Rozmowa z adw. Justyną Mazur [Magazyn Pokój Adwokacki] - Pokój Adwokacki
snapchat
menu
Szukaj

Rozmowa z adw. Justyną Mazur [Magazyn Pokój Adwokacki]

zrzut-ekranu-2016-10-29-14-40-13Pięknie pani mecenas wygląda. Nie ukrywam, że przeglądając pani zdjęcia w internecie pani, wygląd zwrócił moją uwagę. Jest pani silną kobietą, to widać. Jednocześnie da się zauważyć jednak, że jest pani bardzo kobieca. Nie zawsze daje się te dwa elementy pogodzić, tymczasem doskonale odzwierciedla pani mecenas hasło #adwokaturajesttakżekobietą. 

Dziękuję bardzo, choć muszę szczerze powiedzieć, że to hasło nie wywołało we mnie początkowo większego entuzjazm. Popieram kobiety, zawsze tak było, ale z hasłem miałam ochotę polemizować.

Odebrałam je bowiem jako zachętę do tego, aby kobietami wykonującymi zawód adwokata interesować się wyłącznie z uwagi na płeć. Uważam zaś, że kobiety w naszym środowisku należy promować i ośmielać do aktywności po prostu dlatego, że są świetnie wykształcone, pracowite, doskonale zorgani-zowane, łączą praktykę zawodową z prowa-dzeniem domu i opieką nad dziećmi.

Tymczasem, miewam wrażenie, że mimo tych oczywistych zalet i umiejętności kobiety kroczą nadal o krok za mężczyznami. Zastanawiam się z czego to wynika.

Widziałam mem przedstawiający kobietę i mężczyznę, oboje stoją przed lustrem. Ona – w zbyt luźnych spodniach, on w zdecydowanie za ciasnych. Kobieta mówi do siebie – ojej, wyglądam grubo, mężczyzna dochodzi do wniosku, że ubranie najpewniej skurczyło mu się w praniu. Na tym banalnym, ale i odzwierciedlającym pewne różnice przykładzie można dojść do wniosku, że wszystko, co nas ogranicza jest w głowie. 

Oczywiście, ale skoro wiemy, że tak właśnie jest, powinniśmy pokazywać i promować kobiety, to co osiągnęły i w ten sposób zachęcać inne panie do aktywności. Moim zdaniem jedne z najpiękniejszych kart historii adwokatury zapisały właśnie kobiety. Prezes Maria Budzanowska i Joanna Agacka-Indecka, choć żyły w odmiennych czasach i warunkach społeczno-politycznych – dzielnie walczyły o adwokaturę i wiele im zawdzięczamy. Bazując choćby na tych dwóch przykładach – czerpmy z nich i bądźmy śmielsze.

Może kobiety mają za zadanie grać pierwsze skrzypce w adwokaturze wtedy, gdy jesteśmy w kryzysie? 

Podoba mi się ten tok myślenia ;)

Czy pani zdaniem nadszedł już czas, w którym kobieta mogłaby przejąć stery?

Cóż, obie wymienione panie prezes niewątpliwie dały dowód tego, że są w stanie unieść ciężar przewodzenia adwokaturze.

Niedawno spotkałam się z poglądem, swoją drogą – wypowiedzianym przez kobietę adwokata, że aby być postrzeganą przez pryzmat profesjonalizmu, a nie atrakcyjności płciowej, kobiety powinny całkowicie odciąć się – także wizualnie, poprzez ubiór, lub brak makijażu – od zewnętrznych atrybutów kobiecości. Czy pani zdaniem rzeczywiście jest to konieczne?

Nie, nie zgadzam się z takim sposobem myślenia. Nie uważam, żeby jakikolwiek sens miało przywdziewanie maski lub munduru kogoś innego. Jestem kobietą i nie chcę tego ukrywać. Bycie kobiecą nie jest przecież równoważne epatowaniu wdziękami, to z pewnością jako nieprofesjonalne może uchodzić. Swoją drogą, klienci nigdy nie dali mi do zrozumienia, że nie uważają mnie za profesjonalistę, że z uwagi na to, że jestem kobietą, jak zauważyła pani na wstępie – nie odcinającą się od kobiecych akcentów – uważają mnie za adwokata, nazwijmy to popularnym dzisiaj określeniem „gorszego sortu”.

Co innego jednak, koledzy… W mojej rodzimej Izbie kobiet jest bardzo wiele w organach samorządu. Nie było tak jednak zawsze. W 2007 r. ja i mec. Czerska zostałyśmy wybrane na stanowisko członka Okręgowej Rady Adwokackiej. Wcześniej zaś – jedna kobieta zasiadała w Radzie w latach 50-tych, kolejna w latach 70-tych. W kolejnych latach w ORA nie było żadnej pani. Początkowo starsi koledzy mówili o nas „te dziewczynki z Rady”. W tym określeniu i nastawieniu było niewątpliwie nieco kpiarstwa. Wiele jednak zmieniło się, gdy okazało się, że mamy wiele do zaoferowania. Myślę, że nasza aktywność niejako przetarła szlaki innym kobietom i zachęciła je do spróbowania swoich sił. Cieszę się z tego.

Mówi pani mecenas o 2007 r. i sytuacji, w której gruntownie wykształceni koledzy adwokaci nazywają swoje równie wykształcone koleżanki „dziewczynkami z Rady”. Jak to się dzieje, że takie określenia funkcjonują w tym świecie?

