Lamenty, adw. Joanna Parafianowicz - Pokój Adwokacki
snapchat
menu
Szukaj

Lamenty, adw. Joanna Parafianowicz

Nie jestem zapalonym kibicem siatkówki, dlatego całkiem przypadkowo trafiłam niedawno na krótką wypowiedź Marcina Możdżonka, środkowego naszej narodowej kadry, dotyczącą meczu ze Słowenią. Siatkarz, nie wchodząc w szczegółową analizę poszczególnych momentów, powiedział krótko: narzekanie jest nam niepotrzebne.

 

Proste, prawda?

 

Tymczasem, przeglądając pobieżnie wypowiedzi kolegów adwokatów na rozmaitych forach internetowych (w mniejszym stopniu – na podstawie rozmów bezpośrednich) odnoszę niekiedy wrażenie, że narzekanie stanowi być może nie jedyną, lecz z pewnością przeważającą formę wypowiedzi – w gruncie rzeczy, na każdy temat.

 

 

Moim zaś zdaniem, adwokatury nie zbuduje się/odbuduje na lamentach. Co może nam dać rozważanie o obowiązku dołączania do pisma procesowego dowodu jego nadania do pełnomocnika drugiej strony, skoro tak stanowi przepis? Czy rozpływanie się nad adwokaturą, której już nie ma (pytanie – czy kiedyś faktycznie istniała in gremio, czy też poszczególne osoby nadawały jej ton?) ma większy sens, w sytuacji, gdy przeważająca część składu palestry rozpoczęła wykonywanie zawodu wczasach, gdy tejże adwokatury już nie było? Czy obarczanie mediów odpowiedzialnością za łatkę, która przylgnęła do adwokatów o drożyźnie i słabej dostępności, zmieni sytuację? No i na koniec, gwóźdź programu – czy dywagacje o tym, co jeszcze zostało w adwokaturze z „zawodu zaufania publicznego” mają większy sens, jeśli przedstawiciele tego zawodu – z pewnością nie wszyscy, lecz ci, który czynnie domagają się uwagi ogółu, wypowiadają się o innych (także o władzach samorządowych lub urzędnikach państwowych) w tonie i słowami, za wypowiedzenie których chłopcy w podstawówce najpewniej spotkaliby się po lekcjach na boisku?

 

 

Jak sięgam pamięcią, nigdy nie miałam zwyczaju narzekania i nigdy mnie to nie bawiło podobnie, jak i mojego nieszczęścia nigdy nie zmniejszało nieszczęście innych. Przeciwnie, rozkoszuję się tym, że umiem myśleć pozytywnie, potrafię zmieniać świat małymi krokami i realizować swoje pomysły, zwykle dosyć śmiałe. Wypracowałam do granic perfekcji umiejętność odnajdywania pozytywów w najbardziej niesprzyjających okolicznościach. Być może dzięki temu, nie żałuję czasu poświęcanego klientom fundacji, nie zasilam grona internetowych narzekaczy, a współtworzę Pokój Adwokacki, nie siedzę sama w pustej kancelarii, lecz mam klientów, którzy obdarzają mnie zaufaniem, a ja – w pierwszej kolejności im pomagam, a w drugiej – z ich wynagrodzeń się utrzymuję.

 

 

Adwokatury, podobnie jak i indywidualnej praktyki zawodowej, nie zbuduje się na lamentach, mniej czy bardziej świadomych, skoncentrowanych na bolączkach otaczającego świata. Buduje się ją na pracy. Codziennej. Bo to ona w pakiecie z zaangażowaniem, często poświęceniem i czasem pozwala nam na wypracowanie upragnionej renomy. I pozytywnych skojarzeń, które w głowach rozmówcy uruchamia brzmienie naszego nazwiska. Równie pozytywnych, jak brzmienie słowa „adwokat”, z wykonywania którego to zawodu jestem dumna.

 

 

Zamiast narzekania, być może warto byłoby przestać kłaść nacisk jedynie na trudności związane z gospodarczym aspektem wykonywanego zawodu, a zastanowić się nad tym, że choć słowo to w naszym środowisku nie należy aktualnie do popularnych, poczucie „misji” i świadomość tego, że ludzie przychodzą do nas z najdelikatniejszymi sprawami ich dotyczącymi, jest być może nie jedynym, ale jednak gwarantem zawodowego poczucia spełnienia.

 

Niezależnie od tego, co na ten temat sądzi ustawodawca, choćby w ustawie o VAT.

 

Adwokat Joanna Parafianowicz

ja

 

komentarze