Trudno wskazać drugi zawód, w którym w ciągu kilkunastu lat tak gruntownie zmieniły się podstawowe narzędzia pracy. Bez jednej spektakularnej innowacji, bez wyraźnego momentu przełomu. Po prostu pewnego dnia okazało się, że niemal cały warsztat prawnika wygląda inaczej.

Jeszcze kilkanaście lat temu kancelarię wypełniały papierowe kodeksy, opasłe komentarze, dzienniki urzędowe, stosy akt, pieczątki, drukarka i ksero. Do tego wieczne pióro albo przynajmniej markowy długopis. Komputer też już był, choć często stacjonarny i traktowany raczej jako narzędzie do pisania niż centrum całej praktyki. Pisma powstawały z myślą o wydruku. Potem podpis, pieczątka, koperta i poczta albo osobista wyprawa do sądu czy urzędu. Większość tego wyposażenia odeszła do lamusa. Papierowe komentarze, przez dziesięciolecia będące podstawowym źródłem wiedzy, ustąpiły elektronicznym systemom informacji prawnej. Przepisy, komentarze, orzecznictwo i wzory pism mieszczą się dziś w jednym miejscu. Dawniej wymagały całych ścian regałów.

Najważniejszym narzędziem pracy prawnika stał się laptop. Brzmi banalnie, ale trudno trafniej podsumować skalę zmiany. Bez komputera i dostępu do internetu wykonywanie tego zawodu stało się właściwie niemożliwe. To na ekranie szukamy przepisów, analizujemy orzeczenia, piszemy pisma, podpisujemy dokumenty i kontaktujemy się z sądami, urzędami oraz klientami.

Do podstawowego wyposażenia dołączył smartfon. Służy już nie tylko do rozmów. Robimy nim zdjęcia dokumentów, skanujemy pisma, zatwierdzamy podpisy elektroniczne, uczestniczymy w wideokonferencjach i sięgamy do akt zapisanych w chmurze. Czynności, które wcześniej wymagały obecności w kancelarii, są dziś wykonywane w samochodzie, pociągu albo na sądowym korytarzu.

Zmieniły się również relacje z klientami i instytucjami. Pandemia przyspieszyła proces, który już wcześniej był widoczny. Dokumenty trafiają do kancelarii jako skany lub zdjęcia z telefonu, konsultacje przeniosły się częściowo do internetu, a odległość przestała być poważną przeszkodą.

Najbardziej uderza tempo tej zmiany. Mówimy o kilkunastu latach, nie o kilku pokoleniach.

Pamiętam jeszcze czasy studiów na Uniwersytecie Wrocławskim, kiedy jeden z profesorów ogromną wagę przywiązywał do estetyki pisma. Wymagał starannej kaligrafii i pisania piórem. Trudno było wówczas przewidzieć, że odręczne pismo niemal zniknie z codziennej praktyki. Dziś ręcznie zapisujemy co najwyżej krótką notatkę albo składamy parafkę. Także ona coraz częściej przegrywa z podpisem kwalifikowanym.

Do tego zestawu dołączyły narzędzia oparte na sztucznej inteligencji. To już nie zapowiedź przyszłości, lecz część teraźniejszości. Nadal popełniają błędy, czasem poważne. Ich potencjał pozostaje jednak duży i stale rośnie. W połączeniu z elektronicznymi bazami prawa, cyfrowym obiegiem dokumentów, podpisem kwalifikowanym i urządzeniami mobilnymi tworzą środowisko pracy, które jeszcze niedawno wyglądałoby jak scenografia z filmu science fiction.

Zmieniły się nawet zawodowe rekwizyty. Skórzana teczka, przez lata niemal obowiązkowy element wizerunku prawnika, ustępuje eleganckiej torbie na laptopa. Drobiazg, ale bardzo wymowny. Najważniejsze informacje potrzebne do pracy nie mieszczą się już w teczce pełnej akt. Mieszczą się w komputerze, a właściwie w dostępie, który ten komputer zapewnia.

Jakie są dziś Wasze podstawowe narzędzia pracy? Bez czego nie wyobrażacie sobie wykonywania zawodu?

Andrzej Komsta

autor jest radcą prawnym

Share Post
No comments

Sorry, the comment form is closed at this time.