snapchat
menu
Szukaj

O powodach, Karolina Robak

 

Popkultura jest kolorowa, pyszna, można ją jeść garściami. Popkultura ma też to do siebie, że nawet najbrzydszą rzecz zapakuje w błyszczący barwny papierek i sprzeda tak, jak gdyby było to coś niesamowicie cudownego. Sprzedaje z powodzeniem, a więc bez wahania sięga po coraz to brzydsze rzeczy – schemat jest zawsze ten sam: zapakować i sprzedać. Popkultura jest jak fast food.

Duże zainteresowanie producentów budzi to, że ludzie popełniają, udają lub chcą i próbują popełnić samobójstwo. Samobójstwo nie jest ładne, ale popkultura bierze je w swoje ręce i po odpowiednim tunningu sprzedaje. Grey’s Anatomy, Pretty Little Liars, Glee, Sherlock…Od seriali, które są powszechnie dostępne, przez talk showy, aż po horrory, których wręcz nie da się oglądać. Samobójstwo kończy, samobójstwo zaczyna, samobójstwo kształtuje fabułę. Samobójstwo wygląda tak, jakby nie bolało, nie krzywdziło, nie było niczym złym, a czasem wręcz przeciwnie – jakby było idealnym wyjściem z problematycznej sytuacji.

Samobójstwo jest balansowaniem na granicy, a czasem jej przekraczaniem. W ostatnim czasie duże kontrowersje wzbudził serial „Trzynaście powodów” („13 reasons why”) przedstawiający historię nastolatki, Hannah, która popełniła samobójstwo, uprzednio nagrywając 13 taśm – na każdej z nich była opisana historia, która skłoniła ją do odebrania dobie życia. Serial wyprodukowany przez July Moon Production, Kicked to the Curb Production, Anonimous Content and Paramount Television powstał na podstawie książki Jaya Ashera z 2007 roku o tym samym tytule. Samobójstwo jest zjawiskiem niezwykle złożonym i skomplikowanym, którego to złożoność, na potrzeby serialu, została znacznie zredukowana. Zabieg ten spowodował, że problem został spłycony i – jak to była w serialach – okraszony całym mnóstwem ozdobników. Gdzieś pośród american dream w high school czai się koszmar nastolatki, który kończy się wraz z jej życiem. Ale tylko dla niej – dla jej rówieśników horror dopiero się zaczyna.

Opinie na temat serialu są podzielone – zdaniem jednym to świetna forma profilaktyki, zdaniem innych – to zagrożenie, mogące skłonić młodych, niepewnych, zakompleksionych ludzi do tego, by wzorem głównej bohaterki Hannah, odebrali sobie życie. Dyrektor Amerykańskiego Stowarzyszenia Suicydologicznego powiedział niedawno, że „dżin już uciekł z butelki, wszystko co możemy teraz zrobić, to zmniejszyć negatywne skutki tej ucieczki”. Zdanie syicydologów, również polskich, jest klarowne – serialowi mówią stanowcze „nie”. Z komunikatu Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego dowiadujemy się, że popiera ono stanowisko międzynarodowych organizacji zajmujących się problematyką zdrowia psychicznego i profilaktyką samobójstw, w tym International Association for Suicide Prevention (IASP). W oświadczeniu czytamy, że badania wskazują na wyraźny związek pomiędzy zwiększoną liczbą samobójstw i ekspozycją na przekazy medialne, w których sensacyjnie i nieodpowiedzialnie przedstawiane są akty samobójcze. Zachodzi niebezpieczeństwo, iż odbiorca może zainspirować się bohaterem, który podejmuje decyzję o samobójstwie. PTS zauważa jednak i jaśniejszą stronę – pokazywanie w mediach, jak można uniknąć negatywnych czynów i ich konsekwencji, sprzyja zapobieganiu samobójstwom oraz stanowi wkład w profilaktykę innych problemów zdrowia psychicznego. Towarzystwo mówi o „potencjalnej” szkodliwości serialu, która miałaby polegać na identyfikacji młodych osób będących w kryzysie lub cierpiących na zaburzenia psychiczne z bohaterką serialu i naśladowaniem jej zachowania samobójczego – takie zjawisko nosi nazwę efektu Wertera. Efekt ten, mówiąc najkrócej, to znaczący wzrost samobójstw spowodowany nagłośnieniem w mediach samobójstwa znanej osoby. Informacje o samobójstwach oraz ich opisy zamieszczane w mediach mogą spowodować naśladownictwo.

