Jak każda kobieta mam więcej siły niż na to wyglądam, tekst o kobietach – adwokatach

Zrzut ekranu 2016-09-07 14.55.53

„Być kobietą, być kobietą – marzę ciągle będąc dzieckiem… Być kobietą, bo kobiety są występne i zdradzieckie… Być kobietą, być kobietą – oszukiwać, dręczyć, zdradzać, nawet gdyby komuś miało to przeszkadzać” – jak śpiewała niegdyś Alicja Majewska. Tymczasem w realiach kobiet wykonujących zawód adwokata tekst tej piosenki mógłby właściwie brzmieć: być kobietą, być kobietą – marzę ciągle będąc – z – dzieckiem… Adwokat to zawód wolny, a kobieta – adwokat to człowiek, który jedno wie na pewno – niczego nie można robić powoli i bodaj żadnej rzeczy pojedynczo.

Historia kilku kobiet, które są adwokatami, matkami, żonami, a niekiedy też działaczkami (nie tylko) samorządowymi pozwala mieć nadzieję, że wszystkie te role da się połączyć z sukcesem na każdym polu.

Zrzut ekranu 2016-09-07 14.50.00

Gdy większość jej rówieśniczek planowała, że zostanie stewardessą lub aktorką, Anisa marzyła o wykonywaniu zawodu adwokata. Na nic zdało się przekonanie nauczycieli, że ma talent matematyczny, że umysł – wybitnie ścisły oraz, że klasa o rozszerzonym programie matematycznym jest jej pisana. Anisa stawiała na historię i naukę tego, co mogło przydać się w jej przyszłym zawodzie, którego istotą miało być (i z pewnością jest) pomaganie ludziom.

– Nie muszę mówić, że droga do adwokatury w tamtych czasach nie była dla mnie prosta, bo jestem pierwszym prawnikiem i adwokatem w rodzinie. W życiu jednak należy wyznaczać sobie ambitne, czasem na pierwszy rzut oka nieosiągalne cele. Tym większa satysfakcja, jeśli nam się powiedzie.

Multisamorządowiec.

Pani mecenas ma niemało powodów do satysfakcji. Oprócz prowadzenia kancelarii, co – jak sama mówi – jest pracą niezwykle odpowiedzialną, ale i dającą dużą niezależność, Anisa jest bardzo aktywna na forum samorządu adwokackiego.

– Zaraz po tym jak zostałam adwokatem zaczęłam brać udział w pracach utworzonego wówczas Koła Młodych, które było swoistym przedszkolem pracy samorządowej nie tylko dla mnie, ale także dla wielu koleżanek i kolegów, dzisiaj piastujących różne funkcje w organach Adwokatury. Do dzisiaj pełniłam i pełnię różne funkcje w Okręgowej Radzie Adwokackiej w Warszawie i Naczelnej Radzie Adwokackiej. W tej kadencji jestem członkiem Naczelnej Rady Adwokackiej, chyba najmłodszym i pierwszą kobietą wybraną do tej funkcji z Izby Adwokackiej w Warszawie. Myślę, że jest to dowód na to, że Adwokatura się zmienia i kobiet w samorządzie będzie coraz więcej.

#adwokaturajesttakżekobietą

Bycie adwokatem i samorządowcem to jednak nie wszystko, bo #adwokaturajesttakżekobietą.

– Nic tak naprawdę nie może zastąpić szczęśliwego życia rodzinnego, a przede wszystkim posiadania dzieci. W 2010 roku urodziłam syna, który absolutnie jest moim oczkiem w głowie. Urodzenie synka i opieka nad nim w pierwszych latach to był dla mnie szczególnie trudny okres. Bardzo trudno prowadzić kancelarię i być na urlopie macierzyńskim. O urlopie wychowawczym nie mogłam nawet marzyć. Klienci – nawet ci bardzo wyrozumiali – nie mogli czekać ze swoimi sprawami aż po roku czy dwóch wrócę do kancelarii, dlatego już po 6 tygodniach od urodzenia synka wróciłam do praktyki, a w ciąży pracowałam praktycznie do samego porodu. Gdyby nie ogromne wsparcie moich rodziców nie mogłabym pracować i jednocześnie wychowywać syna. Dzisiaj mój synek ma 6 lat i sytuację uważam za opanowaną :).

Maciek, bo tak ma na imię syn Anisy, wie, że mama musi pracować, że każdy ma swoje zadania i kiedy on chodzi do przedszkola – mama chodzi do kancelarii.

