snapchat
menu
Szukaj

Adwokatura: oczekiwania vs rzeczywistość. tj. o (nie) płaceniu aplikantom, adw. Joanna Parafianowicz

Kiedy kilka tygodni temu przygotowywałam moją kancelarię do zmiany siedziby i przedzierałam się przez stosy akt, projektów, dokumentów i protokołów doszłam w pewnym momencie do miejsca, na które nie patrzyłam przynajmniej od 6 lat – znajdowało się bowiem w czeluściach największej biblioteczki pełniącej rolę archiwum. Nazwiska klientów na niektórych teczkach niewiele mi mówiły, inne majaczyły niewyraźnie, ale nie otwierały żadnej szczególnej klapki w pamięci. Gdy zaczęłam je przeglądać, a było ich kilkanaście –akta zaczynały mówić wspólnym językiem – tj. żółtą karteczką A4 i notatką o tej samej treści: „nie uregulowane wynagrodzenie za stawiennictwo”. W owym czasie miałam już zarejestrowaną działalność gospodarczą i wystawiałam faktury.

Z tego, co pamiętam, po kilku próbach odzyskania należności, rezygnowałam dochodząc do wniosku (zawsze staram się szukać pozytywów), że co się nauczyłam, to moje. Pamiętam jednak jeden termin w sprawie o zasiedzenie – 23 grudnia, sprawa wyjazdowa. Muszę przyznać, że na dzień przed Wigilią, po kilku godzinach przesłuchiwania świadków (sprawa miała być odroczona), po półtoragodzinnym powrocie w śnieżycy, trudno mi było dostrzec pozytywy płynące ze świeżo pobranej nauki. Pan Mecenas nigdy nie zapłacił mi za stawiennictwo, nigdy też nie odpowiedział na pytanie o to, kiedy mogłabym zwrócić akta.

Dziś jesteśmy, z jego inicjatywy, znajomymi na facebook’u. Chyba mnie pamięta, prawda?

Przypominam sobie też, że na początku aplikacji poszukiwałam patrona. Chciałam dla niego pracować, byłam pełna entuzjazmu i dumna z tego, że kiedyś zostanę adwokatem. Jeden z pierwszych starszych Kolegów, którzy zgodzili się na to, aby wyświadczyć mi uprzejmość poprowadzenia mnie przez trudy aplikacji, już na pierwszej rozmowie łaskaw był wspomnieć, że ceni sobie aplikantów bogatych z urodzenia. Drugi patron część mojego wynagrodzenia wpłacał na jedno konto, a część na drugie, po pewnym czasie zauważyłam, że owe drugie przelewy tytułuje „zaliczka na wydatki”.

Stosunek patronatu z pierwszym panem nas nie połączył, ale dziś, z jego inicjatywy, jesteśmy znajomymi na facebook’u (ciekawe, czy pamięta tamto spotkanie?), z drugim – ów stosunek się rozłączył, nie tylko ze wspomnianego wyżej powodu…

Nie tak dawno zaś, na prośbę znajomego adwokata, skojarzyłam go z zaufaną aplikantką – sprawa niczym nie różniąca się od innych – pilne poszukiwanie substytuta, bo coś mi wypadło/nie mogę dojechać/łotewer. Młodsza koleżanka, po miesiącu prób dodzwonienia się do zleceniodawcy lub kontaktu sms’owego zrezygnowała z dalszego ubiegania się o zapłatę umówionego wynagrodzenia i skorygowała fakturę VAT.

Wymienione wyżej osoby są znajomymi na facebook’u. Chyba się zatem kojarzą, prawda?

