snapchat
menu
Szukaj

Mowa końcowa adw. Andrzeja Grabińskiego w procesie zabójców ks. Jerzego Popiełuszki

Zrzut ekranu 2015-10-18 o 23.13.32

Powaga śmierci ciąży nad tą salą. Nie tylko powaga śmierci, ale i groza katuszy i męczarni, jakie zostały zadane człowiekowi. Z wielkim szacunkiem i powagą, i zrozumieniem należy podchodzić zarówno do tego, co już się stało, jak do tego, co ma się stać w wyroku i co się stanie po wyroku. Nie należy uciekać się więc do tanich efektów i wybiegów, nie należy przerzucać winy na Ofiarę i w ten sposób szydzić ze społeczeństwa.

 

Prześledźmy przebieg wydarzeń.

 

20 października całe społeczeństwo z zaskoczeniem i przerażeniem wysłuchało komunikatu telewizyjnego o porwaniu księdza Jerzego Popiełuszki. Przestano zajmować się innymi sprawami. Porwanie księdza Jerzego Popiełuszki było jedynym tematem zainteresowań i rozmów we wszystkich miejscach pracy i domach ludzi różnych stanów, poglądów, stanowisk. Narasta powaga, napięcie, oczekiwanie. Kościoły otwarte całą dobę zapełniły się modlącymi. Prasa, radio, telewizja podają aktualne wiadomości o tej sprawie. Znaczenie jest tak duże, że o wynikach śledztwa informuje społeczeństwo osobiście, tak wysoki dostojnik państwowy, jak Minister Spraw Wewnętrznych. Świadczy to o randze tej sprawy. Następują komunikaty o wykryciu i zatrzymaniu sprawców, odnalezieniu zwłok, przebiegu akcji. I potem przewóz zwłok do Warszawy. Na ulicach Białegostoku szpalery ludzi na klęczkach, na szosie na widok zbliżającego się konduktu zatrzymywały się wszystkie samochody, autobusy, a ludzie klęcząc, oddawali cześć Ofierze. Tak do samej Warszawy, do samego kościoła św. Stanisława.

 

Przychodzi sobota 3 listopada – dzień pogrzebu. Warszawa opustoszała. Widać było tylko szeregi i kolumny ludzi ciągnących w stronę Żoliborza, w stronę kościoła św. Stanisława, aby wziąć udział w pogrzebie księdza Popiełuszki. Nie wiem, ilu ich było. Według najskromniejszych obliczeń nie mniej niż 200 000, ale podobno wielokrotnie więcej, najbliższa prawdy wydaje się liczba 600 000 ludzi.

 

Dlaczego ci ludzie porzucili swe zajęcia, swe domy i od wczesnych godzin rannych gromadzili się pod gołym niebem, nie zważając na chłody jesienne? Czy dlatego, że zmarł człowiek? Wielu ludzi umiera codziennie. Czy dlatego, że śmierć Jego poprzedziło cierpienie? Ludzie umierają ciągle w wielkich cierpieniach. Wokół kościoła św. Stanisława w tym wielkim tłumie była cisza, były łzy w oczach, i to również w oczach silnych mężczyzn, było głębokie, modlitewne skupienie. Nie było krzyków, awantur, przepychań, a cały porządek potrafili utrzymać bez użycia jakiegokolwiek przymusu, bez użycia siły ci, których Pan Prokurator nazwał „bojówką” księdza Popiełuszki.

 

Od tego tłumu wiało potężną siłą, lecz nie groźbą. I tam z magnetofonów słyszano słowa Ewangelii i homilii księdza Jerzego. Ludzie słuchają i powtarzają razem: „Zło zwyciężaj dobrem”.

 

