snapchat
menu
Szukaj

Inteligencja contra rewolucjoniści? To już było, adw. Andrzej Nogal

Obecnie wielu dziennikarzy i zaangażowanych społecznie członków polskiej klasy średniej ekscytuje się oporem społeczeństwa obywatelskiego w starciu z nowym rządem, który nie chce dopasować się do liberalnych reguł. Nic nowego. Niemal sto lat temu, zaraz po tzw. rewolucji październikowej miał miejsce bardzo interesujący, acz mało znany epizod starcia społeczeństwa obywatelskiego, ściślej mówiąc rosyjskiej inteligencji z bolszewikami, którzy w drodze zamachu stanu przejęli władzę w Rosji. Bierny opór obywatelski został stłumiony, a Rosja od 70 lat, a może i dłużej rządzona jest przez bolszewików i ich duchowych spadkobierców. Społeczeństwo rosyjskie zaś milczało, kupione dekretami o ziemi i pokoju.

 

Po rewolucji lutowej w Rosji w 1917r. nastąpił wyraźny rozkwit życia politycznego, a w szczególności wysyp najprzeróżniejszych partii lewicowych, które zdominowały rosyjską scenę polityczną. Rząd Tymczasowy wprowadził szereg liberalnych reform: zniesiono karę śmierci, cenzurę, rozwiązano policję polityczną. Jednak władzę w Rosji przechwyciła wtedy nie lewica, a politycy związani z liberałami. Bez szerszego zaplecza społecznego. Dość powiedzieć, że jedyna licząca się partia prawicowa, liberalni Konstytucyjni Demokraci cieszyli się poparciem tylko 5% społeczeństwa. Tymczasem w miastach i w armii ogromne wpływy posiadali bolszewicy, a na wsi socjaliści-rewolucjoniści. Nic więc dziwnego, że w obawie przed wyborczą klęską Rząd Tymczasowy nie chciał słyszeć o wyborach. Wykorzystali to bolszewicy, którzy pod hasłami zwołania Konstytuanty dokonali 25 października (starego stylu) 1917r. zbrojnego przewrotu wojskowego i przejęli władzę w Rosji. Przewrót odbył się w zasadzie bezkrwawo, zwykle ograniczył się do wymiany dotychczasowych posterunków na bolszewickie przed urzędami i kluczowymi obiektami ówczesnej infrastruktury informacyjnej: pocztą, dworcami kolejowymi i telegrafem. Życie ogółu ludności toczyło się jakby obok, nadal normalnie. Działały restauracje, kina, teatry i odbywały się występy baletowe. Sztab generalny zajęto w taki oto sposób „Weszli i usiedli, natomiast ci, co którzy siedzieli, wstali i wyszli: w taki sposób zdobyto siedzibę sztabu”.

 

Lewicowa większość społeczeństwa przyjęła przewrót bez emocji. Do werbalnych protestów ograniczyli się nawet dotychczasowi sojusznicy Rządu Tymczasowego, uważając, że nie pora na gwałtowniejsze protesty. Zaprotestowali natomiast ci, po których nikt by się tego nie spodziewał. Oto urzędnicy urzędów centralnych postanowili masowo i solidarnie zbojkotować nową władzę, istny strajk generalny urzędników. Już cztery dni po przewrocie Związek Związków Pracowników Państwowych wezwała swoich członków do porzucenia pracy. Apelu powszechnie usłuchano. Wkrótce ustała wszelka praca w piotrogrodzkich ministerstwach. Od kancelistów i maszynistek do dyrektorów wszyscy bojkotowali bolszewickich komisarzy. Strajk objął też instytucje nierządowie w tym banki, poczty i telegrafy, a nawet strajkowali aptekarze, nauczyciele i pracownicy żeglugi.

 

Bolszewikom szczególnie przeszkadzał strajk pracowników instytucji finansowych. Ban Państwowy odmówił honorowania czeków wystawionych przez nową władzę i wypłaty jej gotówki. W tej sytuacji już po 5 dniach bolszewicy wydali dekret grożący więzieniem za zamykanie banków. Grożono dyrektorom banków aresztami. Mimo to nadal banki nie chciały przyjmować bolszewickich czeków. Bolszewicy rozpaczliwie potrzebując pieniędzy postanowili uciec się do drastyczniejszych metod. 7 listopada przysłali do Banku Państwowego oddział żołnierzy, pod komendą bolszewickiego wiceministra finansów. Bankowcom zagrożono wcieleniem do wojska jeżeli natychmiast nie wydadzą pieniędzy. Nic to nie dało. Tydzień później znowu wrócili, pochwycili kilku urzędników i pod groźbą karabinów zmuszono ich do otwarcia skarbca i wydania 5 mln rubli, które triumfalnie zaniesiono natychmiast do Lenina. Bolszewicy mieli pieniądze, ale pomimo aresztowań niektórych bankowców, reszta wciąż strajkowała. W tej sytuacji Lenin postanowił sięgnąć po drastyczniejsze metody i w grudnia 1917r. stworzył w celu złamania oporu bankowców osławioną Czeka, czyli policję polityczną. Strajk pracowników urzędów państwowych stopniowo łamano, tak aresztowaniami, jak i wyrzucaniem z pracy i instalowaniem własnych ludzi w miejsce strajkujących urzędników. Albo też awansując w miejsce strajkujących niskich urzędników, znęconych szybkim awansem. Opór urzędników złamano jednak definitywnie dopiero w styczniu 1918r., gdy bolszewicy rozpędzili Konstytuantę i jasnym już było dla wszystkich, że bolszewicy władzy dobrowolnie nie oddadzą.

 

My współcześni z jednej strony podziwiać musimy upór i determinację rosyjskich urzędników w obronie wartości liberalnych, które kazały im strajkować przez 3 miesiące. Z drugiej strony nie możemy nie dostrzec, że poświęcenie urzędników nic nie dało, ani Rosji, ani im samym. Nie poruszyły też społeczeństwa rosyjskiego, kupionego bolszewickimi dekretami o pokoju i ziemi. Urzędnicy strajkowali więc w osamotnieniu, bo nie było innych sił politycznych, czy społecznych w Rosji, które by ich poparły. Strajk ich pozostał tylko pewnym gestem, przypisem w historii, która zawsze pisana jest przez zwycięzców. Nawet i obecnie w Rosji większość społeczeństwa identyfikuje się bolszewikami, a nie strajkującymi urzędnikami. Z punktu widzenia zaś zwycięzców strajkujący urzędnik to figura żałosna i wręcz komiczna. Nierób, który ogłasza, że nie będzie pracować!

 

Adwokat Andrzej Nogal

1568402-andrzej-nogal-adwokat

komentarze