Prawo wypadło z orbit, adw. Michał Stambulski - Pokój Adwokacki
snapchat
menu
Szukaj

Prawo wypadło z orbit, adw. Michał Stambulski

Czas populistów

 

Obserwowana od kilku tygodni batalia o Trybunał Konstytucyjny często opisywana jest w kategoriach „zamachu na demokrację”, „totalitaryzmu” czy “rewolucji”. Określenia te, być może retorycznie pociągające, nie trafiają w sedno obserwowanego konfliktu. Jeśli już teraz będziemy używać takich określeń to co nam później pozostanie? Coś jednak się rzeczywiście dzieje. Zwłaszcza z prawem. W bardzo krótkim czasie upadło kilka prawniczych dogmatów, wpajanych prawnikom w toku edukacji. Dowiedzieliśmy się między innymi, że można ułaskawić niewinnego czy kwestionować orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego. Prawo wypadło ze swojej dotychczasowej orbity[1].

 

W rzeczywistości oglądamy zderzenie dwóch wizji polityki. Jedną, dotychczas dominującą, możemy nazwać „liberalną”, drugą, wyłaniającą się na naszych oczach, „populistyczną”. Określenia te uwikłane są już w wartościowanie: liberalne–dobre, populistyczne–złe. Zdając sobie sprawę, że opis bez wartościowania jest niemożliwy, interesuje mnie jednak wydobycie odmiennych logik tych wizji niż obrona jednej przed drugą. Wizja liberalna opiera się na idei reprezentacji. Demokratyczne wybory służą jedynie wyborze polityków, którzy stanowią reprezentację ludu. Istniej więc przestrzeń pomiędzy politykiem a ludem, dzięki czemu polityk ma swoją podmiotowość i nie jest związany zmiennymi nakazami oraz emocjami ludu. Odwołanie do woli ludu następuje jedynie raz na kilka lat poprzez instytucję głosowania. W swojej codziennej działalności polityk ograniczony jest przez konstytucję, która także posiada legitymację demokratyczną. Została przecież przyjęta w odpowiedniej procedurze lub referendum. Tak to prawo jest przed polityką. Jeśli polityka to gra, to prawo stanowi jej reguły. Populizm pojawia się w momencie zakwestionowania reguł gry. Dlatego dla liberałów populista stanowi przykład „wioskowego głupka”, który nie jest w stanie opanować reguł gry i dlatego psuje wszystkim zabawę, zadając głupie pytania i podważając cała grę.

 

Populizm opiera się na idei ucieleśnienia. Polityk jest tożsamy z ludem, nie ma już rozdźwięku między nim a wyborcami. Skoro jest on emanacją ludu to nie ograniczają go prawa. Polityka ma pierwszeństwo przed prawem. Przyjęcie innego stanowiska ograniczałoby rolę suwerena-ludu a na to przecież populista nie może pozwolić. Podążając za tą logiką musimy dojść do wniosku, że niepotrzebna jest także instytucja wyborów. Skoro polityk-populista jest ucieleśnieniem ludu to jego poczynania są bezpośrednio poczynaniami ludu. Wybory są zagrożeniem, które może spowodować, że lud uda się zmanipulować i nie rozpozna on swojego interesu, a w konsekwencji nie wybierze danego polityka-populisty.

 

W przedstawionych logikach odmiennie przedstawia się także rola Trybunału Konstytucyjnego. W narracji liberalnej Trybunał ucieleśnia prawo, stojąc na jego straży. Stosując formalne rozumowania sędziowie wyciągają z konstytucji reguły działania. Formalizm metod prawniczych gwarantuje ich intersubiektywność, czyli to, że każdy rozsądny człowiek znając te metody podejmie taką samą decyzję. Dzięki temu TK jest sędzią w grze politycznej. Usunięcie sędziego niweczyłoby całą grę. W narracji populistycznej Trybunał reprezentuje interesy określonej grupy społecznej, która chce narzucić swoje partykularne interesy ludowi i tym samym ograniczyć jego suwerenność. Stosuje nie rozumowania formalne, tylko swoje decyzje podejmuje arbitralnie. Jednak woli ludu nic nie może powstrzymać.

 

Powinno być już jasne, że narracje liberalna i populistyczna są nie do pogodzenia. Tak oto niepowstrzymywalna siła napotyka nieporuszalny obiekt.

 

Puste krzesła

 

Chantal Mouffe, znana badaczka belgijska zajmująca się filozofią polityki, wskazała, że populizm wynika z wad liberalizmu i jest świadectwem jego niezdolności do włączenia określonych grup społecznych w swoje ramy. Część społeczeństwa czuje się odrzucona i nie szanowana przez tych, którzy rządzącą. Taka sytuacja stanowi pożywkę dla populizm, który obiecuje odrzuconej części uzyskanie pełnej, niesłusznie odebranej podmiotowości. Populizm daje odrzuconym poczucie bycia szanowanym i wysłuchiwanym.

