snapchat
menu
Szukaj

Wstydliwy problem, adw. Andrzej Nogal

Adwokatura szczyci się, że jest powołana do ochrony praw i wolności obywatelskich. Wydawałoby się więc, że powinna być szczególnym wzorem przestrzegania prawa, także w zakresie legalistycznego podejścia do zatrudniania pracowników. A tu coś szwankuje – i to jak najbardziej pod latarnią, czyli w kancelariach adwokackich. Wydaje się, że zarówno wielu adwokatów, jak i organy Adwokatury nie przywiązują wystarczającej uwagi do ochrony praw pracowniczych aplikantów adwokackich. Budzi to szczególny niepokój, bo aplikanci to są młodsi koledzy adwokatów, którzy za chwilę też będą samodzielnymi adwokatami. Jeżeli na aplikacji padali ofiarą bezkarnego łamania wyzysku i łamania praw pracowniczych, to jaki będą mieli stosunek do prawa, gdy będą samodzielnie prowadzić kancelarie?

 

Kilka dni temu na portalach społecznościowych wywiązała się dyskusja o ogłoszeniu pewnej kancelarii adwokackiej, która stawiała kandydatowi do zatrudnienia bardzo wyśrubowane warunki, w zakresie doświadczenia i znajomości języków obcych, oferując w zamian 1500 zł miesięcznie na umowę zlecenie. Warto tu przypomnieć, że minimalna kwota wynagrodzenia za pracę od stycznia wynosi 1850 zł. Oczywiście, dotyczy to umów o pracę. Póki co na umowy zlecenia kwot minimalnych nie ma. Niemniej jednak problem jest, gdyż w polskim prawie istnieje zakaz stosowania umów cywilnoprawnych, tam, gdzie powinna być stosowana umowa o pracę. Nie widzę możliwości stosowania przy zatrudnianiu aplikantów umów cywilnoprawnych. Z definicji czynności aplikanta są niesamodzielne i pracuje on pod kierownictwem i wedle wskazówek zatrudniającego go adwokata. Do czasu zresztą gdy aplikantów zatrudniały izby adwokackie otrzymywali oni umowy o pracę. Zasadą powinna więc umowa o pracę. Dlaczego zatem jest wyjątkiem?

 

Cóż adwokaci, to przedsiębiorcy. Przedsiębiorcy zaś nie bez powodu tak lubią umowy o dzieło i zlecenia. Strony umowy cywilnoprawnej mogą, co do zasady, dowolnie regulować treść łączącej je umowy. W warunkach ekonomicznej równości podmiotów, tego rodzaju rozwiązanie pozwala obu stronom wyważyć swoje interesy. Jeżeli jednak chodzi o umowę łączącą obywatela z przedsiębiorcą, to nie ulega wątpliwości, że to przedsiębiorca określa zasady współpracy. Nie ma więc mowy o rozmaitych przywilejach i ochronie przysługującej pracownikom zatrudnionym na umowę o prace. Nie dla zleceniobiorcy płaca minimalna, urlopy, określony czas pracy, ochrona przed dyskryminacją, pomoc inspekcji pracy, szybkie i tanie rozstrzyganie sporów przed sądem pracy itp. Z punktu widzenia prawa koncern-zleceniodawca i Jan Kowalski-zleceniobiorca są uznawani za równoważnych partnerów obrotu cywilnoprawnego. To jest fikcja i z tej przyczyny polskie prawo zwalcza „umowy śmieciowe”, uznając za podstawową formę korzystania z pracy umowę o pracę. W kodeksie pracy mamy zapis, że zawarcie umowy dotyczącej świadczenia pracy skutkuje nawiązaniem stosunku pracy, bez względu na nazwę, jaką strony nadały umowie (art. 22 kodeksu pracy). Zarówno pracownik jak i inspekcja pracy mogą występować o ustalenie stosunku pracy. Pracodawcom naruszającym prawa pracownicze grożą kary (np. art. 218 i nast. kodeksu karnego) do 2 lat pozbawienia wolności.

 

Owszem, oponenci zaraz przedstawią dyżurny problem braku elastyczności umowy o pracę i wysokie koszty, towarzyszące zatrudnieniu na umowę o pracę. Cóż, odpowiedzieć im należy, że jeżeli kogoś nie stać na zatrudnianie pracownika, to go nie zatrudnia. Zaś istnienie przepisów chroniących pracownika nie może być wymówką do ich niestosowania. Owszem, aplikanci się uczą podczas aplikowania w kancelarii. Niemniej jednak istotą aplikacji jest wykonywanie czynności wg wskazań i w zastępstwie adwokata. Czy to nie oznacza więc, że aplikantom powinno się płacić chociażby minimalne wynagrodzenia? Nie ma przecież przymusu zatrudniania. Jeżeli adwokat uważa, że aplikant nie jest wart minimalnego wynagrodzenia niechże go nie zatrudnia. Powiem wręcz, że lepiej aby słaby aplikant był bezrobotny niż zatrudniany niezgodnie z prawem.

 

Zjawisko półdarmowej pracy aplikantów ma bardzo niekorzystne skutki dla ogółu adwokatów, a w szczególności tych zatrudniających aplikantów zgodnie z prawem. Po prostu posiadacze tanich aplikantów są bardziej konkurencyjni niż uczciwi koledzy. Są więc w stanie oferować znacznie taniej usługi prawnicze, po cenach niejako dumpingowych, zaburzając tym samym uczciwą konkurencję między kancelariami. Nie tak dawno ostro rywalizowano o miejsca w pakamerach, a teraz poszukiwani są aplikanci do przesiadywania tam. Dalej, trudno aplikantom znaleźć pracę na zgodnych z prawem warunkach. Czemu dawać im lepsze warunki, skoro inni mają gorsze? Mam też wrażenie, że tolerowanie tego rodzaju zjawiska demoralizuje i zatrudniających adwokatów i aplikantów. Jest szkołą lekceważenia praw innych ludzi w imię własnego zysku. Aplikant, który jest traktowany przedmiotowo będzie miał tendencję do traktowania tak innych. A to jest szkodliwe i dla niego samego, i dla innych adwokatów i całego wymiaru sprawiedliwości.

 

Nie bez znaczenia są też szkody wizerunkowe. Jak możemy z czystym sumieniem stawać w obronie praw i wolności obywatelskich, skoro nagminne jest nieprawidłowe traktowanie aplikantów w zatrudnieniu?

 

W tej sytuacji mam nadzieję, że sprawą zajmie się kompleksowo Naczelna Rada Adwokacka. Uregulować trzeba w końcu zasady zatrudniania aplikantów zgodnie z kodeksem pracy. Niezbędne w tym zakresie będą zmiany zarówno w zakresie regulaminu odbywania aplikacji, wizytacji kancelarii oraz w kodeksie etyki zawodowej. Konieczna będzie także praca wychowawcza, tak aby wykorzenić złe nawyki z Adwokatury. Praca to jest ciężka, ale niezbędna: dajmy przykład ogółowi społeczeństwa, że zysk nie jest najważniejszy, a w szczególności pogoń za zyskiem nie usprawiedliwia naruszania praw słabszych.

 

Adwokat Andrzej Nogal

1568402-andrzej-nogal-adwokat

 

komentarze