Wiem, że nadal nie we wszystkich izbach adwokackich w dobrym tonie jest – nie tyle płacenie aplikantom za rozprawy, co – nie pobieranie przez tychże wynagrodzenia. Nie mi oceniać zasadności tychże reguł, bowiem być może są na adwokackiej mapie Polski krainy tak szczęśliwe, że aplikanci są bogato urodzeni, a „stójki” pozwalają im na wykarmienie dzieci i zapłacenie czynszu za mieszkanie. Nie sądzę jednak, aby tych miejsc było wiele…

Aplikanci nadal krępują się rozmawiać o tym, że adwokaci nie regulują umówionego wynagrodzenia za stawiennictwo, a adwokaci udają, że tego problemu nie ma. Jeśli jednak da im się możliwość wypowiedzenia bez ujawniania danych, przesyłają opisy sytuacji, które ich spotkały, kopie zawiadomień do ORA, wezwań do zapłaty, pozwów, a nawet – koniec końców – skany wyroków przeciwko adwokatom.

Jestem zdecydowanie zbyt młodym adwokatem, aby silić się na słowa pouczeń, skierowane do starszego pokolenia, a nawet – do moich rówieśników, nie mam po temu bowiem legitymacji. Uważam jednak, że straty, jakie Adwokatura odnotowuje w wyniku takich historii, przewyższają kwoty X + Vat, które nigdy nie zostały uregulowane. Stawką są bowiem zawiedzione nadzieje, odarcie z marzeń i brak szacunku do starszego pokolenia. A w najgorszym wypadku, powielanie złych wzorców. Parafrazując powiedzonko mojego dziadka –  (nota bene – pieniacza sądowego, ale i zasłużonego żołnierza AK) – nie o taką Polskę Walczyliśmy – nie o takiej Adwokaturze marzyłam. Podczas gdy… I had a dream… Naprawdę go miałam. Nie ja jedna, zresztą.

adw. Joanna Parafianowicz

 

Poniżej – jedynie wycinek z (ponad) 100 wiadomości, które otrzymałam prywatnie – wpisów dokonanych publicznie (opublikowanych w Pokoju adwokackim lub w grupie Okrągły Stół Adwokatury) nie cytuję w ogóle. Dziękuję wszystkim osobom, które obdarzyły mnie zaufaniem, opisując swoje historie i przepraszam wszystkich tych, dla których nie starczyło  tu miejsca.

Ja i moja patronka byliśmy umówieni w ten sposób ze ja prowadzę urzedowki i po ich zakończeniu się rozliczamy wg stawek. Dzisiaj moja patronka zawodu już nie wykonuje A ja nie zobaczyłem pieniędzy za kilka takich spraw. Pamiętam tez sytuacje typu pan pójdzie na zastępstwo a klient panu zapłaci umówiona stawkę a klient pierwsze słyszy? Później przez 2 miesiące patronka nie odbierała telefonu. Aplikacja się skończyła a patronat kosztował mnie jedynie kupę nerwów. Znosiłem to wszystko w nadziei, że czegoś się może nauczę ale wszystkiego musiałem uczyć się sam. Byłem notorycznie wsadzany na miny tj. dowiadywałem się o rozprawie piątkowej w czwartek, a jak odbierałem wieczorem akta, to dostawałem tylko akt oskarżenia. Urzędówka urzędówką ale co się nawstydzilem przed klientami to moje. Żałuję tylko straconego czasu i tego, że trochę się zniechęciłem do tego zawodu.

