Czas zmyć puder z oblicza palestry, adwokat Joanna Parafianowicz

Frakcje mają różne roczniki i twarze, ale nie poglądy czy metody.

Jeśli ktokolwiek liczył na to, że rok wyborczy w adwokaturze przyniesie powiew zmian, to na ten moment może czuć się rozczarowany. Wprawdzie nie ogłoszono jeszcze terminów większości zgromadzeń izbowych ani nie ustalono na poziomie ustawodawczym, w jakim trybie miałyby się one odbyć, ale nie przeszkadza to zająć swoich pozycji znanym dotychczas graczom. Ściślej zaś – frakcjom, które w zależności od rocznika mogą różnić się twarzami, lecz nie poglądami czy metodami działania. Jak to cyklicznie bywa, tj. wcześniej co trzy lata, a obecnie co cztery, w publicznych dyskusjach, które w myśl nowej świeckiej tradycji odbywają się na portalach społecznościowych (prym wiedzie Facebook), odgrzewane są te same kotlety – połączenie adwokatury z samorządem radców prawnych (aby stworzyć silną grupę działającą w interesie swoich członków), postulat wprowadzenia umowy o pracę (by w szczególności kobietom żyło się lepiej i tak też pracowało) oraz stworzenie nowego samorządu, silnego siłą jednostek i napędzanego ich kreatywnością, a zdolnego połączyć piękne tradycje palestry z wymogami nowoczesności.

Pomijając, iż jak dotąd żaden ze światłych postulatów nie ma charakteru nowatorskiego i niemal przy każdym na usta cisną się śpiewane w rytm znanej melodii słowa „Ale to już było…”. Rzuca się w oczy postronnego obserwatora, w jaki sposób w palestrze budowane są koalicje i koterie. Jak żongluje się stanowiskami w zamian za poparcie (po wielokroć tymi samymi, lecz kierowanymi przez te same osoby do różnych adresatów), jak wiele się obiecuje i jak równocześnie głośno toczy polemikę z osobami, którym przez myśl przechodzi koncepcja przeprowadzenia rzeczywistych zmian, a nie jedynie ich deklarowania.

Gdyby nie fakt, iż osoby dziś chętnie uczestniczące w dyskusji na samorządowe tematy i zarzucające innym bierność przez niemal całą kadencję milczały, można by uwierzyć w ich realne zaangażowanie.

Gdyby nie to, że nawołując do publicznej debaty o ważkich dla środowiska problemach, zainteresowani piastowaniem rozmaitych funkcji skupili się na wynikających z ustawy kompetencjach samorządu, gotowa byłabym przyznać, że udział w kampanii wyborczej to coś więcej niźli zamiłowanie do polityki.

Gdyby nie to, że co do zasady – niemal chwilę po obsadzeniu nowych władz ich członkowie zapominają o wynoszonym w kampanii na sztandary .szeregowym adwokacie“, wierzyłabym, że nadchodzące wybory mogą cokolwiek zmienić na lepsze.

Tak jednak nie jest.

Adwokatura potrzebuje zmian tak samo jak poczucia własnej tożsamości, zrozumienia, że fundamentami, pośród których wymienić należy niezależność i niezawisłość (wykluczające wykonywanie zawodu na podstawie umowy o pracę) nie wypada handlować podczas kuluarowych rozmów, a dla populizmu nie ma w palestrze miejsca. Obiecywanie wszystkim wszystkiego, w szczególności tego, co nawet przy bujnej fantazji nie wynika z przepisów ustawy – Prawo o adwokaturze, być może doprowadzi do zmiany oblicza adwokatury, kto wie – może przyniesie doraźny sukces.

Jednak jedynie zmiana twarzy, przy niezmiennych metodach i zapatrywaniach na dyskurs samorządowy, może także prowadzić do jej utraty. Pudrowanie rzeczywistości jest rzecz jasna możliwe i jak dotąd się sprawdza, ale warto pamiętać, że każdy makijaż warto niekiedy zmyć. Może się mylę, ale mam wrażenie, że przyszła już na to pora.

 

Felieton ukazał się w Rzeczpospolitej – Rzecz o prawie w dniu 22 września 2020 r.

Udostępnij wpis
Brak komentarzy

ZOSTAW KOMENTARZ