Grupa ds. mediów przy Zespole ds. prewencji samobójstw i depresji przy Radzie ds. Zdrowa Publicznego przy Ministerstwie zdrowia opracowała poradnik, jak pisać i nie pisać o samobójstwach. Po pierwsze, zwraca uwagę na cel publikacji – należy formułować tekst w taki sposób, by zmniejszyć ryzyko identyfikacji z osobą popełniającą samobójstwo oraz skutecznie zniechęcać do autodestrukcyjnych zachowań. Pisanie o samobójstwach wymaga nie tylko wiedzy na ten temat, lecz również empatii – zachowania suicydalne są zjawiskiem niezwykle delikatnym i tak też trzeba się z nim obchodzić. Po drugie – nagłówek i okładka, które również mają dawać nadzieję, a nie intrygować i sugerować naśladownictwo. Po trzecie – słowa, używanie określenia „niepotrzebna śmierć” i wspominanie o tym, co mogłoby pomóc zapobiec tragedii. Po czwarte – efekt Papegeno, czyli przyczynianie się mediów do obniżenia liczby samobójstw i ratowania życia. Po piąte – dostępność pomocy i umieszczanie informacji na temat miejsc, gdzie można udać się w kryzysie czy też numeru telefonu grup wsparcia i odpowiednich instytucji. Po szóste – umiejętne opisywanie metody (jeśli to konieczne) oraz podkreślenie jej negatywnych skutków w postaci zgonu, inwalidztwa, cierpienia. Po siódme – szacunek dla żałoby, cierpienia, tragedii bliskich, jakim jest samobójstwo – pisanie w taki sposób, by jakkolwiek pomóc im sobie z tym poradzić. Po ósme – promowanie pozytywnych osób, które pokonują trudności i odsuwają od siebie negatywne myśli i zachowania suicydalne. Po dziewiąte – rzetelne dane statystyczne. Po dziesiąte i ostatnie – wolność słowa utożsamiana z świadomością, że sposób przekazu może uratować czyjeś życie.

Część poradnika „w jaki sposób NIE pisać?” jest bardziej konkretna i pomaga właściwie zredagować tekst. Znów pojawia się punkt dotyczący celu – należy unikać prezentowania materiału dotyczącego nowych metod pozbawiania się życia, które mogą inspirować wrażliwe osoby do naśladownictwa; nie należy również w żaden sposób stygmatyzować leczenia problemów psychicznych, które to zjawisko osiąga już wysoką skalę w społeczeństwie, a ludzie przyznający się do depresji bądź innych chorób są uważani za gorszych i w skrajnych przypadkach wręcz niebezpiecznych. Po drugie – nie należy zamieszczać w nagłówku czy na okładce drastycznych zwrotów. Po trzecie – szczegółowe, dramatyczne i obrazowe opisy i grafiki, jak również listy samobójców są niewskazane i mogą służyć jako inspiracja. Po czwarte efekt Wertera – niewłaściwe opisy samobójstw, zwłaszcza osób znanych, mogą doprowadzić do naśladownictwa i zwiększenia liczby samobójstw. Młodzi ludzie z zaburzeniami psychicznymi są szczególnie podatni na efekt Wertera. Po piąte – nie należy pisać o nieskuteczności pomocy, lecz zwracać uwagę na fakt, iż istnieją miejsca, w których można ją uzyskać. Po szóste – przyczyny. Przyczyny są o wiele bardziej złożone, niż zazwyczaj jest to opisywane. Nie należy upraszczać opisów przyczyn, bowiem może to zostać odebrane tak, że być może żaden duży problem nie skłonił danej osoby do samobójstwa – nie wolno również wskazywać osób, które mogły się do tego przyczynić, jak też niewskazane jest sugerowanie, że nie było motywów – nawet, jeśli rodzina, policja, bliscy czy media ich nie znają. Zawsze jest jakiś powód, często nawet kilka bądź kilkanaście. Po siódme, precyzyjne i obrazowe opisywanie metod jest wysoce niepożądane – to tak, jakby dać gotową instrukcję pozbawiania się życia. Po ósme – punkt powiązany z przyczynami, a więc unikanie sugestii co do czynników, które mogły doprowadzić do tragedii. Po dziewiąte – powstrzymanie się od podawania źródeł w postaci publikacji, stron internetowych czy filmów promujących bądź gloryfikujących samobójstwa (tak jak zdaniem wielu „Trzynaście powodów”. Ostatnie, dziesiąte – obserwacja komentarzy i polityka zero tolerancji dla oskarżeń, napiętnowania, wulgaryzmów i tym podobnych.