A potem Msza święta i homilia Księdza Prymasa, który mówił: „On – jak sam przypomniał – nie szukał względów dla siebie, nie chciał wiernych wiązać ze sobą, chciał im po prostu przybliżać piękno Boga. Prawda, że w dziedzinie społecznego stosowania prawd Bożych był zdecydowany i wymagający. Zarzucano mu ustawicznie zbytnie upolitycznienie głoszonej przez siebie nauki Kościoła… Doczeka się ona na pewno rzeczowego omówienia i wyjaśnienia, bo wiadomo, że miłość Ojczyzny, jako forma miłości bliźniego i życia nie dla siebie, nie może być tylko abstrakcją, ale znajduje formy społecznego zaangażowania. Ksiądz Popiełuszko kochał Ojczyznę wielką miłością”. I dalej mówił Ksiądz Prymas: „Niechby się wreszcie obudził tłumiony dziwnie instynkt samozachowawczy Narodu i niechby Polacy różnych kręgów społecznych nie musieli się spotykać nad trumną Kapłana-Męczennika, ale za stołem dialogu, ku uzgodnieniu dążeń, ku pokojowi. Od dawna Kościół tego pragnął, do tego zachęcał (…) Odpuszczamy naszym winowajcom. Odpuszczamy wszystkim winowajcom, którzy z przekonania lub na rozkaz zadali bliźnim krzywdy. Odpuszczamy zabójcom Księdza Popiełuszki. Nie mamy do nikogo nienawiści, a jedynie prosimy, aby Bóg przyjął niewinne ofiary przemocy, aby przyjął czystość naszego serca, ku takiej sprawiedliwości, która oczyści społeczeństwo z wszelkiego bezprawia w umiłowanej Ojczyźnie”.

 

Takie było tło tego, co się zdarzyło. Od tego tła, od osoby księdza Popiełuszki nie można się oderwać, bo tu na tej sali próbuje się oskarżać księdza Popiełuszkę, bo tu sadza się Go na ławie oskarżonych obok Jego oprawców. Robi się to bez określenia tego, co On zrobił, bez analizy i przytoczenia słów i nauk, które głosił, a w miejsce tego obrzuca się Go zniesławiającymi inwektywami, przed którymi nie może się bronić i które odbierają Mu cześć.

 

Tym ocenom przeczą te tłumy, które przyszły oddać Mu cześć i przyrzec wierność Jego naukom. Ten tłum to hutnicy Huty Warszawa, robotnicy Żerania, Ursusa i Woli, i Mokotowa, ale i Stoczni Gdańskiej, i wielkich zakładów przemysłowych Śląska. To lud pracujący Polski. Ten lud się nie myli. Ten lud ma prawo decydować o tym, co należy czcić i szanować w Polsce. Bo Polska jest Ludowa, a więc robotnicza. Ten lud jest klasą panującą i jego wola wiąże i zobowiązuje wszystkich. Dlatego nie wolno szkalować pamięci księdza Popiełuszki, dlatego nie należy nazywać Go „ekstremą” i traktować na równi z Jego zabójcami.

 

Być może, że są, i na pewno są ludzie, którym nauki księdza Popiełuszki się niepodobały, drażniły czy złościły. Lecz czy dlatego wolno obrzucać Go inwektywami? Mówił rzeczy niemiłe. A ilu księży przeszło do historii dlatego, że mówili rzeczy niemiłe. Ksiądz Skarga mówił rzeczy przykre dla panujących, a biskup krakowski św. Stanisław mówił to, co było bardzo niewygodne dla panujących, i dlatego też go zamordowano.

Trzeba wyraźnie powiedzieć: tym procesem, tą sprawą żyją i przeżywają to, co się dzieje – wszyscy Polacy. Bo ten proces może stać się punktem zwrotnym w historii społecznej naszego Narodu. Bo ten proces może zadecydować o tym, czy w stosunkach społecznych panować będzie przemoc i nienawiść, czy też – jak mówił Ksiądz Prymas – zasiądziemy do wspólnego stołu, do dialogu. Czy to będzie początek szukania właściwych dróg wyjścia?

Mówiąc o księdzu Popiełuszce, trzeba uświadomić sobie, jaka jest funkcja kapłana. Pismo Święte mówi: „Kapłan z ludu jest wzięty i dla ludu jest ustanowiony”. Tego przestrzegają polscy kapłani i to jest im wpojone w czasie ich kształcenia. Ksiądz Prymas Wyszyński w swoich Zapiskach więziennych wspomina słowa jego ojca duchownego z seminarium: „Przyjdą czasy, gdy będą wam gwoździe w tonsury wbijać”. A działo się to na terenie tamtejszej diecezji chełmińskiej, której większość kapłanów została wymordowana w czasie ostatniej wojny światowej. Lecz nikt nie odszedł od swego posłannictwa. Niech nikt nie liczy, że zdoła oderwać kapłanów od ludu lub lud od kapłanów. Ta więź jest nierozłączna. Taka jest rzeczywistość. I dobrze, że tak jest.