– Mam nadzieję, że swoim postępowaniem daję mojemu synkowi dobry przykład i że teraz jak i w przyszłości będzie ze mnie dumny. Mam głębokie przekonanie, że wartością człowieka jest dobrze wykonana praca i pomoc, jaką niesie innym ludziom. W tym duchu chcę wychować mojego syna. Opieka to nie jedyny aspekt wychowania – musimy naszym dzieciom dawać dobry przykład, aby mogły się na nas wzorować.

Coś za coś

Pogodzenie wychowania dzieci z pracą zawodową i samorządową może wydawać się zadaniem nieskomplikowanym… ale jedynie dla kogoś, kto nigdy nie próbował połączyć tych ról. W rzeczywistości taki styl życia wymaga dużo wysiłku i zaangażowania, ale jest możliwy. Jednak, jak wszystko w życiu – ma swoją cenę. W przypadku Anisy jest nią to, że spędza z synkiem mniej czasu, niż by chciała.

– Często zdarza się, że wracam z pracy bardzo zmęczona, ale nigdy nie odmawiam mojemu synkowi swojej uwagi i staram się nawet w takich chwilach rozmawiać, bawić się i nim zajmować. Jestem przekonana, że nie ilość czasu spędzanego razem ma znaczenie, ale jego jakość. Nie jest to łatwe, kiedy jest się zmęczonym, ale daje ogromną satysfakcję. Pomimo efektywnie mniejszej ilości czasu jaki spędzam z moimi synkiem w porównaniu z mamami, które nie pracują mam pewność, że ma on poczucie jak bardzo go kocham i że jest najważniejszy w moimi życiu.

Jaka jest recepta pani mecenas na to, aby z powodzeniem realizować plany obejmujące rozmaite sfery życia?

– To kwestia bardzo dobrej organizacji i delegowania zadań. To trochę tak jak zarządzanie przedsiębiorstwem – trzeba zgromadzić zespół „współpracowników”, podzielić między nich zadania i wszystko można zrealizować. Jeśli wszystko się udaje i przynosi efekty – to daje ogromną satysfakcję. Mój synek jest bardzo grzecznym i zdolnym chłopcem, w działalności samorządowej udało mi się zrealizować klika projektów, z których jestem dumna, a kancelaria – chyba najbardziej przeze mnie zaniedbywana – i tak niesie pomoc potrzebującym, daje pracę pracownikom i przynosi dochód pozwalający na utrzymanie. Gdzieś w tym wszystkim muszę jednak bardzo uważać i znaleźć czas tylko dla siebie. W związku z wychowaniem synka, pracą i działalnością samorządową nie mam praktycznie czasu na spotkania ze znajomymi czy wyjścia na miasto.

Z drugiej jednak strony – czy aby miasto nie jest nieco przereklamowane?

Zrzut ekranu 2016-09-07 14.51.00

Znam pewną osobę, która jako dziecko bawiła się, że jest adwokatem i rozdaje innym swoje wizytówki. Nie. To nie byłam ja (i wedle wiedzy redakcji nie była to też Anisa Gnacikowska). Nie marzyłam o byciu adwokatem. Myślę, że mogłam nawet nie zdawać sobie sprawy z tego, że jest taki zawód. Zdecydowanie większą wiedzę ma na ten temat moja niespełna trzyletnia córka, która recytując wiersz Tuwima o Słoniu Trąbalskim ma ogromną radość, gdy dochodzi do fragmentu, w którym mowa o słoniu, który poszedł do adwokata.

Wystarczy ciężka praca

Jak Dorota została adwokatem? Jak sama twierdzi – nie było w tym żadnego przypadku.

–  W dzieciństwie uczono mnie, że sukces osiąga się tylko systematyczną i ciężką pracą. Już przed maturą było dla mnie oczywiste, że wybiorę prawo, a na studiach, że będzie to Adwokatura. Na trzecim roku trafiłam na staż do jednej z renomowanych warszawskich kancelarii adwokackich i wpadłam jak śliwka w kompot. Tam już zostałam i przepracowałam z tym zespołem prawie 10 lat. Do każdego nowego zadania podchodziłam bardzo ambitnie i z dużym zaangażowaniem, a ponieważ założeniem mojego patrona było przyjmowanie jedynie ciekawych spraw, zdobyłam bardzo szerokie doświadczenie nie ograniczając się do jednej czy dwóch dziedzin prawa.

Idę rodzić, zaraz wracam

Ciężka praca, długie godziny w biurze. A potem ciężka praca w domu – trochę jak w biurze. I tak na zmianę. Powrót do domu był w zasadzie zmianą miejsca pracy. Pierwsza ciąża niewiele w tym zakresie zmieniła – Dorota czuła się świetnie i pracowała do 9. miesiąca.