Powyższe rady i wskazówki są pomocne – nakierowują na właściwy tor i tok myślenia. Umiejętnie pisanie o samobójstwach nie jest proste, szczególnie w sensie naukowym – wówczas stosowanie się do omawianego przewodnika spowodowałoby znacznie uszczuplenie pod względem merytorycznym, a artykuł przybrałby kształt broszurki pod tytułem „nie dla samobójstw, wybierz życie”. Nie umniejszam powyższym wskazówkom, jednakże trzeba rozróżnić to, co pisze się o samobójstwach – publikacje naukowe często muszą zawierać szczegółowe dane, wręcz sprawozdawcze, do tego grafiki, zdjęcia i rzeczywiste opisy.

Wracając do stanowiska PTS odnośnie serialu „Trzynaście powodów”, ja jednak, bez pochopnych osądów zdecydowałam się bardzo dokładnie go obejrzeć – z robieniem notatek, analizą, przewijaniem, powtarzaniem – wręcz studiowaniem. Dla mnie ten serial nie jest ani jawną zachętą dla samobójstwa, ani pochwałą takowego, ani też dziełem szatana, bo i takie skrajne opinie się pojawiają. To serial, który zwraca uwagę na wiele problemów, nie tylko na jeden. Tym zaś należy uważnie się przyjrzeć.

Intencją twórców serialu jest to, by miał on charakter ostrzegawczy. Ma on zwracać uwagę na to, że tuż obok nas może dziać się czyjś wielki dramat, o którym często nie mamy pojęcia i na koniec dnia okazuje się, że na reakcje i pomoc jest zbyt późno. Ich intencja nie daje jednak gwarancji, że „misja” się powiedzie – o tym, czy serial rzeczywiście ostrzega, może zadecydować jedynie odbiorca. Nie wszystko musi działać na każdego w ten sam sposób, stąd ryzyko, że „13 powodów” może stać się czyimś powodem.

