snapchat
menu
Szukaj

Nie będę sędzią, adw. Joanna Parafianowicz

– Czy mógłbyś mi powiedzieć, w którą stronę mam pójść? – spytała Alicja.
– Zależy to od tego, dokąd chcesz dojść – powiedział kot.
– Nie wiem, dokąd chcę iść – powiedziała Alicja.
– Więc tym bardziej nie ma znaczenia, w którą stronę pójdziesz – powiedział kot.

 

 

Adwokat przed rozpoczęciem wykonywania czynności zawodowych składa ślubowanie zobowiązując się do tego, aby w swej pracy przyczyniać się ze wszystkich sił do ochrony praw i wolności obywatelskich oraz umacniania porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej, obowiązki swe wypełniać gorliwie, sumiennie i zgodnie z przepisami prawa, zachować tajemnicę zawodową, a w postępowaniu swoim kierować się zasadami godności, uczciwości, słuszności i sprawiedliwości społecznej.

Osoba wykonująca zawód adwokata, ubiegająca się o piastowanie urzędu sędziego sądu powszechnego musi przejść skomplikowaną procedurę oceny, w ramach której konieczne jest zgromadzenie szeregu dokumentów, w tym także medycznych oraz opinii. Kandydat zobowiązany jest wykazać zarówno odpowiedni stan zdrowia (poddając się przy tym badaniu krwi, wizytując psychologa o szczególnych uprawnieniach oraz dowodząc, iż nie cierpi na cukrzycę), merytoryczne przygotowanie do pełnienia urzędu (czemu służy wykaz 100  szczegółowo analizowanych przez wyznaczonego sędziego spraw) jak i predyspozycje moralno-etyczne, których ocenę ułatwić ma, obok innych dowodów nieskazitelności charakteru, także zaświadczenie od komendanta policji obejmujące liczbę otrzymanych mandatów, np. za nieprawidłowe parkowanie.

W toku procedury, kandydujący adwokat zobowiązany jest nadto m.in. do złożenia oświadczenia o powierzchni jego kancelarii i liczbie zatrudnianych przezeń osób, przedłożenia zaświadczenia o niekaralności, a gdyby tego było mało – także oświadczenia, iż nie toczy się i nie toczyło przeciwko niemu jakiekolwiek postępowanie. Wspomniany adwokat, po przejściu wstępnego etapu kwalifikacji, może następnie liczyć na zaproszenie na posiedzenie kolegium właściwego sądu i możliwość poddania się ocenie ze strony przedstawicieli tegoż środowiska. Przy odrobinie szczęścia uzyska więcej głosów „za” niż „przeciw”, a droga do urzędu sędziego zostanie skrócona o kilka długości.

Choć w odniesieniu do przedstawicieli palestry nie używa się określenia „pełnienie służby” charakterystycznego zawodowi sędziego, czy „wykonywanie posługi” zaczerpniętego z nomenklatury kapłańskiej, odnoszę wrażenie, iż za sprawą roty ślubowania, adwokaci zaciągają zobowiązanie właściwego postępowania w zakresie, który wykracza jedynie poza ramy zawodowych obowiązków. Z tego względu dla osoby, która podchodzi do sprawy poważnie, oczywiste jest, że adwokatem się jest, a nie jedynie bywa, nawet w sytuacji, gdy podejmie decyzję o ubieganiu się o sędziowską nominację. Zwłaszcza zaś, gdy chodzi o piastowanie urzędu sędziego Sądu Najwyższego.

Nie śmiem oceniać Kolegów, którzy zdecydowali się wysunąć swoje kandydatury w trwającym aktualnie naborze. Nie krytykuję także ich deklarowanej motywacji, choć przecieram oczy ze zdumienia czytając, że doświadczony adwokat może bez cynizmu twierdzić, iż przeprowadzana aktualnie „reforma” wymiaru sprawiedliwości jest zgodna z Konstytucją, albo będzie nią tak długo, aż Trybunał Konstytucyjny (będący jednym z dzieci rewolucji) nie postanowi inaczej.

Wiem jednak jakie powody legły u podstawy podjętej przeze mnie blisko pół roku temu decyzji o ubieganiu się o urząd sędziego Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawy w Warszawie oraz, co bodaj istotniejsze – co było powodem cofnięcia owej kandydatury po uzyskaniu pozytywnej oceny Kolegium Sędziów Sądu Okręgowego.

Uważam, że mogłabym być niezłym sędzią z tej choćby przyczyny, iż jako adwokat dobrze znam uroki pracy przed a nie za stołem sędziowskim. Prawdopodobnie wydawałabym sprawiedliwe orzeczenia, bo opowiadając się po jednej ze stron jako pełnomocnik, znam głownie perspektywę mojego klienta, zaś jako sędzia miałabym pełny ogląd sprawy. Ponad wszelką wątpliwość byłabym niezawisła, bo niczego tak nie cenię w życiu jak samodzielności myślenia i nie ma czegoś, co poważałabym w mniejszym stopniu, niż próby wywierania na mnie nacisku.

Wiem, że t-e-r-a-z sędzią zostać nie mogę.

Nie w obawie przed ryzykiem podważenia w przyszłości wszelkich rozstrzygnięć organu władzy sądowniczej, który mianem „Krajowej Rady Sądownictwa” zdaje się posługiwać na wyrost. Nie z uwagi na ocenę mojego zawodowego środowiska, przed którą nie sposób byłoby się uchylić. Także i nie z tej przyczyny, iż obawiam się udzielenia odpowiedzi na pytanie o to, kto pełni aktualnie funkcję I Prezesa Sądu Najwyższego.

Nie mogę dziś podtrzymywać mojej kandydatury z prostego powodu. Jako człowiek mogę nie wiedzieć, w którą stronę chcę iść, jako adwokat wiem, w którą stronę iść muszę.

Oddawanie się pod ocenę KRS prowadziłoby do legitymizowania niekonstytucyjnych zmian w sądownictwie, zmierzających do ograniczenia jego niezależności.

 

Adwokat Joanna Parafianowicz

 

p.s. Dziękuję sędziom, którzy poświęcili czas i uwagę na poddanie gruntownej analizie 100 zgłoszonych przeze mnie spraw. Dziękuję członkom Kolegium Sądu Okręgowego w Warszawie za przeprowadzone wysłuchanie. Dziękuję osobom, które w toku ubiegania się przeze mnie o nominację, zechciały przygotować swoje opinie na mój temat. Dziękuję także tym wszystkim, którzy w ciągu minionego półrocza pozwalali mi samodzielnie dojść do wniosku, że inaczej postąpić nie mogę.

 

 

*W tekście użyto cytatu, rzecz jasna z „Alicji w Krainie Czarów” Lewisa Carolla.

 

komentarze