– Pierwszy przypadek jest dość przykry bo nie zapłacił mi za zastępstwo parter mojej koleżanki. Pomimo wielu mail wynagrodzenia nie dostałam do dzisiaj. Sprawa ciągnie się od początku tego roku. Niestety chyba będę zmuszona zaangażować koleżankę do tej sprawy, czego bardzo chciałam uniknąć. Nie jest to duża kwota bo 100 zł, ale poświęciłam swój czas przed egzaminem zawodowym i wykonałam swoją pracę. Drugi przypadek ciągnie się od grudnia 2016 roku zawezwanie do próby ugodowej. Powiem szczerze że miałam już wcześniej z tą kancelaria problem z wypłatą wynagrodzenia, ale wypłacili mi z opóźnieniem wynagrodzenie. Gdy napisałam że wynagrodzenie za kolejne zastępstwo nie wpłynęło i proszę o potwierdzenie dokonania przelewu kontakt się urwał. Trzeci przypadek to już w ogóle bezczelność. Zastępowałam Pana Mecenasa na sprawie na której reprezentowałam także drugiego oskarżonego. Po terminie na którym zastępowałam Pana Mecenasa było jeszcze kilka terminów. Na każdym kolejnym dostawałam wymówkę że zgubił numer konta, zmienił telefon a raz to usłyszałam że już zaraz przelew robi. Sprawa także z początku roku. Do dnia dzisiejszego wynagrodzenia nie ma. Napisałam nawet do syna Pana Mecenasa z prośbą o interwencję, ale nie przyniosło to skutku. Ponieważ Pan Mecenas bardzo często bywa w sądzie w którym ja jestem jak mnie widzi stara się zmienić kierunek drogi, ewentualnie udaje że mnie nie widzi. Zmuszona chyba będę do wystawienia rachunku i wezwania do zapłaty. Staram się nie brać zastępstw od Mecenasów z którymi miałam jakieś problemy z wypłatą wynagrodzenia, aby darować sobie niepotrzebnych nerwów i dochodzić się o pieniądze które sobie wypracowałam sama. Miałam jeszcze jeden przypadek gdzie na wynagrodzenie czekałam 3 miesiące tutaj poskutkowało skomentowania post w grupie Zastępstwa że nie polecam bo nie wypłaca wynagrodzenia i na drugi dzień pieniądze były na koncie.

Pracowałam w kancelarii za niskie wynagrodzenie ale „obrabiałam” urzędówki. Wszystkie urzędówki były na mojej głowie. Miałam dostać wynagrodzenie dodatkowe w wysokości zasądzonej przez sąd za daną urzędówkę z pomniejszeniem VAT i podatku dochodowego. I jak sie sprawy skończyły – to mi oczywiście nie wypłacono tego wynagrodzenia. Skierowałam nawet wezwanie do zapłaty – ale bezskutecznie. Oczywiście odpuściłam. Patron został poproszony o to, czy nie mogłabym tej osoby zastąpić na krótkim terminie w Sądzie Okręgowym. Patron wyraził na to zgodę oczywiście po konsultacji ze mną. Poszłam na termin, który okazał się 5 godzinną rozprawą. Następnie Pan mecenas nie uważał, że winien uregulować należność. W końcu uregulował chyba 50 zł. Bo już nie pamiętam ile dokładnie, ale nawet wówczas niewspółmierne.

– Mój chłopak nie otrzymał wielokrotnie wynagrodzenia od adwokatów zlecających mu zastępstwo. Wielokrotnie dzwonił, pisał, nie przyniosło to jakichkolwiek skutków. Jednak, to nie jest masowy problem. Masowym problemem jest negocjacja stawki po zastępstwie. Trwało krótko, bądź niewiele się wydarzyło i tym samym próby obniżenia wynagrodzenia… Ostatnio pojawiło się nawet zastępstwo za 30 zł. Owszem, wszyscy się śmiali, ale to wcale nie jest zabawne

– Jeśli chodzi o zastępstwa – niestety, wszyscy po jakimś czasie odpuszczają. Żaden aplikant nie odważy się zgłosić tego w ORZE, więc próbują dojść do adwokata tylnymi drzwiami, ale nic to nie daje. Kolega nawet kiedyś złośliwie skomentował kolejne ogłoszenie tego mecenasa – że Pan Mecenas jest mu winny należność za zastępstwo, ale skasował post i po chwili wystawił to zastępstwo ktoś inny…