Samobójstwo Hannah Baker nie jest podobne do tego z Romea i Julii – nie ma w nim nic romantycznego czy też bohaterskiego. Jest ucieczką od świata. Nie ma też ono zaintrygować widza ideą i aktem samobójstwa, lecz skłonić go do baczniejszej obserwacji otoczenia – być może ktoś jest Hannah, a my o tym nie wiemy. Jej „koledzy” też nie wiedzieli – „koledzy”, ponieważ każdy z nich był powodem. To nasuwa na myśl kolejne problemy – prześladowania w szkole, brak akceptacji rówieśników, tzw. fala, naśmiewanie się, nękanie, stawianie w kompromitujących sytuacjach. Z moich doświadczeń z czasów szkolnych wynika, że nastolatki są okrutne – niejednokrotnie tworzy się grupka oprawców, która znajduje sobie ofiarę i nie oszczędza sobie brutalnych rozrywek jej kosztem. Zazwyczaj jest to (pożal się Boże) elita danej klasy, szkoły – osoby aktywne, bogate – tata lekarz, policjant, polityk, ktoś znany, czujące się bezkarne, bo mają rzekomo wyższy status społeczny, a empatia jest im zdecydowanie nieznana bądź też znana, ale mieszcząca się jedynie w kręgu ich oczekiwań, niestety sami takowej nie oferują. Dokładnie tak jest w serialu – dzieci bogatych rodziców, przewodniczący samorządu uczniowskiego, drużyna baseballa, piękni, modni, pewni siebie. I Hannah – ładna, cicha dziewczyna, której sprawiono wiele przykrości i która nigdy nie poprosiła o pomoc, choć sama była skłonna do jej udzielania. Pierwsza scena z serialu – szkolna szafka ozdobiona zdjęciami, kartkami, dwie uczennice robiące sobie selfie na jej tle – tak, jakby każdy uwielbiam Hannah i za nią tęsknił. Jakby każdy był zdruzgotany jej śmiercią i nie wierzył, że to naprawdę się stało. Taśmy przedstawiają zupełnie inną wersję. Potwierdza to również tezę dotyczącą tego, że na jedno pytanie „dlaczego?” nie ma tylko jednej odpowiedzi – tutaj jest ich 13, a jak okazuje się na samym końcu – 14.

Problem serialu polega na tym, że nigdzie nie pada w nim zdanie „samobójstwo nie jest rozwiązaniem” czy też „nie naśladuj samobójców”. Wydawać by się mogło, że „Trzynaście powodów” poniekąd gloryfikuje samobójstwo, a fabuła oscylująca wokół tego tematu pochwala zachowania suicydalne. Serial pokazuje, że lepiej odebrać sobie życie niż głośniej wołać o pomoc. Nie jest to dogłębna analiza, lecz pierwsze skojarzenia, jakie nasuwają się na myśl i stanowią złamanie podstawowych zasad suicydologii. Serial szokuje – pokazuje wszystko bardzo realistycznie, nie zostawiając przy tym miejsca na przemyślenie, ponieważ sposób przedstawienia samobójstwa i powodów jest spójny, jasny i pełny. To może powodować wzrost samobójstw naśladowczych wśród nastolatków. Co więcej, wielu dorosłych zgłosiło problemy z negatywnymi myślami i wpływem „Trzynastu powodów” na ich funkcjonowanie, o czym chcieli porozmawiać z psychologiem.

Przechodząc do podsumowania należy przyznać, że popkultura i tym razem dała radę i ładnie sprzedała serial składający się z bardzo brzydkich rzeczy. Można mieć różne zdanie o „Trzynastu powodach” – mnie uderzyła przemoc w szkole, a nie samo samobójstwo. Pytanie zatem – co jest większym problemem? Powody czy samo zdarzenie? Jeśli chce się to oceniać, należy obejrzeć cały sezon. Jednakże, uruchamiając logiczne myślenie nie należy zapominać, że bez przyczyny nie ma skutku – daje to odpowiedź na powyższe pytania.

„Trzynaście powodów” nie mówi, że samobójstwo jest złe, nie odradza, nie krzyczy „nie róbcie tego”. Pokazuje to jak może być – nie można bowiem nawet na chwilę zapomnieć, że to fikcja, wymysł producentów serialu. Niezaprzeczalnie, samobójstwa zdarzają się i są olbrzymią tragedią. Są realne. Mając tego świadomość, jak również świadomość ogromu pomocy, jaka jest potrzebna, wcale nie musi być jak w serialu. Czasem wystarczy zapytać „Co u Ciebie? Wszystko ok?” i posłuchać, aby uniknąć finału rodem z serialu.

Karolina Robak, doktorantka, członek redakcji Pokoju Adwokaciego

komentarze