Prosty język, dr Aleksandra Łuczak - Pokój Adwokacki
snapchat
menu
Szukaj

Prosty język, dr Aleksandra Łuczak

Wiele mówi się ostatnio o prostej polszczyźnie, czyli języku zalecanym wszystkim autorom i instytucjom piszącym dla masowego odbiorcy. Od 2012 roku w Instytucie Filologii Polskiej na Uniwersytecie wrocławskim działa Pracownia Prostej Polszczyzny, która zajmuje się badaniem przystępności komunikacji publicznej oraz analizą tekstów tworzonych przez instytucje publiczne, firmy i korporacje.

W tym samym roku ruszyła kampania pod hasłem „Język urzędowy przyjazny obywatelom” będąca inicjatywą Rzecznika Praw Obywatelskich, Senatu RP, Wojewody Mazowieckiego, Szefa Służby Cywilnej, Rady Języka Polskiego, Narodowego Centrum Kultury i Fundacji Języka Polskiego. Celem kampanii jest przede wszystkim poprawienie świadomości językowej użytkowników polszczyzny urzędowej, zwiększenie komunikatywności języka w pismach i wypowiedziach o charakterze oficjalnym, tworzenie standardów poprawnej polszczyzny w języku rzędowym, doskonalenie kompetencji językowych urzędników i ich odpowiedzialności za skuteczną komunikację.

Prosta polszczyzna jest odpowiednikiem angielskiego pojęcia plain language, czyli prostego języka, którego celem jest wyeliminowanie zawiłych, długich i niejasnych konstrukcji językowych z tekstów naukowych, rządowych i korporacyjnych. O ile w Polsce zainteresowanie tym standardem jest dość nowym zjawiskiem, w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii problemami z przystępnością języka publicznego zajmowano się już od połowy XX wieku. Doprowadziło to podpisania ustawy o prostym języku 13 października 2010 roku w Stanach Zjednoczonych, natomiast w Wielkiej Brytanii aktualnie trwają prace nad podobnym aktem prawnym.

Historia miała wielki wpływ na rozwój i zmiany zachodzące w języku angielskim na przestrzeni wieków. Po najeździe Normanów i bitwie pod Hastings w 1066 roku, na ponad następnych 300 lat, język francuski stał się oficjalnym językiem używanym do sporządzania dokumentów prawnych w Wielkiej Brytanii mimo, iż ludność na co dzień posługiwała się językiem angielskim.

Przed tymi zdarzeniami oficjalne dokumenty sporządzano po łacinie, która posiadała status lingua franca tamtych czasów. Łacina pojawiła się w Wielkiej Brytanii wraz z inwazją Rzymian w 55 roku p.n.e. Jednakże jej szybki rozwój i wpływ na język urzędowy rozpoczął się wraz z rozprzestrzenianiem się chrześcijaństwa i przybyciem świętego Augustyna w 597 roku n.e. Pomiędzy V i XII wiekiem na terenach dzisiejszej Anglii posługiwano się językiem staroangielskim, na którego kształt miały wpływ inwazje Anglów, Sasów, Jutów oraz najazdy wikingów w VIII wieku.

Pierwsza reforma nastąpiła podczas wojny stuletniej, która przyczyniła się do wzmocnienia angielskiej świadomości narodowej i uniezależniła od wpływu Francji. Przejawem tego było wprowadzenie języka angielskiego do sądów na mocy Ustawy o procesach sądowych z 1362 roku, w którym można wyczytać postulat użycia języka angielskiego podczas procesów sądowych we wszystkich sądach. Na mocy tej ustawy w ciągu kolejnych dekad coraz więcej dokumentów powstawało w języku angielskim, a ustawy zaczęto sporządzać wyłącznie w języku ojczystym po roku 1489.

Współczesny angielski żargon prawniczy w swojej czystej formie wciąż ma wiele cech zaczerpniętych z języka francuskiego i łaciny i odzwierciedla podejście autorów tekstów, którzy nadal kultywują tradycję pisania w sposób zawiły, z użyciem wielu zbędnych słów, wierząc, ze im tekst jest dłuższy i mniej zrozumiały tym jego autor bardziej wykształcony i wyrafinowany. Kolejne pokolenia młodych prawników wychowanych na dokumentach prawniczych sporządzanych przez innych prawników kopiują ich przestarzały, rozwlekły styl, przeładowany za długimi zdaniami, złą interpunkcją, obcojęzyczną składnią, archaizmami, wyliczankami synonimów, stroną bierną i specjalistycznym słownictwem. Wszystko to powoduje, że teksty prawnicze są niezrozumiałe, mogą wywoływać nieporozumienia i jak w 1963 roku pisał Melinkoff są „rozwlekłe, niejasne, nadęte i nudne”.

Pierwsze głosy domagające się zmiany można odnaleźć w dokumentach z roku 1845, kiedy lord Broughman postulował reformę nie tylko w samych praw, ale również języka prawniczego.

Jak pierwszym orędownika prostego angielskiego często wymienia się Stuarta Chase’a, który w swojej książce The Power of Words wydanej w roku 1953 użył słowa „bełkot” (ang. gobbledygook – określającego gulgotanie indyka) na określenie języka używanego w tekstach prawniczych.

Słowo to ukuł już wcześniej w roku 1944 prawnik z Teksasu Maury Maverick z pogardą wyrażający się o języku używanym przez jego kolegów po fachu.

Ruch konsumencki powstały w II połowie XX wieku wytworzył potrzebę używania takiego języka prawnego i prawniczego, aby był on zrozumiały dla laików, klientów kancelarii prawniczych, zwykłych śmiertelników tzn., aby na przykład rozumieli oni umowy, które podpisują po pierwszym ich przeczytaniu. I taką właśnie definicję „prostego języka” najczęściej się podaje cytując Martina Cuttsa dyrektora Komisji Protego Języka (Plain Language Commission) działającej w Wielkiej Brytanii. W 1998 roku postulował on, że dokumenty napisane prostym językiem to takie, których znaczenie zgodne z intencją ich autora, osoba zmotywowana i chętna do współpracy powinna zrozumieć po pierwszym ich przeczytaniu.

Prosty angielski często jest i był krytykowany za promowanie nazbyt uproszczonego, pozbawionego precyzji języka odpowiedniego dla dzieci. Jednakże sposób doprecyzowania informacji w żargonie prawniczym (tzw. legalese) jest niestety często niezrozumiały dla przeciętnego odbiorcy.

Albert Einstein powiedział, że jeśli nie potrafisz wytłumaczyć czegoś w prosty sposób, to znaczy, że tak naprawdę tego nie rozumiesz. A zatem używanie prostego języka to sztuka, która adresowana jest do czytelnika. Badania (Cutts, 1993, 1998; Kimble, 1997) pokazują, że czytelnicy wolą czytać teksty napisane prostym językiem, gdyż łatwiej jest im je zrozumieć i szybciej wynajdują w nich potrzebne im informacje. A zatem rozsądnym jest postulowanie użycia prostego języka w tych obszarach prawa, których odbiorcą jest szerokie grono zwykłych obywateli, np. w prawie pracy, karnym, rodzinnym, spadkowych i ochrony konsumenta.

dr Aleksandra Łuczak

Zrzut ekranu 2015-06-17 o 17.12.31

komentarze