snapchat
menu
Szukaj

Rozmowa z adw. Grzegorzem Fertakiem

14725460_194695087636642_158500470065493001_nRzecznik Dyscyplinarny Izby Adwokackiej w Warszawie – jakie dzisiaj wiążą się z tą funkcją wyzwania i czego należy od osoby pełniącej tę funkcję oczekiwać?

Przede wszystkim oczekiwać należy odwagi. Stykamy się z potężnymi naciskami kierowanymi do RD z różnych kierunków. Prokuratury, prowadząc różnego rodzaju postępowania, w których w jednym z wątków pojawiają się adwokaci, korzystają aktualnie z instytucji wniosku o sporządzenie poświadczonego za zgodność odpisu akt postępowania dyscyplinarnego. W takich sprawach nie mamy możliwości ocenić na ogół, na podstawie lakonicznego pisma, czy owe wnioski są uzasadnione. Niektórzy prokuratorzy zaś chętnie korzystają z możliwości zwolnienia adwokata z tajemnicy zawodowej – w takich przypadkach prowadzimy postępowania, na ogół składamy do właściwego sądu zażalenia.

Minister Sprawiedliwości sięga także obecnie do rozwiązania, które jak wynika z mojej kwerendy, nie było stosowane przez całe lata, a ściślej od uchwalenia ustawy Prawo o adwokaturze z 1982 r. – ledwie kilka razy, dziś zaś stanowi narzędzie, po które sięga się znacznie częściej. Mam na myśli kierowane do Rzecznika Dyscyplinarnego polecenie wszczęcia postępowania dyscyplinarnego przeciwko wskazanemu adwokatowi. Od chwili złożenia dymisji przez mec. Krzysztofa Wąsowskiego, mieliśmy już z takimi przypadkami do czynienia dwukrotnie.

W jakich to sytuacjach Minister Sprawiedliwości interweniował?

W jednej sprawie polecenie to odnosiło się do sytuacji oczywistej, która z pewnością nie wymagała interwencji Ministra Sprawiedliwości, bowiem odnosiła się do sytuacji adwokata zatrzymanego w stanie daleko idącej nietrzeźwości i prowadzącego samochód w czasie obowiązywania sądowego zakazu prowadzenia pojazdów, który na domiar złego wdał się w bójkę z Policjantami. Z pewnością w tej sprawie niezwłocznie po wpłynięciu stosownej informacji o zatrzymaniu nie odczuwałbym potrzeby wszczynania postępowania wyjaśniającego, lecz zostałyby postawione zarzuty.

Druga sprawa do tak oczywistych z pewnością nie należała, co więcej od dłuższego czasu wywołuje kontrowersje pomiędzy pionem Rzecznika Dyscyplinarnego reprezentowanym przez różne osoby, a Ministerstwem Sprawiedliwości.

Skoro Minister wydaje polecenia, a daje mu do tego prawo ustawa, może nie ma w tych sytuacjach niczego, co powinno niepokoić?

Cóż, gdy wpłynęło pierwsze z pism miałem nieodparte wrażenie, że jest to tylko taktyczne zagranie i przed nami kolejne takie sytuacje. W mojej ocenie, aby w takich okolicznościach się odnaleźć, należy wykazać się charakterem i umiejętnością odpowiedniego zachowania.

Odpowiedniego, czyli jakiego?

Niesztampowego i wyważonego w taki sposób, aby przyniosło określony skutek. Rzecz nie w tym, aby konfliktować Adwokaturę z Ministerstwem Sprawiedliwości, z samego tylko powodu, że Minister coś poleca. Wiemy wprawdzie, jaki charakter ma pan Minister Zbigniew Ziobro, znamy jego podejście do stosowania i egzekwowania prawa oraz relacji pomiędzy Adwokaturą a szeroko rozumianymi instytucjami wymiaru sprawiedliwości, ale mamy też ustawowe obowiązki i z nich musimy się względem Ministerstwa wywiązywać. Trzeba zatem postępować na tyle rozważnie, aby nie narażać się na wojnę, w której polegniemy. To zaś wymaga doświadczenie, ale i siła charakteru.

Czego pion dyscyplinarny dzisiaj potrzebuje?

Spokoju, wyciszenia i profesjonalizmu. Oczywiście, obok odwagi, o której wspomniałem na początku. Przed pionem dyscyplinarnym stoją dziś wyzwania, z którymi nie miał dotychczas do czynienia, jak choćby problem reprywatyzacji i pojawiające się w jego kontekście nazwiska. W tych okolicznościach konieczne jest zrozumienie rzeczywistej roli Rzecznika Dyscyplinarnego.

Na czym polega ta rola?

