snapchat
menu
Szukaj

Prawo Agaty okiem Adwokota, odcinek 2.

Slajd1

Przykry temat urzędówki wraca do Agaty, tym razem w przyjemniejszej odsłonie – Mecenas Dorota znajduje jej substytuta, który ponoć wprawdzie nie jest mistrzem świata, ale do sprawy rodzinnej – jak znalazł. Agata poznaje uroki podróży komunikacją miejską, wszak w pierwszej odsłonie serialu, zmuszona była wyzbyć się służbowego auta. Okazuje się, że problemem w tym zakresie jest ołówkowa spódnica z szarej wełenki – zbyt wąska, aby dość wysoko zadrzeć nogę… Skąd my to znamy?

Agata szuka pracy, lecz jak się okazuje, pępek Pani Ani, z pierwszego odcinka, ma moc, której nasza bohaterka nie doceniła – nikt jej nie chce. Agata zamawia zatem taksówkę… I dlatego jedzie pociągiem – logika prawnicza w najczystszej postaci. Na peronie spotyka koleżankę, goni mężczyznę w garniturze i przemierza stadion piłkarski, wszystko zaś – w szpilkach. Po rozmowie z tatą, którego nie odwiedzała od 2 lat, zuch dziewczyna bierze sprawy w swoje ręce – decyduje się na poprowadzenie sprawy z urzędu, sprawy rodzinnej pana Oskara, który bez zbędnej zwłoki odnotowuje, że rozprawa jutro, a on ma adwokata, który jeździ tramwajem. Cóż… Życie, panie, chciałoby się rzec.

Wprawdzie trudno ustalić, na jakiej zasadzie sprawa rodzinna powiązana jest z możliwością zapłacenia, w razie przegranej, milionowego odszkodowania, ale pozostaje zaufać Agacie. Ufamy więc.

Tymczasem, Agata trochę przygotowuje się do sprawy, trochę siedzi w lodówce, trochę tańczy (lub ćwiczy), trochę też śpi z kodeksem w ręku. Robi to jednak – przynajmniej nie przyodziana w togę, w przeciwieństwie do mecenasa Marka, który w stroju urzędowym, niczym w płaszczu, przechadza się korytarzami sądu. Okazuje się z resztą, że zmierza do tej samej sali. Agata, jak sama stwierdza żołnierskimi słowy, jest gotowa do walki. Tak gotowa, dodajmy, że zasiada przed Sądem bez togi, za co tenże grozi jej ukaraniem grzywną (auć!).

W czasie krótkiej przerwy i zarazem nieobecności naszej bohaterki, jej klient staje za barierką, a Agata kradnie męską togę, pozostawioną przez innego adwokata na korytarzu sądowym. Następnie, wprawdzie z wolnej stopy, tyłem do składu sędziowskiego oraz na stojąco, przystępuje do przesłuchania klienta. Zaczyna nie byle jak – od pytania o to, jak tenże dowiedział się, że jest synem swojego syna. Akcja rozwija się dalej – Sąd oddala. Co oddala? Prawdopodobnie wszystko, bo zarówno stanowisko przeciwniczki procesowej (która krzyczy – nieprawda!) oraz stanowisko jej pełnomocnika, który wskazuje, że klient Agaty przedstawia swoją wersję wydarzeń. Postępowanie dowodowe idzie jak burza – mecenas Marek składa do akt (rzecz jasna bez odpisu) prywatną opinię psychologa dziecięcego i wnosi o przesłuchanie strony. Chwila suspensu i wiemy już, że sprawa toczy się w przedmiocie zaprzeczenia ojcostwa dziecka. Agata tłumaczy spóźniony wniosek dowodowy własną niekompetencją i brakiem doświadczenia (czy leci z nami Rzecznik Dyscyplinarny?), czym przekonuje Sąd, który namawia ją następnie do złożenia bardziej przekonywującego dowodu w sprawie ojcostwa, niźli polisa na życie jej klienta, wykupiona przez matkę jego – ponoć – syna. Sąd odracza sprawę do godz. 9 następnego dnia i dopuszcza dowód z badań DNA.

Korzystając z chwili wolnego, Agata udaje się na poszukiwanie dowodów, podaje się za inną osobę, wyłudza informacje objęte tajemnicą medyczną, wręcza pielęgniarce bukiet kwiatów i zapowiada dalsze prezenty. Potem jest już z górki – odnajduje świadka, naświetla sprawę, odświeża pamięć i zachęca do zeznań. Przy okazji diagnozuje także celowe wprowadzenie Sądu w błąd przez mecenasa Marka (Panie Rzeczniku – hop hop!). No i rzecz jasna wygrywa sprawę, w ramach której (tu ukłon w stronę k.p.c.) rozpoznany zostanie wniosek o przyznanie Panu Oskarowi częściowej opieki nad małoletnim Adasiem.

Ot, zwykły dzień z życia adwokata…

c.d.n.

 

komentarze