– Kiedy w jednej z prowadzonych przeze mnie spraw sędzia wyznaczyła termin kolejnej rozprawy blisko daty porodu wniosłam o jego zmianę, będąc święcie przekonana, że przecież zaledwie kilka tygodni później wrócę do aktywnej pracy i oczywiście na salę sądową.

Dzisiaj to wspomnienie wywołuje uśmiech na twarzy Doroty, bo zgodnie z jej chałupniczą teorią, w trakcie porodu u matki zachodzą w mózgu nieodwracalne procesy chemiczne i nic już później nie jest takie samo. Po zrealizowaniu „projektu – adwokat” przyszedł czas na „projekt – matka”. Założenia – równie ambitne, realizacja – z wielkim zaangażowaniem.

Przeczytałam wiele książek o macierzyństwie. Moje dziecko było książkowe. Książkowo się rozwijało, zasypiało, jadło. Doznałam prawie olśnienia, gdy zorientowałam się, że przy opiece nad tak małym dzieckiem i ogromnym zmęczeniu fizycznym, który jej towarzyszy, jestem w zasadzie zdrowsza psychicznie.

Plan powrotu do pracy – choć przytłaczał – został zrealizowany w terminie, czyli po sześciu miesiącach od narodzin pierwszej córki.

– Dylematy matki może zrozumieć chyba tylko inna matka, bo z jednej strony było mi bardzo ciężko zostawiać tak malutkie dziecko w domu z babcią, a z drugiej strony cieszyłam się na myśl o odzyskaniu choć części mojego wcześniejszego życia.

Wciąż aktualne pozostawało jednak pytanie: jak pogodzić macierzyństwo z aktywnością zawodową?

– Wiedziałam, że praca tak intensywna jak wcześniej wyklucza moją wizję macierzyństwa. Nie chciałam wracać do domu tylko po to, by dać córce buziaka na dobranoc, bo w zasadzie dalej powinnam czytać akta lub kończyć terminowe pismo.

Nie znając jeszcze odpowiedzi na to pytanie wróciła do kancelarii – na początek tylko na pół dnia.

– Ku własnemu zaskoczeniu i wszystkich wokół po miesiącu znów byłam w ciąży.

Tym razem czuła się trochę bardziej przemęczona, ale ponownie przepracowała ten czas prawie do porodu.

Urodziny w prokuraturze

Najgorsze wspomnienie?

– Pierwsze urodziny mojej córki, a ja cały dzień spędziłam w prokuraturze na przesłuchaniu klienta w sprawie o usiłowanie zabójstwa.

Po urodzeniu Zosi Dorota została w domu dłużej niż po urodzeniu Basi. Zwolniła tempo i doszła do wniosku, że na dłuższą metę nie sposób tak intensywnie pracować. Rozpoczęła indywidualną praktykę, sama ustala swój czas pracy i wyznacza zajęcia.

– Dzięki dobrej organizacji udaje mi się wygospodarować dni, które mogę spędzić tylko z dziećmi. Zaczęłam też realizować projekt warsztatów z edukacji prawnej dla młodzieży, który od dawna chodził mi po głowie. To, że nasze społeczeństwo ma niski poziom świadomości prawnej i że w zasadzie niewiele jest działań prowadzonych w tym zakresie nie było żadnym odkryciem. Dlatego poza głównymi obowiązkami opracowuję cykl warsztatów skierowanych do uczniów szkół jako kompilacje tematów, których znajomość ułatwi im start w życiu. Projekt nie jest skierowany do przyszłych prawników, ale właśnie do tych, którzy wybiorą inne kierunki studiów.

Dziś… Dorota jest w trzeciej ciąży.

– Ta myśl absolutnie mnie już nie przeraża. Elastyczność, którą daje mi prowadzenie indywidualnej praktyki zawodowej oraz ogromne wsparcie i pomoc, które otrzymuje od męża i mojej mamy daje mi siłę, by iść dalej. Bez pomocy najbliższych, a zwłaszcza mamy, nie byłoby to możliwe.

Piękny, być może sielankowy obrazek młodej kobiety, która wykonuje ambitną pracę, realizuje pasje wszystko to łącząc z udanym życiem rodzinnym? I tak i nie, bo nie sposób wygrać losu na loterii na każdym polu.

– Adwokatura nie dała mi bezpieczeństwa zatrudnienia ani stałej pensji. Dała mi jednak możliwość wykonywania wolnego zawodu, dzięki któremu czuję, że to ja mam kontrolę nad moim życiem.

