Każda kolejna głośna sprawa dotycząca adwokata uruchamia dziś ten sam mechanizm: część środowiska woli milczeć, część oczekuje natychmiastowego odcięcia się od oskarżonego, a debata publiczna coraz szybciej zamienia się w medialny spektakl.Udawanie, że głośnych spraw dotyczących adwokatów nie ma, byłoby przejawem krótkowzroczności. Z drugiej strony równie niebezpieczne jest uleganie logice medialnego spektaklu, w którym sam fakt postawienia zarzutów zaczyna funkcjonować jak społeczny wyrok. Pomiędzy tymi skrajnościami coraz trudniej zachować język odpowiedzialny, proporcjonalny i uczciwy.
W ostatnich latach Adwokatura podejmowała liczne działania mające przybliżyć obywatelom rolę adwokata i odbudowywać społeczne zaufanie do zawodu — od akcji edukacyjnych po kampanie wizerunkowe kierowane do opinii publicznej. Problem polega jednak na tym, że reputacja zawodów zaufania publicznego buduje się znacznie wolniej, niż się ją traci. W praktyce pojedyncza głośna sprawa potrafi skutecznie przykryć lata pracy wykonywanej przez tysiące adwokatów poza światłem kamer.
Kolejne medialne doniesienia — od spraw zakończonych prawomocnymi wyrokami po postępowania znajdujące się dopiero na etapie zarzutów lub publicznych oskarżeń — wywołują emocje nie tylko dlatego, że dotyczą konkretnych osób. Problem polega na tym, że zawód adwokata opiera się na szczególnym rodzaju społecznego zaufania, które raz naruszone, odbudowuje się bardzo długo.
Nie oznacza to jednak, że środowisko ponosi zbiorową odpowiedzialność za czyny jednostek. Odpowiedzialność karna jest indywidualna i taka musi pozostać.
Jednocześnie trudno ignorować fakt, że reputacja zawodów zaufania publicznego ma charakter wspólny. Obywatele nie oceniają przecież abstrakcyjnych struktur samorządowych, lecz ludzi wykonujących zawód. Każda głośna sprawa staje się więc testem nie tylko dla osoby, której dotyczy, ale również dla standardów obowiązujących całe środowisko. Właśnie dlatego milczenie nie zawsze służy Adwokaturze. Coraz częściej bywa odbierane nie jako powściągliwość, lecz jako próba przeczekania kryzysu albo ochrony własnego środowiska przed niewygodną debatą. Problem polega jednak na tym, że równie destrukcyjne może okazać się bezrefleksyjne powielanie medialnych narracji, zanim zapadną jakiekolwiek rozstrzygnięcia. Zwłaszcza dziś, gdy informacja rozchodzi się szybciej niż ustalenia sądu, a reputację można stracić w ciągu kilku godzin.
To napięcie szczególnie wyraźnie widać wtedy, gdy osobą publicznie oskarżaną jest adwokat — człowiek zawodowo zajmujący się obroną innych. Paradoks współczesnej debaty polega na tym, że środowisko, które na co dzień przypomina o znaczeniu prawa do obrony, domniemania niewinności i rzetelnego procesu, samo coraz częściej funkcjonuje pod presją natychmiastowych ocen formułowanych przez media i opinię publiczną.
Nie oznacza to oczywiście, że zawód adwokata powinien chronić przed krytyką albo że samorząd zawodowy ma biernie oczekiwać na prawomocny finał każdej sprawy. Przeciwnie — właśnie zawody zaufania publicznego wymagają wysokich standardów etycznych również poza salą rozpraw. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy granica między odpowiedzialnością a publicznym potępieniem przestaje być widoczna.
W jednej z ostatnich medialnych spraw dotyczących adwokata opinia publiczna mogła obserwować również inny istotny problem — napięcie między prawem do informowania o sprawie a prawem osoby publicznie oskarżanej do przedstawienia własnego stanowiska. Niezależnie od oceny samych zarzutów trudno ignorować fakt, że współczesny kryzys reputacyjny rozgrywa się dziś równolegle: w mediach, internecie, samorządzie zawodowym i organach ścigania.
Być może najważniejsze pytanie brzmi dziś nie: „czy mówić o problemach?”, lecz „jak mówić o nich odpowiedzialnie?”. W sposób, który nie relatywizuje poważnych zarzutów, ale też nie zamienia każdej medialnej historii w dowód upadku całego środowiska. W sposób, który pozwala odróżnić prawomocne ustalenia od spekulacji, a reakcję instytucjonalną od emocjonalnego odcinania się od człowieka jeszcze przed zakończeniem postępowania.
Zawody zaufania publicznego nie tracą wiarygodności dlatego, że zdarzają się w nich ludzkie upadki. Tracą ją wtedy, gdy nie potrafią uczciwie rozmawiać o własnych kryzysach albo przeciwnie — gdy ulegają presji natychmiastowego potępiania jeszcze przed zakończeniem postępowania. Między korporacyjnym odruchem obronnym a medialnym linczem pozostaje wąska przestrzeń odpowiedzialności. Być może właśnie jej dziś najbardziej brakuje.
Joanna Parafianowicz
No comments
Sorry, the comment form is closed at this time.