Nie jest naszym zadaniem wyręczanie prokuratury w ściganiu przestępstw lub prowadzenie postępowań na podstawie opisanych w gazecie zdarzeń. Naszym obowiązkiem jest dokonanie oceny stanu faktycznego, na podstawie zgromadzonego materiału dowodowego, od strony deontologii zawodu. To, w jaki sposób media indagują nas aktualnie jest niekiedy zadziwiające. Tytułem przykładu powiem, że jeden z panów redaktorów skierował do mnie uprzejmą prośbę o przedstawienie kalendarium podejmowanych i planowanych czynności w sprawie reprywatyzacji. Z kontekstu należało wnioskować, że pytanie dotyczy wskazania daty, w której planuję, za pośrednictwem CBA, aresztować podejrzanego.

Być może ta prośba wynika z niezrozumienia istoty postępowania dyscyplinarnego, a nie złej intencji lub wszędobylskości prasy?

Możliwe. Tak czy inaczej w sprawie, o której mowa są podstawy do postawienia zarzutów kilku kolegom i zostaną im one postawione.

Wokół tzw. afery reprywatyzacyjnej krąży wiele plotek, zapytam zatem o konkrety – od kiedy prowadzone jest w tej sprawie postępowanie wyjaśniające?

Od końca sierpnia. Na przełomie września i października wpłynęły do nas oczekiwane dokumenty.

Z NRA?

Także, otrzymaliśmy to, co NRA w tej sprawie dostała. Generalnie rzecz ujmując na podstawie zgromadzonych materiałów w sprawie postawa Stowarzyszenia Miasto jest Nasze jest dla mnie niezrozumiała. Wielka akcja medialna, w toku której dowiedzieliśmy się, że Prezesowi NRA przekazano jakoby jakieś istotne materiały (o których nadesłanie się zwróciłem), została oparta niemalże na niczym konkretnym. Nie wiem, czy mając wcześniej do dyspozycji ten „materiał” podjęta zostałaby decyzja o wszczęciu postępowania wyjaśniającego. Czuję się zawiedziony relacją pomiędzy treścią materiałów, a skalą akcji medialnej.

Czy mając te materiały do dyspozycji, na miejscu Dziekana Grzegorza Majewskiego podałby się pan mecenas do dymisji?

To bardzo trudne pytanie i niestety muszę uchylić się od odpowiedzi na nie. Przede wszystkim muszę zaznaczyć, że po wielu latach wykonywania zawodu wiem, jak łatwo pochopnie osądzać innych. Poza tym pełniona przeze mnie funkcja obliguje mnie do powstrzymania się od wypowiedzi w sprawach mających jakikolwiek związek z prowadzonymi obecnie postępowaniami. Odpowiedź na to pytanie stanowiłaby jednoznaczne opowiedzenie po jednej ze stron istotnego sporu, jaki trwa w naszym środowisku i mogłaby negatywnie rzutować na ocenę podejmowanych przez mnie decyzji w prowadzonych sprawach.

Wróćmy proszę do sprawy relacji Ministerstwa Sprawiedliwości z pionem Rzecznika.

Niewątpliwie uległy one zintensyfikowaniu. Nie chcę jednak z samego tego faktu wysnuwać zbyt daleko idących wniosków. Jeśli Minister działa na podstawie przysługujących mu kompetencji, nie ma w tym niczego zdrożnego, że wykazuje aktywność. Oczywiście wolałbym aby Minister nie odczuwał potrzeby wydawania poleceń w sprawach oczywistych, w których Rzecznik i tak podjąłby stosowne decyzje, na podstawie zawiadomienia właściwej jednostki prokuratury. W opisanej wcześniej sprawie adwokata, zanim rzeczone zawiadomienie wpłynęło, otrzymaliśmy zapytanie o to, dlaczego postępowanie nie zostało wszczęte. Po udzieleniu odpowiedzi, zgodnej ze stanem rzeczywistym, tj. wskazującej, iż do RD nie wpłynęło zawiadomienie ze strony prokuratury, otrzymaliśmy polecenie wszczęcia postępowania dyscyplinarnego.

Uważam jednak, że niepotrzebne jest oburzenie tylko z tego powodu, że Minister korzysta ze swoich uprawnień. Pion dyscyplinarny powinien w takich sytuacjach dać dowód tego, że potrafi sprawnie reagować i podejmować decyzje procesowe. Sprawy po prostu nie mogą czekać na rozpoznanie latami, a takie sytuacje miewały miejsce. W tych przypadkach zapytania Ministerstwa są ze wszech miar uzasadnione.

Dlaczego niektóre sprawy trwają tak długo
?