 

Jednym z najważniejszych zadań teorii politycznych i prawnych najbliższych lat będzie zbadanie czy populizm zawiera w sobie wątki emancypacyjne czy też zawsze stanowi zagrożenie i powinien być z definicji odrzucany. Populizm ma bowiem częściowo rację kiedy wskazuje na polityczne uwikłania sądownictwa konstytucyjnego. Myli się jednak, kiedy utożsamia polityczność sądu konstytucyjnego z jego upartyjnieniem. Ma rację gdy wskazuje, że metody wykładni prawa nie są wcale formalne. Myli się jednak, gdy wyprowadza z tego wniosek, że są arbitralne. Populizm ma racje gdy przywraca podmiotowość obywatelom, którzy jej wcześniej nie mieli. Myli się jednak gdy chce ja jednocześnie odbierać innym. Chociaż dla liberałów populizm to szaleństwo, jest w nim pewna metoda.

 

Populizm odrzuca zawartą w liberalizmie pokusę elitaryzmu, której ulegają często liberalni prawnicy. Wiedza prawnicza jest dla nich racjonalna i oczywista. Jeśli ktoś jej nie rozumie i nie uznaje to jawi się jako nieodpowiedni partner do dyskusji. Nie ma jednak nic gorszego niż zarzucenie swojemu przeciwnikowi nieracjonalności. Tym samym odbiera się drugiej stronie prawo do mówienia z sensem i zwalnia siebie z obowiązku słuchania. Możemy w tym miejscu przywołać społeczne przesłuchanie kandydatów na sędziów TK w październiku tego roku. Na zorganizowane przez Helsińską Fundację Praw Człowieka spotkanie nie przyszedł żaden kandydat a jeden miał nawet powiedzieć, że nie ma obowiązku ujawniać swoich poglądów. Był to symboliczny moment, który, moim zdaniem, zaważył na późniejszym rozwoju wypadków. Skoro kandydaci na sędziów nie czują się w obowiązku do tłumaczenia otoczeniu społecznemu swojej roli to dlaczego dziwią się, że nie całe otoczenie społeczne rozumie na czym polega ich praca?

 

Czekając na Hamleta

 

Szekspir, który był genialnym myślicielem politycznym i prawnym, przedstawia w Hamlecie świat który „wypadł z orbit” (org. time is out of joint). Gwałtowna śmierć króla Hamleta powoduje przemodelowanie porządku społecznego i politycznego. Nowy kompromis w postaci małżeństwa Klaudiusza, brata króla, z Gertrudą, owdowiała królową, wprowadza nowy ład, który jest nie do pogodzenia z dotychczasowym Prawem, które zakazywało takich działań. Noszący to samo imię syn poprzedniego władcy nie akceptuje nowych reguł. Duch zmarłego ojca wzywa syna do działania. Okazuje się bowiem, że to Klaudiusz zabił poprzedniego władcę. Książę Hamlet ma więc dwa wyjścia: symboliczne Ojcobójstwo, poprzez niewykonanie polecenia Ojca i zaakceptowanie nowego porządku, albo realne Królobójstwo, poprzez zabicie Klaudiusza i przywrócenie poprzedniego, naturalnego porządku. Oznacza to jednak poświęcenie siebie – żaden poddany nie może podnieść ręki na króla. Nie mówiąc o tym, że do przeszłości nie można powrócić, tzn. nie można przywrócić do życia poprzedniego władcy. Jest to więc czas przejścia. Świat, który nie może działać w sposób dotychczasowy, a nie ma jeszcze nowych reguł gry, które po okrzepnięciu mogą stać się Prawem. Świat wypadł z orbit. Ostatecznie Hamlet zmuszony do działania ustanawia nowy porządek, w którym nie ma dla niego miejsca. Na tym polega jego tragedia.

 

Być może jesteśmy w podobnej sytuacji. Dotychczasowe sposoby działania wyczerpały się. Zwłaszcza w zakresie układania relacji pomiędzy światem prawa a światem polityki. Jednak nowe Prawo jeszcze nie powstało. Kto przywróci poprzedni porządek (czy jest to nadal możliwe?) albo ustali nowe reguły gry? Gdzie jest Hamlet?

 

[1] Przy czym nie jest to charakterystyczne jedynie dla naszego kraju. Kryzys w Unii Europejskiej związany z uchodźcami pokazał, że można zawieszać uprawnienia traktowane dotychczas w sposób niemal absolutny (prawo do swobodnego przemieszczania się).  Problem jest więc nie tylko krajowy.

 

Michal2

komentarze