Prawo Agaty okiem adwokota, odcinek 5.

Ostatni zaprotokołowany, czyli 4. odcinek pierwszego sezonu Prawa Agaty był już tak dawno, że adwokota ogarnęła lekka nostalgia. Wracamy zatem do gry.

Agacie nawala samochód. Okoliczność ta, aby w toku postępowania mogła stanowić podstawę usprawiedliwienia nieobecności pełnomocnika lub obrońcy wymagałaby wiele zachodu. Odwołanie wszystkich zaplanowanych spotkań naszej bohaterki, spośród których pierwsze – w toku, wymaga zaś jedynie krótkiej dyspozycji telefonicznej. Agata, wyposażona w śrubokręt krzyżakowy do regulacji obrotów silnika, klientów zdaje się ważyć lekce. Równolegle, jej wspólniczka odkrywa tajniki jednoczesnego sprawowania opieki nad dwojgiem dzieci w zróżnicowanym wieku i konieczności wykonywania obowiązków zawodowych (wręcza klientowi w miejsce projektu ugody – pozew rozwodowy, a w tle jej syn dokonuje zamachu na życie i zdrowie pracownika administracyjnego, mieczem z drewna).

Klientką Agaty okazuje się być znana stołeczna restauratorka, która przychodzi ze sprawą z jeden-cztery-osiem. Agata, mająca jedynie doświadczenie w sprawach rodzinnych (jest świetna z procedury, jak wiemy, materialne też raczej mocno stoi, bowiem lata przepracowała w ubezpieczeniach) podejmuje się prowadzenia obrony, niewykluczone, że w myśl zasady, że skoro denat już jakiś jest, to nikt inny na skutek jej ewentualnych błędów nie umrze… oby. O sprawie tymczasem trąbią media.

Okazuje się, że prokuratorem w sprawie jest niejaka prokurator Okońska vel ostra zawodniczka i wszystko wskazuje na to, że mamy zwiastun noweli lipcowej ’15 już w pierwszym sezonie serialu! Prokurator, który popiera wniesiony przez siebie akt oskarżenia, po tym jak prowadził postępowanie przygotowawcze.? Szacunek. Tym bardziej, że informacja ta płynie od mecenasa Marka, który z ostrą zawodniczką stołuje się na randce (czerwona sukienka, wino i propozycja lokalu, to wedle tradycji randka, prawda?). Etyka po raz pierwszy, po raz drugi, sprzedana!

Agata osobiście składa na ręce pani prokurator wniosek o widzenie z podejrzaną (tfu, oskarżoną – ta wstrętna prawnicza nomenklatura). Oskarżyciel publiczny awizuje skazanie i najwyższy wymiar kary (w tym wypadku okazuje się nim być kara 25 lat pozbawienia wolności) – ale działanie w afekcie – nie ma dowodów – ale są poszlaki. No to jesteśmy w domu. Krótka piłka.

Pierwsza wizyta w areszcie. Śrubokręt w notesie nie pomaga w dostaniu się do środka. Spotkanie z oskarżoną, jak to zwykle bywa, ma miejsce w celi. Klientka nie jest rozmowna, nie poucza o przepisach procedury, nie przekazuje orzeczeń Sądu Najwyższego zapadłych na gruncie odmiennych stanów faktycznych, nie powołuje się na opinie prawne tymczasowo aresztowanych kolegów, nie wywodzi własnej niewinności. Chyba scenarzystów poniosło ;)

Wracamy zatem do źródeł – Agata idzie w miasto w poszukiwaniu świadków, a fabuła wchodzi w opcję „czas na dokument” – sąsiedzi nic nie widzieli, nic nie słyszeli. Nikt nie chce zeznawać w sprawie zabójstwa zasłużonego Policjanta. Nikt nie chce kłopotów.

Świadek (kolega denata), odpowiadając tymczasem na sali sądowej na pytanie prokuratora (stojącego rzecz jasna) wyklucza, aby oskarżona działała w afekcie (niewykluczone, że pełnił funkcję prześcieradła podczas zabójstwa, do którego doszło w łóżku…), na pytania obrońcy zaś (być może nieco sugerujące) wyjawia karalność dyscyplinarną zmarłego, uporczywe i z premedytacją upadki oskarżonej ze schodów oraz (najpewniej zadane przez nią samą) urazy. Jest też trochę o przemyśleniach własnych, broń Panie Boże, o faktach. Nie bójmy się stwierdzenia, że Agata jest ewidentnie pionierem obron karnych – jednym zdaniem potrafi zadać pytanie, odpowiedzieć na nie, wydać opinię w miejsce biegłego oraz ogłosić  orzeczenie.

Po przerwie Agata „powołuje na świadka” sąsiadkę oskarżonej. Ta pani wiele pamięta. Ale za mało, żeby odwrócić bieg sprawy. W przeciwieństwie do córki oskarżonej, którą okazuje się być zleceniodawca Agaty, znana restauratorka, która zmieniła nazwisko.

Mowę końcową obrońcy przerywa wtargnięcie na salę tejże córki oskarżonej. Agata wnosi o wznowienie przewodu sądowego i dopuszczenie dowodu z przesłuchania świadka. Zaczyna się przesłuchanie. Kończy się zaś w mig zasadność aktu oskarżenia – 2 lata pozbawienia wolności. I młoteczek.

Samochód wprawdzie nie odpala, a potencjalny ukochany odchodzi z inną, ale od czego adwokat nosi w notesie śrubokręt krzyżakowy?

“Coś mówi mi, że jeszcze wszystko będzie możliwe”….

logo-2

Share Post
Written by

Warszawski adwokat i Pokój Adwokacki w jednym.

No comments

Sorry, the comment form is closed at this time.