W mojej Radzie już nie funkcjonują, pozbyliśmy się tego problemu. Nie umiem jednak odpowiedzieć na to pytanie. Tak nie powinno być. Może chodzi o rywalizację, może o poczucie zagrożenia, być może jest to kwestia stereotypów. A może jest to też nasza – kobiet zasługa, że zawsze robimy wszystkiego sześć razy więcej niż mężczyźni i po prostu ciągle musimy im, ale nie tylko im – sobie samym także, coś udowadniać?

Niewątpliwie kobiety potrafią się doskonale wspierać, motywować, przyjaźnić. Bądźmy jednak szczere – potrafimy być też najbardziej zaciekłymi wrogami i srogimi komentatorami – niestety także wobec innych kobiet. Słyszałam, że ponoć w służbach specjalnych zatrudniane są chętniej kobiety, ponieważ w odróżnieniu od mężczyzn, nie mają one problemu z oddaniem strzału – do kobiety. 

Cóż, z naturą nie wypada dyskutować;)

Jest pani aktywna zawodowo, już drugą kadencję sprawuje pani funkcję dziekana, jest pani mamą…

Jestem już także babcią!

To tym bardziej – jak te wszystkie pola aktywności można pogodzić i nie oszaleć?

Wszystko jest kwestią dobrej organizacji, priorytetów i czasu. Po urodzeniu syna nie pracowałam 3 lata, bo czas z dzieckiem był dla mnie najważniejszy. Powrót nie był prosty, ale trzeba to też uczciwie powiedzieć – kiedyś zarówno praca adwokacka jak i samorząd funkcjonowały w nieco innym – wolniejszym trybie. Nie było tylu wydarzeń integracyjnych i konferencji, choć wszyscy się znaliśmy. Dzisiaj mój syn jest dorosły i zarządzanie czasem jest o niebo łatwiejsze. Staram się jednak tak wszystko planować, aby codziennie być w Okręgowej Radzie, w kancelarii i w domu, a od niedawna także u mojej wnuczki.

3 lata poświęcone dziecku w dzisiejszych realiach rynkowych brzmią jak wyrok dla praktyki zawodowej. Obawiam się, że mało kto może sobie na taki komfort pozwolić.

To prawda, dzisiaj po takiej przerwie należy zaczynać niemal od zera. Nie warto rezygnować z zawodu. Tym bardziej nie warto rezygnować z rodziny. Niestety trzeba zatem dokonać jakiegoś wyboru. Takim koniecznym wyborem wydaje się być oddawanie w pewnym momencie dziecka pod opiekę babci lub opiekunki i kontynuowanie praktyki. Całkowite zamknięcie kancelarii na tak długi czas, to niemal cywilna śmierć.

Czy dostrzega pani mecenas jakiś sposób lub narzędzie, dzięki któremu samorząd adwokacki mógłby wesprzeć kobiety w okresie ciąży lub macierzyństwa? Nie pytam tu o częściowe zwolnienie z obowiązku płacenia składki samorządowej, bo nie wydaje mi się, aby zmiana z 250 zł na 150 mogła istotnie zmienić rzeczywistość.

Może nie zmienić istotnie, ale z drugiej strony, takie drobne wyrazy wsparcia, zwłaszcza jeśli sytuacja finansowa jest trudna, mogą życie niewątpliwie ułatwić. Nie jestem pewna, czy istnieje możliwość rzeczywistego ulżenia koleżankom, wszystkie działania nie rozwiązują problemu kompleksowo. Nadto, warto zauważyć, że trudności dotykają nie tylko kobiet adwokatów, ale także tych startujących w zawodzie. W naszej Izbie mieliśmy kilka wolnych pokoi w budynku ORA, postanowiliśmy je zatem udostępnić zainteresowanym nieodpłatnie na rok, choć umowy były zawierane na 2 lata. Myślę, że to była dla nich istotna pomoc, a ponadto sytuacja niewątpliwie pozwalała na to, aby zżyli się z tym miejscem. Obie strony wydają się być zadowolone, choć powstaje problem dodatkowych miejsc dla nowych adwokatów. Oczywiście te rozwiązania nie usuną wszelkich problemów, ale wydaje się, że mogą ich liczbę nieco zmniejszyć pozwalając na rozwinięcie skrzydeł, choćby na starcie.

Co dla pani mecenas znaczy i czy lubi pani pojęcie feminizmu?

I lubię i nie lubię tego słowa. Lubię, bo cenię sobie niezależne kobiety, które mają możliwość i chcą pracować, realizować się, korzystać ze swoich praw. Nie lubię, bo łączy się z nim pewien stereotyp – kobiety, która wrogo odnosi się do mężczyzn.

Czy zatem w pani rozumieniu, feminizm nie jest przeciwko czemuś lecz jest za czymś?

Tak można to ująć.

W czym, jeśli w czymś w ogóle, kobieta – adwokat różni się od mężczyzny – adwokata?

Chyba w umiejętności wysłuchania klienta. Większość mężczyzn tego nie potrafi, a w wielu przypadkach człowiek, który przychodzi do nas z problemem oczekuje czegoś więcej niż tylko porady prawnej. Nam – kobietom naturalnie przychodzi wyjście naprzeciw takiemu oczekiwaniu. W żadnym razie nie umniejsza to profesjonalizmowi. Po prostu umiemy słuchać.

 

Rozmawiała adw. Joanna Parafianowicz

komentarze