Trudno na to pytanie jednoznacznie odpowiedzieć.

Czy Rzecznik Dyscyplinarny jest politykiem
?

Nie, nie jest, w odróżnieniu np. od Dziekana. Kompetencje i zakres działania RD jest niezwykle precyzyjnie opisany w ustawie, nie ma tu miejsca na jakąkolwiek interpretację. Rzecznik ma obowiązek wywiązywania się ze swojej funkcji, nic ponadto. Jedyna polityka, która jest wpisana w stanowisko Rzecznika Dyscyplinarnego, to polityka rzetelnego stosowania prawa. Niekiedy jej wyrazem jest konieczność wyjaśnienia skarżącemu dlaczego nie dostrzega się podstaw do wszczęcia postępowania lub postawienia zarzutu, innym razem – w sprawach oczywistych – jest to napiętnowanie określonej postawy adwokata. Im szybciej realizowanie tych zadań będzie miało miejsce, tym mniej ktokolwiek będzie mógł stawiać nam zarzutów. Nie dziwmy się jednak, że pod naszym adresem kierowane są pewne pretensje, jeśli niektóre sprawy czekają latami na półce. Takie sytuacje prowokują organy nadzoru do ingerowania w prace pionu dyscyplinarnego.

Co od kwietnia zmieniło się w referacie Rzecznika Dyscyplinarnego?

Przede wszystkim staramy się, aby postępowania wyjaśniające trwały jak najkrócej i prowadziły do możliwości podjęcia czytelnej decyzji procesowej. Nie jest wielką filozofią określenie harmonogramu prowadzonych czynności. Podzieliliśmy także zastępców na grupy – każda z nich jest koordynowana przez jedną osobę, co istotnie usprawnia pracę i współpracę w ramach członków tychże grup. Część decyzji procesowych została nadto oddelegowana do zastępców, co stanowi istotną różnicę w stosunku do wcześniejszej praktyki, kiedy to Rzecznik Dyscyplinarny podejmował wszelkie decyzje. W ten sposób nie tylko zastępcy mają możliwość bardziej samodzielnego działania, ale także unikamy zastojów wywołanych oczekiwaniem na podjęcie decyzji przez Rzecznika.

Czego w pionie rzeczniowskim brakuje?

Mamy istotne ograniczenia techniczne. Rzecznika i zastępców wspiera jeden pracownik biura, na którym spoczywa obsługa wszelkiej korespondencji oraz szereg innych obowiązków. Każdy z nas prowadzi też praktykę zawodową, zatem praca w referacie musi być godzona z innymi obowiązkami, rzekłbym – podstawowymi. Brakuje nam także niezależności budżetowej wobec Rady. Proszę pamiętać, że Rzecznik Dyscyplinarny został wyodrębniony ze struktury Rady, ale budżet pionu nie został odrębnie ustalony.

Czy ma pan mecenas pomysł na to w jaki sposób RD mógłby pochylić się nad kwestią wypowiedzi adwokatów w mediach społecznościowych?

Działamy na podstawie ZZEiGZ, jest to dokument przyjęty przez NRA. Póki zatem NRA nie dostrzeże tego zagadnienia, będziemy operowali ogólnymi pojęciami wolności słowa, bez szczególnego odwołania do internetu.

Czyż nie jest jednak tak, że z tych ogólnych zasad, jak np. umiar wypowiedzi, można wywodzić potrzebę stosownego zachowania w ogóle, a co za tym idzie – także w mediach społecznościowych? Nie mamy tu chyba do czynienia z nowym zjawiskiem, lecz jedynie – z nowym miejscem, lub jak kto woli, formą wypowiedzi.

Z pewnością tak, ale proszę przypomnieć sobie sytuację z ACTA – dziesiątki tysięcy ludzi protestowały wówczas przeciwko ograniczaniu wolności słowa. Obawiam się, że takim samym zjawiskiem, choć w innej skali, moglibyśmy mieć do czynienia w Adwokaturze. Na czym bowiem polega problem z internetem? Na tym, że wolnością słowa broni się anonimowości.

Nie mówimy o anonimowych wypowiedziach, lecz publikowanych pod imieniem i nazwiskiem adwokata
.

Kwestia aktywności adwokatów w internecie to ważny temat, ale wymaga debaty, pochylenia się nad problemem. Oczywiste jest jednak, że w przypadku jednoznacznego obrażenia kolegi słowami powszechnie uznawanymi za obelżywe, są podstawy do prowadzenia postępowania w sprawie.

Czy takie sprawy w pionie RD pojawiają się?

Nie ma ich wiele, ale zdarzają się.

 

rozmawiała Adw. Joanna Parafianowicz

komentarze