Zrzut ekranu 2016-09-07 14.51.34

CV adw. Katarzyny Golusińskiej pęka w szwach. Jest absolwentką Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu na Wydziale Prawa i Administracji oraz VII Szkoły Międzynarodowego Prawa Humanitarnego Konfliktów Zbrojnych. Od 2002 roku wykłada w Wyższej Szkole Logistyki w Poznaniu. W 2003 roku w ramach Programu Narodów Zjednoczonych do spraw Rozwoju prowadziła szkolenia w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich w Kijowie. Na przełomie lat 2003-2004 byłą asystentem w Poznańskim Centrum Praw Człowieka – Instytucie Nauk Prawnych Polskiej Akademii Nauk.

Adwokatka pro bono

Adwokat Katarzyna Golusińska to autorka publikacji naukowych z zakresu prawa mniejszości seksualnych, ochrony prawa do prywatności, problematyki uchodźczej czy prawa medycznego. Egzamin adwokacki zdała w 2008 roku.

– Od tego czasu czynnie angażuję się w pomoc potrzebującym. Koordynuję programy pro bono w ramach Wielkopolskiej Izby Adwokackiej (m.in. Tydzień Pomocy Osobom Pokrzywdzonym Przestępstwem i Dni Bezpłatnych Porad Adwokackich).  Na stałe współpracuję z Polskim Towarzystwem Prawa Antydyskryminacyjnego.

W 2012 roku była nominowana do nagrody Kobieta Przedsiębiorcza Wielkopolski, a także otrzymała medal za działalność pro bono Zasłużony dla Wymiaru Sprawiedliwości. W 2013 roku uzyskała certyfikat mediatora w Centrum Mediacyjnym przy Naczelnej Radzie Adwokackiej.

– Od 2013 roku jestem Sekretarzem Okręgowej Rady Adwokackiej w Poznaniu, piszę doktorat. Angażuję się także w działalność społeczną – od 2013 roku jestem Zastępcą Przewodniczącego Rady Rodziców w szkole, gdzie uczęszcza mój starszy siedmioletni syn i Przewodniczącą Rady Rodziców w przedszkolu młodszego syna – pięciolatka.

Adwokatura, rodzina i pasje

Tradycje rodzinne z pewnością miały wpływ na wybór drogi życiowej pani mecenas.

– Mój tata przez wiele lat był sędzią karnym. Teraz jest Prezesem Sądu Dyscyplinarnego. Moja mama jest zaś lekarzem. Do trzeciej klasy liceum chciałam iść na medycynę, ale gdy dziś o tym myślę widzę, że pływ ojca był jednak silniejszy. Patrzyłam jak pracuje i fascynacja przerodziła się w sposób na życie.

Mecenas Golusińska ma co godzić.

– Łączę obowiązki zawodowe i zajęcia ze studentami z rolą matki i żony. Mój dom jest zawsze otwarty i nie znam nikogo, kto wyszedłby z niego głodny. Tego nauczyła mnie mama. Preferuję aktywny wypoczynek – narty, konie i nurkowanie. Moje pasje to gotowanie i taniec. Rozwój zawodowy, działalność przedsiębiorcza i naukowa, życie osobiste oraz hobby sprawiają, że mimo iż jestem cały czas „w biegu” czuje się kobietą, która nie zapomniała o swoich marzeniach – domu na plaży i własnej restauracji. Dziś nie mam jak tego wcisnąć w swój grafik, ale za kilka lat – kto wie? – mówi z uśmiechem.

Zrzut ekranu 2016-09-07 14.52.12

Adwokat, mama, żona, podróżująca po świecie i ćwicząca pilates

Jak sobie radzi z pogodzeniem pracy z byciem mamą, podróżami, ćwiczeniami, a dodatkowo wygospodarowaniem czasu na spotkania z przyjaciółmi czy zabiegi kosmetyczne?

– Odpowiedź nasuwa mi się tylko jedna – przecież ja właśnie w ogóle sobie z tym „godzeniem” nie radzę! Dość częstym uczuciem, które towarzyszy mi od paru lat w życiu prywatnym i zawodowym jest przekonanie, że ciągle brakuje mi czasu, aby zrobić coś od początku do końca, perfekcyjnie.

Codziennym towarzyszem zmagań Joanny jest poczucie winy – a to dlatego, że nie poświęca wystarczającej ilości czasu rodzinie i dzieciom albo, że nie zrobiła w kancelarii czegoś, co już dawno powinno być zrobione.

