„Do ostatniego akapitu posądzałem panią mecenas o rozsądek xD” – przeczytałam kilka dni temu pod swoim komentarzem do przepisu. Pomyślałam, że to zdanie jest właściwie idealne, bo pokazuje mechanizm, z którym żyje wiele kobiet. Jest w nim wszystko: uprzejma forma, protekcjonalna treść i przekonanie, że kobiecie można kompetencję najpierw warunkowo przyznać, a później jednym zdaniem odebrać. Wystarczy, że przestanie mówić to, co ktoś chciał usłyszeć.
Mam w telefonie stary filmik. Piję na nim zielone smoothie i na końcu się uśmiecham. Przed laty po tym kilkunastosekundowym nagraniu przez prawnicze grupy przetoczyły się setki komentarzy. Później przyszły plotki, skargi, docinki i rozmowy prowadzone już poza internetem. Dzisiaj trudno w to uwierzyć, bo prawnicy pokazują psy, dzieci, rowery, wakacje, kawę, siłownię i nikt nie robi z tego problemu. Albo prawie nikt. Wtedy wystarczyło smoothie i uśmiech.
Z perspektywy czasu myślę, że problemem nie było to, co pokazywałam, lecz sam fakt, że byłam widoczna. Kobieta w zawodzie prawniczym mogła pracować, pisać, występować, zabierać głos i robić swoje, najlepiej jednak w granicach, które nie naruszały cudzego wyobrażenia o powadze. Gdy stawała się widoczna za bardzo, zaczynała być kłopotem. Przypominała bowiem coś, co wielu osobom najwyraźniej nie mieściło się w głowie: że profesjonalizm nie wymaga zniknięcia człowieka.
Nigdy nie miałam poczucia, że moje kompetencje zawodowe podważali klienci. Robili to raczej ludzie z mojego własnego środowiska, najczęściej mężczyźni, którzy najwyraźniej znacznie lepiej ode mnie wiedzieli, kto zasługuje na miano poważnej adwokatki.
Przez lata obserwowałam coś bardzo charakterystycznego: mężczyzna w zawodzie zaufania publicznego może mieć osobowość. Bywa stanowczy, barwny, bezpośredni, czasem nawet trudny, a jego cechy dość często dopisuje się do zawodowej legendy. Kobieta musi uważać, żeby jej osobowość nie została użyta przeciwko niej. Uśmiech, sposób mówienia, zdjęcie, sukienka, żart, aktywność w internecie — wszystko może stać się dowodem w sprawie o brak powagi i niestosowność. W sprawie z publicznego oskarżenia o „nie wypada”. Właśnie na tym polega cena widoczności. Nie na tym, że ktoś nas zobaczy. Na tym, że uznaje potem, iż ma prawo nas nieustannie mierzyć, korygować i przywoływać do porządku.
Znam wiele kobiet wykonujących zawody zaufania publicznego lub szerzej — zawody intelektualne. Każda z nich ma inną historię, ale mechanizm w tle bywa zaskakująco podobny. Zmieniają się dekoracje. Scenariusz zostaje.
Przyszedł taki moment, że zaciągnęłam ręczny. Ograniczyłam swoją obecność nie tylko w internecie, także w życiu publicznym i samorządowym. Potrzebowałam spokoju i dystansu. Dzisiaj pokazuję siebie trochę częściej. Nie dlatego, że przestałam przejmować się opiniami. Raczej dlatego, że coraz mniej interesuje mnie dostosowywanie się do cudzych wyobrażeń o tym, jak powinna wyglądać, co powinna mówić i jak powinna żyć kobieta wykonująca mój zawód. To ja o tym decyduję.
Joanna Parafianowicz
adwokatka
kontakt z autorką:


No comments
Sorry, the comment form is closed at this time.