 

Próbowano, tu na tej sali, zniesławić pamięć księdza Popiełuszki. Może to być jeszcze zrozumiałe, gdy robił to Jego krzywdziciel, Jego zabójca. Jest to zjawisko znane w psychologii, że nie ma większej nienawiści niż nienawiść oprawcy do niewinnej ofiary. W ten sposób usiłuje się wytłumaczyć, uzasadnić swe czyny. Czy rzeczywiście Piotrowski naprawdę nienawidził księdza Popiełuszkę?

 

Sięgnijmy do materiału dowodowego. Piotrowski powiedział początkowo, że jego stosunek do księdza Popiełuszki był chłodno-obojętny. Po czym, po przerwie, raptowny i dobrze podany wybuch nienawiści i przypisanie Księdzu wszelkich błędów i wad. Jaki był prawdziwy stosunek Piotrowskiego do ks. Popiełuszki?

 

Spróbujmy przeanalizować to, co mówi nam Piotrowski, ponieważ Chmielewski ani Pękala, ani oskarżony Pietruszka nie mówią nic o tym, żeby byli na tyle osobiście zaangażowani przeciwko ks. Popiełuszce, żeby mogli dopuścić się czynów bezprawnych.

 

 

Piotrowski mówił w ten sposób: denerwowało go i złościło, że ma stracone niedziele, popołudnia, że nie ma wolnego czasu i do tego zarzuty przełożonych, a więc: pozbawienie komfortu życia. Nie treść kazań księdza Popiełuszki jest podstawą stosunku emocjonalnego.

 

Potem następuje to, co Piotrowski nazywa „akcją”. Czy ta akcja następuje z własnej inicjatywy, czy jest to wybuch gniewu lub oburzenia? Nie. Najpierw są rozmowy uzgadniające, potem jest zmontowanie grupy ludzi, którym mówi się: „niebezpieczna akcja”; ludzi, którzy nie wiedzą, po co i dlaczego mają kogoś zniszczyć. Potem jest uzgodnienie poczynań ze zwierzchnikami. Przypomnijmy sobie te relacje: jest zgoda na uprowadzenie, nie ma zgody na śmierć; tu jeszcze się wstrzymamy: to są te telefony do dyrektora Pietruszki, potem jest wyjście Piotrowskiego do Pietruszki. W końcu jest zgoda na śmierć.

 

To brzmi strasznie, ale czy to jest działanie w jakiejś złości, działanie z wyższych pobudek, ta chęć spełnienia tego, o czym sam Piotrowski mówił: to nie było polecenie, to było zadanie. Więc działanie „na ochotnika”. Co się dzieje, jeżeli ktoś dobrowolnie podejmuje się wykonania trudnego zadania zleconego przez zwierzchnika? Czy odbywa się bez korzyści dla wykonującego? W gruncie rzeczy kryje się za tym motywacja osobistej korzyści. Nie wiem jakiej: awansu, nagrody, dobrej opinii? To wszystko jest osobistą korzyścią. I ta osobista korzyść tkwiła u podstaw tego działania oskarżonych.

 

Było to więc działanie z premedytacją, z zimnym wyrachowaniem, w przekonaniu braku osobistego ryzyka, dla odniesienia korzyści osobistych i materialnych.

 

A jakie jest stanowisko Chmielewskiego i Pękali? Ten nieszczęsny Pękala, naprawdę nieszczęsny; bo mnie wszystkich oskarżonych jest w gruncie żal. Są to ludzie nieszczęśliwi. Ich nieszczęście jest tym większe, że ze względu na ich światopogląd zawalił się ich cały świat. Ludzie wierzący mają zawsze jeszcze ostoję w swojej wierze, zawsze mają nadzieję. A oni ze względu na swój światopogląd nie mają nic.

 

Co mówił ten nieszczęsny Pękala? Zastanowiłem się, ale tę propozycję Piotrowskiego uznałem za szansę. Czy Chmielewski mówił cokolwiek innego? Mówił o osobistym zaangażowaniu w pracy, mówił o zaufaniu do przełożonego, o chęci wykonania jego poleceń.