– Tymczasem lista spraw „do załatwienia” stale rośnie i nie wykreślam z niej poszczególnych pozycji w takim tempie jak zakładałam. Nie ukrywam, że bywa to frustrujące.

Gdzie szukać więc tego złotego środka, który dawałby poczucie, że jest się we właściwym miejscu i we właściwym czasie?

– Myślę, że pomimo wszystkich codziennych przeciwności mogę stwierdzić, że godzenie wielu ról w życiu jest jak najbardziej możliwe, jest to jednak długi proces i praca, którą trzeba wykonywać każdego dnia nad samą sobą, nie tylko w kontekście organizacji własnego czasu, ale również umiejętności odpuszczania i rezygnowania z tematów, które są już po prostu nie do przerobienia.

Inspirujące lata 90-te

Joanna zaczęła przygodę z Adwokaturą pod koniec lat 90-stych, jeszcze jako studentka, a później aplikantka w kancelarii „Smoktunowicz i Falandysz”.

– To były ciekawe czasy kwitnącej przedsiębiorczości, a udział w różnych dużych projektach dawał poczucie, że uczestniczy się w czymś naprawdę ważnym. Wtedy bez jakichkolwiek dylematów można było przychodzić do biura rano i wychodzić późnym wieczorem. Kiedy po 5 latach odchodziłam do innej kancelarii zakładanej przez moich kolegów, z którymi przez następne kilka lat pracowałam, obiecywaliśmy sobie, że „jak tylko rozwiniemy kancelarię” to będziemy pracować w piątki do 13.00, a w poniedziałki od 13.00. Nie była to jeszcze kwestia innych zobowiązań, a bardziej założenie, że będziemy mieli więcej czasu na życie towarzyskie.

Z tego co wiemy, nikt z tego grona nie zrealizował choćby połowy z wymienionych założeń. Joanna przez kolejne lata pracowała dużo i długo, a przy większych projektach zdarzało jej się wychodzić z kancelarii o 6.00 rano, jechać do domu, aby wziąć prysznic i wracać do biura.

– Odczułam wtedy również wagę terminów sądowych, których adwokat musi bezwzględnie dochować, co oznaczało niekiedy konieczność zdążenia na pocztę główną przed 24.00… W międzyczasie skończyła aplikację, rozpoczęła praktykę zawodową i… Okazało się, że poczucie odpowiedzialności za pisma i opinie, które podpisuje się samemu jest dosyć dużym obciążeniem psychicznym, które właściwie towarzyszy wykonywaniu tego zawodu już później przez cały czas.

Różnice

Czy praca adwokata – kobiety jest inna od pracy adwokata – mężczyzny?

– Moim zdaniem tak. W szczególności w odniesieniu do doradztwa w biznesie, który jeszcze do niedawna był naprawdę zdominowany przez mężczyzn. Nie miałam jeszcze dzieci i nie była to kwestia godzenia różnych obowiązków, ale raczej konieczności wypracowania sobie pozycji, w której zarówno klient, jak i jego ewentualny kontrahent traktują mnie na równi poważnie jak mężczyzn uczestniczących w projekcie. A nie było to niekiedy takie oczywiste, kiedy przychodziłam na spotkanie, w którym uczestniczyło 10 osób i ja byłam jedyną kobietą. Gdy przychodziłam w towarzystwie któregoś z moich kolegów z kancelarii, to zazwyczaj do niego zwracano się na początku z pytaniami. Muszę jednak przyznać, że nigdy nie miałam w tej sprawie poczucia krzywdy, czy potrzeby walki o szeroko rozumiane równouprawnienie; wręcz przeciwnie, trochę mnie to bawiło, a potem miałam poczucie dużej satysfakcji, jeśli po jakimś czasie ci wszyscy panowie orientowali się, że tak naprawdę to ja najwięcej wiem o projekcie i warto jest zwracać się do mnie bezpośrednio.

Czy założenie rodziny zmieniło tryb życia pani mecenas?

– To był moment zwrotny. Zwłaszcza urodzenie dzieci znacząco poprzesuwało moje życiowe priorytety. Pracowałam wówczas najpierw w indywidualnej kancelarii, następnie jako partner w spółce z adw. Ewą Kołtuniak – moją wieloletnią przyjaciółką jeszcze z czasów studiów, a później aplikacji. Nie ma wątpliwości, że jeśli pracuje się w tym zawodzie we własnej firmie i nie jest to duża kancelaria, zatrudniająca sporo osób mogących zastąpić nas przez parę miesięcy po urodzeniu dziecka, to może być naprawdę ciężko. W dodatku nie wszyscy klienci przyjmują taką sytuację życiową ze zrozumieniem. Osobiście zdarzyło mi się, że w momencie, gdy moja ciąża zaczęła być już widoczna podziękowano mi grzecznie za prowadzenie dużej sprawy i przekazano ją innemu prawnikowi. Nieoficjalnie dowiedziałam się, że klient obawiał się, że nie będę w stanie poświęcić mu wystarczającej ilości czasu…

Są jednak sprawy, które Joanna prowadzi już od kilku lat, w toku których urodziła dwójkę dzieci i nikt nie zarzucił jej żadnych zaniedbań.

