snapchat
menu
Szukaj

Freedom of speech, adw. Łukasz Wydra

Nie będę zagłębiał się w listę amendments do Konstytucji USA. Również i nasza ustawa zasadnicza przewiduje taką wolność. Z kolei, obowiązkiem Adwokatury jest ochrona konstytucyjnych praw i wolności jednostki. Tyle w teorii.

 

 

Tydzień temu, jedna ze stacji TV, nadawała „Zemstę sithów” (czyli III część „Star Wars”). Ilekroć Yoda wyczuwa wahanie Mocy, jego organizm reaguje co najmniej powiększeniem źrenic. A jest to część, w której Anakin Skywalker staje się Darthem Vaderem (czyli moim ulubionym szwarccharakterem w historii kina).

 

 

Nie jestem mistrzem Jedi, ale też odczuwam zakłócenie równowagi sił w Adwokaturze. Oto bowiem, chyba nazbyt odeszliśmy od ochrony wolności słowa. Wszak jeśli nie my, któż stanie w jej obronie? Uprzedzę: nikt. Zawsze staram się nieść gałązkę pokoju (co dziwne, zważywszy na fakt, iż wydry są drapieżnikami) i pewnie dlatego nie rozumiem ostatnich konfliktów w Adwokaturze. Trzeba się nieźle postarać by mnie zirytować, a już doprowadzić do szewskiej pasji bym miał sprawą innego adwokata zainteresować rzecznika. Spory, fakt, należy załatwiać we własnych czterech ścianach, bo nie jest dobrze gdy dzieci wiedzą, że mamusia i tatuś się kłócą. Dzieci, czyli opinia publiczna. Smutno jednak, iż w ogóle spory się pojawiają, na tym tle, że jedni z Koleżeństwa mają zastrzeżenia do tego co napisał ktoś inny. Nie jestem zwolennikiem uruchamiania pionu Rzecznika Dyscyplinarnego w takich sytuacjach. Powód jest prozaiczny: rzecznicy powinni wkraczać tam, gdzie nie ma już nadziei, a naruszenia zasad etyki poważne.

 

 

Trafnie kiedyś napisał Pan Mec. Radosław Baszuk (cytując znaną piosenkę, hit końca lat 90-tych), że „chłopaki nie płaczą”. Jeżeli zatem my będziemy skarżyć się na to co napisał/powiedział ktoś inny na nasz temat, czy nadal mamy moralne prawo zwracać się do siebie per „koleżanko/kolego”? Czy nie ograniczamy wtedy wolności słowa/swobody wypowiedzi? Czy nie zapominamy wtedy, że mamy ustawowy (tak, wynikający z przepisów prawa) obowiązek ochrony wolności słowa? Czy jest sens generować nowe pola konfliktów (zupełnie jakby każde z nas nie miało na co dzień miliona spraw na głowie), miast szukać porozumienia i zgody? Czy może, za Kol. Baszukiem, powinniśmy przypomnieć sobie, że adwokat powinien mieć grubszą skórę? Nie będę bawił się w Katona. Nie mam też zamiaru chodzić ulicami Aten, jak Sokrates, i nauczać. Jestem skromnym, szeregowym członkiem Adwokatury. Ale nie wyobrażam sobie by ktokolwiek kneblował mi usta. Nie chodząc w dywagacje polityczne, Jan Rokita powiedział kiedyś: „ktoś, kto nie jest gotów bronić swoich racji, jest dla mnie chłystkiem”. Chociaż próbowano w brutalny sposób. Zachowam to jednak dla siebie – w imię większego dobra, dobra wspólnego Adwokatury. Chłopaki nie płaczą.

 

 

Nie mam prawa nikogo pouczać. Adwokaci są mądrymi ludźmi. Ale, tu prośba, by każdy z nas zastanowił się po dwakroć, nim chwyci pióro/włączy komputer by poskarżyć się na Koleżankę/Kolegę za to co mówi/pisze. Nawet jeśli targają nami najbardziej negatywne emocje.

 

 

Ostatnio, przy obiedzie, rozmawiałem ze wspólnikiem na temat przytaczanych m.in. przez Pokój Adwokacki mów końcowych wybitnych adwokatów, w okresie schyłku PRL. Wspólnie, debatowaliśmy nad tym, jakie to mogło mieć reperkusje w domach Mecenasów: m.in. Piesiewicza, Wende. Kolegialnie uznaliśmy, że dziś nie ma takiego ryzyka. Nie grozi nam więzienie za wyznawane poglądy, przekonania. Co nie znaczy, że nie mamy obowiązków. Dziś, w wolnej Polsce, warto i trzeba chronić tę wolność. Pokój, wolność nie są nam dane raz na zawsze – o czym mówił Józef Beck.

 

 

Jeśli my – adwokaci – będziemy szukać sprawiedliwości u rzecznika dyscyplinarnego z racji tego co ktoś powiedział/napisał, to cóż warta jest dzisiejsza Adwokatura? To my mamy być bastionem wolności słowa. A jeśli już ktoś składa na mnie zawiadomienie z racji tego co mogłem powiedzieć/napisać, to – cytując „Psy”: „na pohybel z nim”?

 

Adwokat Łukasz Wydra

 11220097_142612959406734_2577343040735567065_n

komentarze