Dlaczego sprawy o molestowanie seksualne ciągną się bez końca? adw. Joanna Parafianowicz

Media obiegła informacja, iż Prokuratura Okręgowa w Warszawie skierowała przeciwko Krzysztofowi S, znanemu i cenionemu kompozytorowi jazz’owemu i znanemu zwłaszcza pokoleniu lat 80-tych współtwórcy programu muzycznego – Tęczowy Music Box, akt oskarżenia w związku z zarzutem seksualnego wykorzystania osoby poniżej 15 roku życia. Do zdarzenia miało dojść w 2017 r. i choć w odniesieniu do oskarżonego prowadzono także inne postępowania – tylko ten jeden zarzut nie uległ przedawnieniu. Oskarżony ma 86 lat.

Niestety z dużym prawdopodobieństwem przypuszczam, że nawet w razie dostrzeżenia przez sąd jaskrawej winy KS, nigdy nie dojdzie do jego prawomocnego skazania.

Jako obrońcę być może nie powinna mnie ta sytuacja martwić, wszak od tego są organa ścigania, aby na czas czynić użytek ze swoich kompetencji, podejmować działania sprawnie i w taki sposób, aby sprawcy dosięgła sprawiedliwość będąca wynikiem sprawiedliwego procesu prowadzonego przez mądry, doświadczony i zaangażowany w procedowanie sąd. Jako adwokata, który częściej w tego rodzaju sprawach staje po stronie pokrzywdzonych, niż ewentualnych sprawców – nic tak mnie nie frustruje jak to, ile czasu zajmuje sądowi rozpoznanie choćby jednej sprawy i zakończenie jej raz na zawsze.

Przykład z mojej praktyki: oskarżenie ojca zastępczego o molestowanie seksualne dwóch sióstr w okresie od 2000 do 2009 r. Z uwagi na to, że sprawa toczy się z wyłączeniem jawności, winnam zachować ostrożność przytaczając to, co wydarzyło się przed sądem od 2011 r., a zatem od czasu, gdy sprawa jest na wokandzie (dodać należy, że postępowanie przygotowawcze zostało wszczęte dobre 3 lata wcześniej). Zatem:

  • 14 rozpraw przy pierwszym rozpoznaniu sprawy, wydany wyrok skazujący, apelacja, rozprawa apelacyjna, uchylenie wyroku sądu I instancji z uwagi na potrzebę doprecyzowanie opisu czynu;
  • 20 rozpraw przy drugim rozpoznaniu sprawy, wyrok uniewinniający, apelacja, rozprawa apelacyjna, podtrzymany wyrok, dwie kasacje, wyrok uchylony do ponownego rozpoznania z uwagi na brak rozpoznania przez sąd uzasadnionego wniosku o wyłączenie sędziego, złożony już po pierwszej (!) rozprawie;
  • 15 rozpraw przy trzecim rozpoznaniu, wyznaczone 2 kolejne (nie zapowiada się, że to koniec).

Dziś dowiedziałam się o śmierci de facto jedynego bezpośredniego, poza pokrzywdzonymi, świadka.

Nie śmiem popędzać sądu, nie zakładam jego niefrasobliwości na którymkolwiek etapie sprawy, nade wszystko szanuję prawo oskarżonego do obrony. Ale na Boga, na jakiej podstawie prawa do zachowania godności pozbawia się w takich sprawach pokrzywdzonych? Dlaczego ich dobro nie jest tak samo istotne?

Sprawy o molestowanie seksualne należą do tej kategorii zdarzeń, które rzadko kiedy mają miejsce przy świadkach, nieczęsto swoimi czynami sprawca się chwali i z pewnością o swoich czytam sam nikomu nie donosi. Dla ustalenia czy do skrzywdzenia doszło, czy jest on wymysłem pokrzywdzonego, kluczowymi dowodami jest on sam, jego stan psychiczny, podejmowane działania autodestrukcyjne, nawet sięganie po używki. Z pewnością, nie wysłuchiwanie po raz enty zeznań powołanych przez obrońcę świadków – np. kolegów i koleżanek z pracy, których wiedza o sprawie sprowadza się do przekazania informacji o tym, czy oskarżony przychodził do biura na czas, czy był spóźnialski.

Molestowanie seksualne dzieci jest być może gorszym przestępstwem, niż zabójstwo. To drugie, kończy życie. Pierwsze zaś – jest wstępem do odczuwanego przez lata, głęboko zakorzenionego wstydu za to, czego się doświadczyło, obrzydzenia do bliskości z drugim człowiekiem i niechęci do własnego ciała, trudności w obdarzeniu kogokolwiek zaufaniem, nieumiejętnością stworzenia bliskich relacji z drugim człowiekiem, a w razie założenia rodziny – przekazaniem młodszemu pokoleniu pałeczki w sztafecie cierpienia.

 

adw. Joanna Parafianowicz

 

Share Post
No comments

Sorry, the comment form is closed at this time.