– Praktycznie do 9. miesiąca w każdej ciąży chodziłam do sądu i uczestniczyłam w rozprawach. Bardzo dobrze się czułam i nie miałam żadnych przeciwskazań w tym zakresie, ale domyślam się, że nie wszystkie koleżanki – adwokaci mają tyle szczęścia. Wówczas zaczynają się schody i konieczne jest szukanie zastępstwa. Nie jest to łatwe, bo nadal bierze się odpowiedzialność za sprawy, w których jest się pełnomocnikiem, a trzeba to wszystko robić na własną rękę, bo samorząd dotychczas nie zapewniał w takim przypadku większej pomocy (ja musiałam nawet płacić składkę korporacyjną w pełnej wysokości, na szczęście kilka lat temu to się zmieniło).

Czas godzenia

Z chwilą urodzenia dzieci, w zawodowym i osobistym życiu Joanny rozpoczął się czas „godzenia”, czas różnego rodzaju poświęceń i nowej organizacji pracy.

– Pamiętam dobrze rozprawy, w których uczestniczyłam niedługo po urodzeniu dziecka. Moja mama spacerowała wokół sądu ze śpiącym w wózku synkiem, a 3 lata później z córką, tak żeby możliwe było nakarmienie ich zaraz po zakończeniu sprawy, albo w przerwie, o którą trzeba było prosić sąd. Tak samo bowiem jak nieubłagane są terminy sądowe, tak samo nie da się przesunąć terminów karmienia malucha. Wbrew pozorom, dla kobiet, które intensywnie pracowały do końca ciąży, zamknięcie się w domu z niemowlakiem jest nie lada wyzwaniem i bezwzględnie potrzebna jest jakakolwiek odskocznia. Poza tym ja bardzo lubię ten zawód, a adrenalina z sali sądowej czy z udziału w ważnym projekcie, jest mi na równi potrzebna do samorealizacji, jak spełnianie się w roli mamy i żony, więc mogę tylko być wdzięczna losowi, że nie musiałam rezygnować z żadnej z tych ról.

Co pomaga w godzeniu obowiązków na każdym z tych pól?

– Fakt wykonywania wolnego zawodu, który doceniam w ostatnich latach w szczególny sposób. Nawet bowiem gdy dzieci podrastają i idą do przedszkola czy do szkoły, nic już w kontekście czasu pracy nie pozostaje takie samo… Bo zarówno przedszkole, jak i szkoła pracują do określonej godziny, nie zawsze można skorzystać z pomocy dziadków czy opiekunki, a do tego dochodzą prośby w stylu „mamo, czy możecie mnie dziś odebrać wcześniej, bo ja nie chcę siedzieć w świetlicy…”.  Naprawdę szczerze podziwiam kobiety, które samotnie wychowują dzieci, bo w moim przypadku zupełnie nie wiem, jak by się to kręciło, gdyby nie wzajemna pomoc i podział obowiązków pomiędzy mnie i mojego męża. Jako radcy prawnemu nie muszę mu na szczęście tłumaczyć co oznacza konieczność dochowania terminu. Tak więc mój nieoceniony mąż już niejednokrotnie zawoził późną porą moją korespondencję na pocztę, w czasie kiedy ja usypiałam dzieci.

Zdaniem Joanny, gdy patrzy na wszystko z perspektywy czasu, sposób wykonywania zawodu sprzed kilku czy kilkunastu lat w porównaniu do aktualnego stanu rzeczy zmienił się diametralnie. Obecnie swój czas pracy dzieli na ten przed odebraniem dzieci z placówek i położenie ich spać i ten „po”, gdy późną porą ponownie siada przed komputerem.

– Na szczęście nigdy nie potrzebowałam wiele snu i jestem w stanie dość długo funkcjonować śpiąc po 4-5 godzin.

Szczęściara.

Na czym polega „godzenie zajęć”?

