Ustawione procesy, adw. Joanna Parafianowicz - Pokój Adwokacki
snapchat
menu
Szukaj

Ustawione procesy, adw. Joanna Parafianowicz

Jego brzuch to bagno, dziurawe jelita – nie ma jak tego załatać (zeznania świadka przed Sądem Wojewódzkim w Warszawie, 9.10.1995). Grzegorz Przemyk, bo o nim mowa, zmarł dwa dni po operacji, która w zamyśle lekarzy miała uratować mu życie.

Śledztwo przeciwko winnym pobicia maturzysty od pierwszego dnia było prowadzono tak, by nie wykazać jakiejkolwiek winy funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej, zaś obciążyć nią wszystkich innych – od pośrednio winnej matki, przez złe otoczenie, w którym wychowywała się ofiara, zdegenerowanych kolegów, po jakoby bezpośrednio odpowiedzialnych za zgon – sanitariuszy i lekarzy pogotowia, którzy udzielali chłopcu pomocy. Za sprawą machiny wprawionej w ruch przez przedstawicieli władzy i dzięki wsparciu fachowców, m.in. profesorów z najlepszych polskich uniwersytetów, autorów podręczników akademickich i doradców najwyższej klasy zastosowanie znajduje jedna z najstarszych technik manipulacji, tj. pokazanie wroga w najczarniejszych barwach. Eksponuje się jego pijaństwo i narkomanię, odbiera wiarygodność zarówno ofierze jak i jej otoczeniu. Ze widzianych przez świadków odruchów obronnych i słyszanych przez nich okrzyków bólu i cierpienia Przemyka, robi się fachowe ciosy oraz krzyki w stylu karate.

Sztab ludzi, od szeregowych milicjantów i esbeków po ministra spraw wewnętrznych zajmował się tuszowaniem zbrodni i rozmywaniem faktów po to, aby sprawcy uniknęli kary. Ogromna machina, sztaby kryzysowe, grupy terenowe, podsłuchy telefoniczne i domowe, inwigilacja i szantaże – a wszystko to po to, aby wytłumaczyć, zdawać by się mogło, w pewnej mierze przypadkową śmierć syna opozycyjnej poetki. Następnie – wyreżyserowany przez władzę proces, relacjonowany w odpowiedni sposób przez ówczesne media i wyrok uniewinniający od pobicia Przemyka dwóch milicjantów: Ireneusza K. i Arkadiusza D., skazujący zaś – sanitariuszy, którzy przywieźli chłopaka do szpitala. Po 1989 r. wyroki wobec głównych oskarżonych były wielokrotnie zmieniane i uchylane. Sprawcy – nie ponieśli odpowiedzialności, osobom winnym jedynie słabości charakteru, której wynikiem było składanie oczywiście fałszywych, ale zgodnych z oczekiwaniami resortu, zeznań – złamano życiorysy. Matka Grzegorza Przemyka zmarła kilka lat po śmierci syna, ojciec odszedł dwa miesiące po stwierdzeniu przez Trybunał Sprawiedliwości, iż postępowanie w sprawie było dotknięte przewlekłością. Ksiądz odprawiający mszę żałobną, podobnie jak Przemyk, został śmiertelną ofiarą systemu.

Co było dalej?

Łysiejący mężczyzna w średnim wieku, w kapoku ratunkowym, okularach słonecznych i czerwonym t-shircie płynie kajakiem. Ten sam człowiek, ale tym razem w czerwonym bezrękawniku, szarych spodniach i bluzie, w butach do kostki stoi w deszczowej aurze okolic jeziora Garda opiera o ziemię zielony parasol. W obu przypadkach uśmiecha się w sposób, który nie pozostawia wątpliwości, że to człowiek zadowolony z życia, spełniony, ciekawy świata i radosny. To Ireneusz K. który w maju 1983 r. na Placu Zamkowym zatrzymał pewnego maturzystę z warszawskiego liceum i zapakował go do milicyjnej nyski za to, że chłopak nie miał na nogach butów, a przy sobie – dokumentów. To także człowiek, który wymierzył chłopakowi pierwsze uderzenia białą pałką, pieszczotliwie nazywaną przez zomowców lolą, a następnie – na komisariacie MO przy ulicy Jezuickiej brał czynny udział w pobiciu zatrzymanego. Skąd wiemy, że Ireneusz K. ma się świetnie? Publicznie dostępny facebook’owy profil jego małżonki, daje nam odpowiedź zarówno na to pytanie podobnie jak i na pytanie jednego z komentatorów zdjęcia przedstawiającego zamyśloną kobietę w okularach – „No ciekawe o czym tak myślisz” [ikonka: uśmiech, uśmiech, róża, tulipan, słonecznik]. Riposta – „Myślę jak komuś )): wpier…..ic)” [ikonka: diabełek].

To tyle, jeśli chodzi o odpowiedź na pytanie o to, co może obywatel w konflikcie z państwem, w którym politycy mają wpływ na prokuraturę i sądy.

 

Felieton został opublikowany w dzienniku Rzeczpospolita – Rzecz o prawie w dniu 19 grudnia 2017 r.

komentarze