Niecodzienna grzywna, adw. Joanna Parafianowicz

Za sprawą Twittera dowiedzieliśmy się niedawno, że w jednym z sądów rejonowych pewien świadek został ukarany grzywną za obrazę sądu. Zjawisko niecodzienne o tyle, że jeśli wierzyć doniesieniom – uchybienie urzędowi miało polegać nie tylko na tym, że ukarany był w krótkich spodniach, ale nade wszystko – miał nieogolone łydki. Zważywszy na standardy społeczne narzucane kobietom (skądinąd – także przez nie mimochodem akceptowane) przyjąć należy, że świadkiem była kobieta.

Niezależnie od tego, że w moim przekonaniu większość z nas ma w sobie busolę, za sprawą której zwykle wiemy, że w niektóre miejsca należy się ubrać mniej lub bardziej elegancko, zastanawiam się, czy rzeczywiście krótkie spodnie w upały lub owłosione łydki mają zdolność obrażania. Nie byle kogo zresztą, bo sędziego, a co za tym idzie, sądu orzekającego w imieniu Rzeczypospolitej. Jako procesualista nie raz miałam wątpliwą przyjemność wsłuchiwania się w wyjaśnienia stron lub zeznania świadków, które wprawdzie urągały regułom logiki, doświadczeniu życiowemu i zwykłej przyzwoitości, ale bez mrugnięcia okiem były brane za prawdę przez skład orzekający. Po wielekroć poznawałam historie przedsiębiorców, których stać było na wynajmowanie aut wartych kilkaset tysięcy złotych, ale niemogących łożyć na utrzymanie własnych dzieci.

Kilkakrotnie byłam ustanawiana pełnomocnikiem z urzędu dla osób, których oświadczenia o stanie majątkowym urzekały referendarzy sądowych zwalniających ich z opłat, choć sposób noszenia się przez nie i liczba zgromadzonych dóbr powinny złotymi zgłoskami zaświadczać o zamożności. Na sali rozpraw bywałam świadkiem mijania się z prawdą, ocierania się o nią i stania od niej w znaczącej odległości, ale nad wyraz niepopularna jest sytuacja, w której sędzia, dążąc do rzetelnego ustalenia stanu faktycznego, rzeczywiście drąży i dopytuje, dając taką postawą wyraz braku akceptacji dla lekceważenia Temidy.

Jestem przekonana, że wymiaru sprawiedliwości w ogóle, a urzędu sędziowskiego w szczególności nie powinna urażać ludzka fizjonomia czy ubiór, bowiem zbyt często okazuje się, że oceniając książkę po okładce, nie poznajemy jej treści, tak samo jak wydając powierzchowne sądy o człowieku, nie jesteśmy w stanie pochylić się nad jego kondycją, zdrowiem, motywacjami czy poglądami. Na ogół zaś – żadne z wymienionych nie są ukierunkowane na to, aby kogokolwiek obrazić. Za odzianym w szorty świadkiem stać mogą problemy z krążeniem, żylaki, niska odporność na zmiany temperatury, niekiedy – ubóstwo.

Zdarza się także, że informacja o obowiązku stawiennictwa przychodzi bez uprzedzenia i wiąże się z koniecznością powrotu z miejsca, w którym swobodne ubranie jest widziane milej niż nieusprawiedliwiona nieobecność na rozprawie. Podobnie rzecz się ma tak z nieogolonymi Wymiar sprawiedliwości w ogóle, a urząd sędziowski w szczególności nie powinna urażać ludzka fizjonomia czy ubiór kończynami i ogolonymi głowami. Jednakże jakakolwiek byłaby przyczyna, dla której ta czy inna osoba podejmuje wobec swojego ciała określone decyzje, jest to refleks wyboru, który dotyczy jej samej i śmiem twierdzić, że nie jest przeciwko komukolwiek wymierzony.

Jestem przekonana, że sędziego, który pojmuje istotę swojej służby obywatelom, nie obraża ich fizjonomia czy odzienie. Rozumie bowiem, że są to sprawy bez znaczenia. Jeśli zaś czyjekol- wiek samopoczucie narażone jest na szwank przez słuchanie zeznań osoby ubranej w spodnie i nieogolonej – to cóż można rzec? Takiego sędziego najpewniej należałoby utulić ze świadomością, że jego poczucie własnej wartości cierpi. Grzywna gwarantowana.

 

Tekst został opublikowany w Rzeczpospolitej – Rzecz o prawie w dniu 6 lipca 2021 r.

Share Post
No comments

Sorry, the comment form is closed at this time.