– Mówiąc o godzeniu różnych zajęć myślę głównie o łączeniu bycia mamą i adwokatem, ale przecież nie są to jedyne sprawy do pogodzenia na co dzień. W przypadku naszej rodziny dochodzi wielka pasja do podróży, co wbrew pozorom musi wpasować się w rytm i organizację całego roku. Bo jeśli chce się wyjechać w kolejną podróż po Azji (nasz ulubiony kierunek!), to wykonując takie zawody jak my urlop należy zaplanować z dużym wyprzedzeniem, poinformować sądy o niedostępności w określonym czasie, zapewnić na wszelki wypadek substytutów czy możliwość odebrania awizo z poczty. Dalekie podróże naszym zdaniem nie mają sensu na krócej niż 3-4 tygodnie, choć oczywiście jeśli się nie da to warto wyrwać się chociaż na tydzień! Znam wielu adwokatów, którzy uważają, że wyjazdy na dłużej niż dwa tygodnie nie wchodzą absolutnie w grę i że klienci tego nie zrozumieją.

Oczywiście, tak jak w przypadku wielu spraw, to kwestia wyborów.

– Z moich doświadczeń wynika, że jeśli zadba się o to, aby klient miał zapewnione podczas naszej nieobecności odpowiednie wsparcie, to klienci w większości jednak rozumieją i jak wraca się po kilku tygodniach do pracy to okazuje się, że świat się nie zawalił. W ten sposób przemierzyliśmy z mężem dużą część Azji południowo-wschodniej zwiedzając Malezję, Tajlandię, Indonezję, Sułtanat Brunei, Singapur, Sri Lankę, Wietnam, Kambodżę – na początku sami, ale od kilku lat skazane są na te podróże również nasze dzieci. W tym roku całą czwórką wybieramy się do Birmy. Niezbędna jest do tego jednak wcześniejsza dobra organizacja, a to może oznaczać pracę po nocach przez wiele tygodni przed wyjazdem.

Coś za coś.

Manicure jako warunek sine qua non szczęścia

Kiedy więc w takich okolicznościach znaleźć czas na jeszcze dodatkowe czynności?

– Do pełnego szczęścia potrzebny jest również czas na to, żeby pójść na manicure, pobiegać czy spotkać się z koleżankami. Ja dodatkowo dla własnego komfortu psychiczno – fizycznego staram się też chodzić dwa razy w tygodniu na pilates.

Oczywiście Joanna niejednokrotnie musi zrezygnować z którejś z zaplanowanych aktywności, bo konieczne jest zrobienie czegoś terminowego, bądź odezwie się klient w pilnej potrzebie, ale w przerwach pomiędzy stresem związanym z pędzącymi terminami ma poczucie dużej przestrzeni i wolności. Z pomocą przychodzi tu znowu fakt wykonywania wolnego zawodu, bo właściwie tylko od niej samej zależy, czy jeśli nie ma umówionego spotkania bądź wyznaczonej rozprawy to wykonuje pracę w biurze, czy w innym miejscu, gdzie może usiąść z komputerem.

– To ja mogę zdecydować, że jakieś pismo napiszę w nocy, bo w ciągu dnia spędzę czas z moją córką. Nie ma wątpliwości, że w takim wypadku dobry mąż, który bez problemu ogarnie sam dzieci, to podstawa, ale na to niestety nie zawsze mamy wielki wpływ. Ja mam to szczęście, że mój konkretny egzemplarz męża jest wielofunkcyjny, w dodatku potrafiący przekonać mnie, że pewne rzeczy po prostu trzeba odpuścić i skupić się na innych, ważniejszych.

Znowu – szczęściara.

Zrzut ekranu 2016-09-07 14.52.52

Sylwia Gregorczyk-Abram, adwokatka, mama 7 letniego Franka, który wymaga mnóstwo uwagi i zaangażowania.

– Mój syn w skali od 1 do 10 jest numerem 15.

Mężatka. Sama o sobie mówi, że średnio gotuje, nienawidzi prasować. Za to dużo rozmawia z mężem. Usiłuje prowadzić dom, nie zna się na sposobach usuwania plam, nie układa w szafie kolorami. Lubi przyjmować gości.

Wewnętrzny imperatyw pomagania innym.

– Od ponad 10 lat jestem związana z międzynarodową kancelarią prawną, od 5 lat wykonuję zawód adwokatki. Jestem członkinią zarządu Fundacji Prawo do Pomocy, która pomaga prawnikom w trudnych sytuacjach życiowych oraz członkinią zarządu Stowarzyszenia Prof. Zbigniewa Hołdy. Od niedawna jestem także koordynatorką do spraw kontaktów z organizacjami pozarządowymi w Okręgowej Radzie Adwokackiej w Warszawie.