Na tej sali z ust świadków i niektórych oskarżonych padało słowo „prowokacja”. Tak, to była wielka, zamierzona prowokacja, a dla wielkiej prowokacji wybiera się wielką ofiarę, której śmierć wywoła największy oddźwięk. Czy wobec tego jest rzeczą obojętną, czy byłby to ksiądz Popiełuszko, ksiądz Małkowski, czy inny ksiądz? Ofiara zostaje wybrana z zimną krwią.

 

 

Również przerażająca jak działanie jest postawa, poglądy oskarżonych. Chmielewski wie, że uprowadzenie jest przestępstwem, i tłumaczy się, mówiąc: „Myślałem, że jest akceptacja przełożonych”. A więc w jego świadomości o wyborze działania decyduje nie prawo, lecz wola przełożonych. Piotrowski nie przyznaje się do zarzutu pozbawienia wolności Chrostowskiego, bo Chrostowski po krótkim czasie uciekł. A więc Piotrowski tego czynu nie dokonał. Jak długo więc ma trwać pozbawienie wolności, aby liczyło się za przestępstwo?

 

Na pytanie, czy krępowanie, kneblowanie, straszenie bronią jest szczególnym udręczeniem, oskarżony odpowiada z całym spokojem, że zna większe udręczenia! Oskarżeni z całym spokojem jako metodę swoich działań przedstawiają: zastraszenie, szantaż, wymuszanie zeznań, przymus fizyczny. Przecież to wszystko są przestępstwa! Oskarżeni mają prawo za nic!

 

Jestem tu jednym z najstarszych uczestników procesu i pamiętam, jak w okresie mej młodości, po ostatniej wojnie światowej dyskutowano: czy moral insanity może znieść lub ograniczyć odpowiedzialność karną sprawcy? Nie przyjęto tego ograniczenia. Ta sprawa dotyczyła oficerów powołanych do strzeżenia prawa; jest sprawą z pogranicza moral insanity.

 

Prokurator mówił, że jednym z elementów leżących u podstaw działania oskarżonych jest pycha. Tak, mamy tu do czynienia z pychą, która wynosi się ponad całe społeczeństwo, która od wieków grozi ludziom. To w takiej sytuacji Cycero mówił: „Jak długo twoja złość, Katylino, będzie z nas szydzić? Za nic masz przestrach obywateli, za nic wzburzenie ojczyzny”. Pamiętamy z historii o okresach terroru. Wiemy, że w niektórych krajach funkcjonariusze policji, wynosząc się ponad prawo i rządy, organizują szwadrony śmierci. Na tej sali zaprezentowano teoretyczne uzasadnienie powstania i u nas szwadronów śmierci: że prawo jest bezsilne.

 

Powiało grozą. Byliśmy wszyscy, całe społeczeństwo, na progu wielkiego niebezpieczeństwa. To trzeba uwzględnić przy omówieniu czynów oskarżonych.

 

I jeszcze jeden element sprawy. Jest pewien dowód, który został zupełnie pominięty. Ten dowód to ekspertyza orzełka znalezionego przy samochodzie „Golf”. Ten orzełek nie odpadł z czapki. Ten orzełek został zerwany i spadł z czapki. To wynika z opinii Zakładu Kryminalistyki Komendy Głównej MO.

 

Ten orzełek był częścią prowokacji. Pamiętamy, co było mówione na tej sali. Mieliśmy udawać, że boimy się milicji. Czyli wobec tego było to stworzenie fikcyjnego stanu społecznego? Po co się tworzy fikcyjny stan społeczny? Po to, żeby wymusić chwilowe działania. Po co się chciało wymusić te działania? Czy po to, żeby w kraju był pokój i spokój, żeby ułatwić dialog? Czy też po to, aby wykazać, że jakikolwiek dialog jest niemożliwy?

 

Nie wiem w czyim interesie to było robione i dla kogo. Wiem, że byliśmy o włos od wielkiego zagrożenia, a to niebezpieczeństwo było niebezpieczeństwem strasznym.

 

Na te okoliczności nie można zamykać oczu. A my, oskarżyciele posiłkowi, mieliśmy prawo i obowiązek to powiedzieć.

 

[foto: AAF PAP, tekst opublikowany w: Palestra 11/12, 2008, za: Słowa oskarżenia i obrony w procesie w sprawie o uprowadzenie i zabójstwo księdza Jerzego Popiełuszki, (…), oprac. Jacek Ambroziak, Toruń 1985. (Drugi obieg) Teksty nieautoryzowane.]

komentarze