Licytuj, apl. adw. Jakub Zabraniak

Przeddzień terminu na składanie ostatecznych deklaracji maturalnych jest jednym z najważniejszych dni w życiu młodego człowieka. Powierzamy w ręce osiemnastolatka decyzję o tym, z jakimi przedmiotami zmierzy się na egzaminie dojrzałości, co w wielu przypadkach przekłada się na wybór konkretnych studiów i zawodu na resztę życia. Nic zatem dziwnego, że decyzja ta jest poprzedzona rozważaniami o zaletach i wadach różnych ścieżek kariery. Podejrzewam, że nie tylko mnie wspomnienie tego dnia przywołuje na myśl Konkurs Piękności Zawodów, w którym każdym z kandydatów jest ta sama osoba – licealista, który decyduje o swojej zawodowej przyszłości, tyle że prezentujący się w różnych rolach.

I tak, kandydat numer 1 zwraca uwagę tuzinem rulonów niesionych pod ręką i lekko pochyloną sylwetką od godzin spędzonych na sporządzaniu wyrafinowanych szkiców. To pewnie architekt.  Kandydat numer 2 jest z całą pewnością zawodowym prawnikiem – elegancka toga i pewny krok wykluczają wątpliwości. Bystry obserwator zauważy i doceni dbałość o szczegóły – zgadza się długość sukni i liczba wszytych kontrafałd. Ogólną ocenę obniża jedynie kolor żabotu. A kandydat numer 3? Lekarski kitel w wyjątkowy sposób symbolizuje szlachetność zawodu polegającego na ratowaniu ludzkiego życia. Przy okazji, biały podkreśla kolor zmęczonych oczu.

Mam szczęście powiedzieć, że ostatecznie nie żałuję swojego wyboru. To jednak nie wyklucza refleksji, że moja ówczesna decyzja nie była o wiele bardziej racjonalna niż ta podejmowana w wieku kilku lat, czy lepiej zostać policjantem, czy może jednak złodziejem, mimo oczywistej różnicy konsekwencji tych decyzji. Tym, co chyba tak bardzo paraliżuje młodego człowieka u progu życiowej decyzji jest różnorodność wyboru i właśnie związane z nią konsekwencje. Przecież skoro w ciągu jednego dnia okazywało się, że (hipotetycznie) mógłbym zostać każdym, to aż strach pomyśleć co by się stało, jeżeli po pięciu latach studiów nie zostałbym kimkolwiek istotnym. Zwłaszcza co powiedziałby ten jeden kolega z liceum. Albo, co gorsza, ten drugi.

Uważam, że taka pułapka zobojętnienia i braku satysfakcji z wykonywanego zawodu czyha na każdego absolwenta otumanionego faktem, że rynek pracy wcale nie czekał przez cały ten czas z niecierpliwością na narybek. Sprawdzonym rozwiązaniem wydaje się być zwrócenie się o pomoc i inspirację do osób doświadczonych w wykonywaniu zawodu, które przebrnęły już przez etap oszołomienia. W końcu większość życia uczymy się przez naśladowanie i dla celów właśnie naukowych musimy zadać te kilka głupich pytań z nadzieją na usłyszenie wyświechtanego, ale krzepiącego “nie ma głupich pytań, są tylko głupie odpowiedzi”.

Wybór rozwiązania jest jednak jedynie częścią sukcesu. Syzyfową pracą jest bowiem znalezienie fachowca gotowego podzielić się z adeptem swoim czasem i doświadczeniem, a więc dwoma najbardziej wartościowymi zasobami w przypadku prawników. Jeszcze rzadziej udaje się trafić na osobę, która dzieli nasze przekonanie o pobudkach dla których warto wykonywać zawód, co wydaję mi się kluczowe dla utrzymania przy życiu motywacji do jego wykonywania. Listę życzeń wieńczy możliwość nauki o rzeczach około zawodowych, a więc pewnych zwyczajach środowiska oraz sposobach na wykorzystywanie swojej profesjonalnej wiedzy do realizacji innych celów niż te związane z codziennym wykonywaniem zawodu.

Dużo tego, prawda? Jeżeli zatem okazja do współpracy właśnie z taką osobą pojawia się sama i na wyciągnięcie ręki, a dokładniej pojedynczego kliknięcia przycisku “Licytuj”, to nie wypada zastanawiać się zbyt długo, tylko należy pomóc swojemu szczęściu. A jeżeli pomagając swojemu szczęściu możemy jednocześnie pomóc innym? To podwójne zwycięstwo i ja nie miałem wątpliwości jaką decyzję podjąć. Siema!

 

apl. adw. Jakub Zabraniak

 

 

 

 

Udostępnij wpis
Brak komentarzy

ZOSTAW KOMENTARZ