Jak zatem utrzymać równowagę i robić tyle rzeczy jednocześnie? Po raz kolejny okazuje się, że podstawą jest dobra organizacja, ale też gotowość do wyrzeczeń.

– Choć osiągniecie w życiu równocześnie – kariery i szczęśliwej rodziny – jest w życiu kobiety niebywale trudne, to jest możliwe. Nie obywa się bez poświęceń. Żyję z telefonem w ręku. W samochodzie potrafię odbyć telekonferencję, zlecić przelew, wykupić wakacje, pocieszyć przyjaciółkę, nakarmić dziecko. Nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych. Czekając na rozprawę wysyłam e-maile, pracuję. W kolejce w sklepie układam plan na kolejny dzień (jeśli akurat nie stoję z naręczem siat i nie uspokajam znudzonego dziecka). Żadna minuta nie może się zmarnować. W pracy muszę być efektywna i skupiona, obowiązkowa. Inaczej cały plan się rozsypie. Muszę być punktualna, bo przecież czeka na mnie dziecko. Zorganizowana. Najczęściej się udaje. Około godziny 16.00 zaczynam etat numer dwa – jestem mamą. Mam ten niebywały luksus, że mój szef się na to godzi. Inne mamy nie mają tyle szczęścia. Nie ma nic za darmo – nieustannie pracuję wieczorami, gdy dziecko już zaśnie, a mąż wróci z pracy. Często do późnych godzin nocnych.

Samochód moim drugim domem.

Zrzut ekranu 2016-09-07 15.01.35Zrzut ekranu 2016-09-07 15.01.32

Sylwia z uśmiechem stwierdza, że ponoć zasadą numer jeden pracującej mamy jest to, że niezależnie od tego jak wcześnie wstanie to zawsze zabraknie jej 10 minut. A zasada numer dwa? Niezależnie jak późno założy ubranie do pracy to dziecko i tak zdąży je wybrudzić.

– Nie mogę zgodzić się z tym bardziej. Zawsze wożę ze sobą dodatkowe ubranie w samochodzie. Zresztą w samochodzie wożę wszystko. Każda matka dobrze wie, że trzeba być gotowym na absolutnie każdą okoliczność.

Sylwia nie stara się być doskonała. Pozwala sobie na małe potknięcia i nie przejmuje się, jeśli robi coś na skróty.

– Jak większość kobiet staram się być mistrzynią organizacji, logistyki i planowania. Nie zawsze wychodzi zgodnie z planem – kiedyś kupiłam kwiaty na Dzień Nauczyciela na cmentarzu bo był po drodze, a zwyczajnie zapomniałam zrobić tego wcześniej. Czy jestem przez to gorszą matką? Absolutnie nie.

Na przykładzie Anisy, Doroty, Katarzyny, Joanny i Sylwii widać, że tajemnica sukcesu bycia jednocześnie mamą, żoną, adwokatem i samorządowym działaczem tkwi w dobrej organizacji. Każda z nich jest odnosi sukcesy zawodowe i wychowuje dzieci. Żadna nie wyobraża sobie rezygnacji z którejkolwiek aktywności, bo choć czasem męczą, to nieodmiennie dają wiele satysfakcji. Przez lata nauczyły się dokonywać wyborów, bo wiedzą już, że nie da się wszystkiego robić na 100%, ale i tak można być dobrym we wszystkim.

Sylwia Gregorczyk – Abram: Społeczeństwo wymaga od kobiet bardzo dużo. Powinnyśmy być wykształcone, zadbane, robić kariery, być idealnymi matkami, które gotują wyłącznie eko i jedynie zdrowo. Powinnyśmy budować stabilne związki i dbać o ognisko domowe. Mamy uprawiać sport, udzielać się społecznie, być dynamiczne, kreatywne i spełnione. Nie jest łatwo sprostać tym oczekiwaniom. Znacznie łatwiej mi się żyje od kiedy zrozumiałam, że wcale nie muszę być taka. Że będąc nieperfekcyjna nadal mogę być kobietą sukcesu, dobrą matką i żoną. Że naczynia w zlewie i parówki na kolację to jeszcze nie koniec świata.

Anisa, Dorota, Joanna i Sylwia są aktywnymi członkiniami Koła Kobiet przy Okręgowej Radzie Adwokackiej w Warszawie.

 

tekst: adw. Joanna Parafianowicz, adw. Marta Seredyńska

Share Post
Written by

Warszawski adwokat i Pokój Adwokacki w jednym.

No comments

Sorry, the comment form is closed at this time.