 Klasyczna stójka- sprawa z prawa pracy, rozpisana na 40 min. do przesłuchania dwóch świadków, . honorarium w wysokości 100 zł. Po rozprawie, notatka na maila z przebiegu rozprawy ze wskazaniem numeru rachunku bankowego. Po dwóch tygodniach mail do Mecenasa – z wielką dozą nieśmiałości przypominam, iż do chwili obecnej nie otrzymałam należnego honorarium. Brak jakiegokolwiek odzewu. Po tygodniu kolejna próba, z tm że telefoniczna- uprzejma pani sekretarka przeprasza za opóźnienie i deklaruje, iż jeszcze tego samego dnia wykona przelew. Przez kolejne dwa tygodnie cisza a przelewu jak nie było tak nie ma. Kolejny mail z przypomnieniem na który otrzymuję odpowiedź, że osoba wykonująca płatności przebywała na urlopie stąd te opóźnienie. Mija kolejny tydzień, kolejny mail do Mecenasa z tym że już znacznie bardziej zdecydowany- informuję, że  w związku z brakiem płatności zmuszona jestem prosić patrona o interwencję oraz pomoc w odzyskaniu należności. W odpowiedzi pani sekretarka zarzuca mi brak dobrych manier, chamstwo oraz grozi postępowaniem dyscyplinarnym, nadmienia, iż jako aplikant powinnam cieszyć się samą możliwością pozyskiwania wiedzy a nie domagać się pieniędzy. Finalnie po jakichś dwóch miesiącach od zastępstwa patron otrzymał przekaz pocztowy, którym przesłano należność za zastępstwo.

Na aplikacji zasadniczo połowa zlecających mi nie płaciła. To były paskudne obyczaje.

– Miałam przypadek gdzie na wynagrodzenie czekałam 3 miesiące tutaj poskutkowało skomentowania posta w grupie Zastępstwa, że nie polecam bo nie wypłaca wynagrodzenia i na drugi dzień pieniądze były na koncie.

– Nie płacenie,  to dość duży problem, szczególnie jeżeli weźmiemy pod uwagę osoby, które dopuszczają się tego procederu. Są to przecież ludzie, którzy powinni dawać przykład swoim zachowaniem. Jednocześnie to osoby z tego samego samorządu, które powinny wspierać i uczyć młodszych kolegów aplikantów. Sytuacji związanych z brakiem zapłaty za substytucję miałem trzy. Pierwsza z nich (o dziwo) dotyczyła starszego wiekiem Mecenasa. Po wykonaniu substytucji byłem umówiony z adwokatem po odbiór wynagrodzenia w jego kancelarii. Niestety, o umówionej godzinie „pocałowałem klamkę”, kontakt telefoniczny również nie doszedł do skutku. Nagle aplikant przestał istnieć. Kolejna sytuacja miała miejsce później. Młoda Pani adwokat zadzwoniła do mnie celem uzyskania zastępstwa przed sądem rejonowym. Wszystko ładnie pięknie. Trzech czy czterech świadków, zapozna się Pan z aktami, doślę do Sądu substytucję i po sprawie się rozliczymy. Przy tej sytuacji nie zapomnę również targowania się o każdy grosz. Niestety, po sprawie moje dwie lub trzy próby kontaktu spełzły na niczym. Ostatnia sytuacja miała miejsce dość niedawno. Jak w poprzednim przypadku, młody Pan adwokat poprosił o zastępstwo. Zgodziłem się i poszedłem bronić klienta. Późniejsze przypominanie o nieuregulowanym zobowiązaniu okazało się bezskuteczne.  Zachowanie udzielających substytucje było niewłaściwe i w żadnym wypadku nie powinno mieć miejsca. Aplikant w żadnym wypadku nie powinien być traktowany jak niewolnik, któremu nic się nie należy i nic nie wolno. Być może i ja popełniłem błąd, ponieważ nie próbowałem dochodzić swoich należności, na początku w sposób określony przez nasze wewnętrzne przepisy, a następnie, w miarę potrzeby, na drodze sądowej. Jednak, jako świeżo upieczony adwokat, mam w pamięci to co mnie spotkało i podczas wykonywania zawodu młodszym kolegom będę zawsze gratyfikował otrzymaną przez nich pomoc

komentarze