje hodowcy, aby mógł te obowiązki prawidłowo wykonać?
Jeżeli przepisy są rozproszone, wytyczne pojawiają się z opóźnieniem, praktyka poszczególnych organów może się różnić, a brak kompleksowej ustawy hodowlanej powoduje niepewność co do standardów, odpowiedzialność zostaje przerzucona na jednostkę. Obecny system jest reaktywny, a nie prewencyjny. Zaczyna działać najczęściej wtedy, gdy problem już istnieje: po zgłoszeniu, kontroli, interwencji organizacji społecznej albo materiale medialnym pokazującym dramatyczne warunki utrzymywania zwierząt.
Skuteczna ochrona zwierząt powinna zaczynać się wcześniej. Nie na etapie odbierania ich z miejsca kaźni. Nie po publikacji reportażu. Nie po społecznej burzy. Powinna zaczynać się na etapie jasnych zasad prowadzenia hodowli, rejestracji, kontroli, identyfikacji ryzyka i realnego nadzoru.
Odpowiedzialni hodowcy nie powinni być zakładnikami wadliwego prawa. Obecny chaos uderza nie tylko w zwierzęta i nabywców, ale również w tych, którzy próbują działać rzetelnie. To oni rejestrują hodowle, składają wnioski, kompletują dokumenty, kontaktują się z powiatowym lekarzem weterynarii, ponoszą koszty działalności, przestrzegają regulaminów organizacji i próbują odnaleźć się w zmieniających się przepisach. Jednocześnie osoby działające poza systemem albo na jego granicy często pozostają niewidoczne aż do momentu poważnej interwencji.
Potrzebujemy ustawy o hodowli zwierząt towarzyszących
Dotychczasowy model opiera się na dokładaniu kolejnych elementów do istniejącej układanki. Najpierw art. 10a ustawy o ochronie zwierząt. Następnie ustawa o zdrowiu zwierząt i obowiązek zgłoszenia hodowli do powiatowego lekarza weterynarii. Każdy z tych elementów ma znaczenie, ale razem nadal nie tworzą kompletnego systemu.
Dlatego trzeba postawić postulat dalej idący: Polska potrzebuje kompleksowej regulacji dotyczącej hodowli zwierząt towarzyszących. Potrzebna jest ustawa, która całościowo określi zasady odpowiedzialnej hodowli psów i kotów.
Przyznam, że za ten wniosek podczas wysłuchania publicznego w Sejmie spotkała mnie fala krytyki ze strony części hodowców oraz środowiska kynologicznego i felinologicznego. Rozumiem obawy przed nadregulacją. Nie zmienia to jednak mojego stanowiska. O postulatach de lege ferenda trzeba mówić głośno, zwłaszcza wtedy, gdy obecny model nie chroni wystarczająco ani zwierząt, ani nabywców, ani odpowiedzialnych hodowców.
Po pierwsze, potrzebny jest ogólnopolski rejestr hodowli psów i kotów rasowych, czytelny nie tylko dla organów administracji, ale również dla osób kupujących zwierzęta.
Po drugie, konieczne jest określenie minimalnych standardów prowadzenia hodowli. Powinny one obejmować warunki utrzymywania zwierząt, zasady opieki, podstawowe wymagania sanitarne, socjalizację oraz granice dopuszczalnego rozmnażania.
Po trzecie, trzeba jasno określić kompetencje organów nadzoru. Rozproszenie odpowiedzialności bardzo często oznacza jej praktyczne osłabienie.
Po czwarte, rejestracja u powiatowego lekarza weterynarii powinna zostać powiązana z jednolitymi zasadami kontroli. Nie wystarczy nadać numer identyfikacyjny. Trzeba jeszcze wiedzieć, co ten numer oznacza w praktyce i jakie obowiązki kontrolne się z nim wiążą.
Po piąte, należy uregulować minimalne obowiązki organizacji hodowlanych. Skoro art. 10a ustawy o ochronie zwierząt przyznaje im tak istotną rolę, państwo powinno określić, jakie standardy muszą spełniać i w jaki sposób ich działalność ma być nadzorowana.
Po szóste, potrzebne są jednolite wytyczne dla powiatowych lekarzy weterynarii. Hodowca nie powinien być uzależniony od tego, w którym powiecie prowadzi hodowlę i jak lokalny organ interpretuje przepisy.
Po siódme, edukacja nabywców powinna przestać być dodatkiem. Dopóki kupujący nie będą wiedzieli, jak weryfikować hodowlę, dokumenty i warunki utrzymywania zwierząt, dopóty rynek będzie premiował najniższą cenę, a nie odpowiedzialność.
Krótkie i smutne podsumowanie
Polskie prawo formalnie dopuszcza hodowlę psów i kotów rasowych. Problem polega na tym, że przez lata nie stworzyło spójnego modelu jej funkcjonowania.
Największą patologią jest to, że państwo reaguje na skutki własnych zaniechań legislacyjnych, zamiast stworzyć system, który pozwalałby tym skutkom zapobiegać. Dopóki hodowla zwierząt towarzyszących będzie regulowana fragmentarycznie, dopóty będziemy skazani na ten sam scenariusz: tragedia, medialne oburzenie, zapowiedź zmian i powrót do punktu wyjścia.
Dopiero po wprowadzeniu systemowych, kompleksowych regulacji dotyczących hodowli psów i kotów będzie można powiedzieć, że państwo rzeczywiście chroni zwierzęta, wspiera odpowiedzialnych hodowców i eliminuje patologie, zanim przerodzą się w kolejną medialną interwencję.
Agnieszka Łyp-Chmielewska | Psi Paragraf
kontakt z autorką:

No comments
Sorry, the comment form is closed at this time.