Błogie życie zielonych strzałek, adw. Joanna Parafianowcz - Pokój Adwokacki
snapchat
menu
Szukaj

Błogie życie zielonych strzałek, adw. Joanna Parafianowcz

Staś Klęski, twórca popularnej fejsbukowej strony pn. Magazyn Porażka to nikt inny jak Kamil Fejfer, dziennikarz zajmujący się analizą rynku pracy, wynagrodzeń i rozwarstwienia społeczno-ekonomicznego będący autorem książki i zarazem lektury obowiązkowej przedstawicieli tzw. polskiej klasy średniej, której członkom się powiodło, ale którzy są przekonani, iż to ich wyłączna zasługa.

„Zawód. Opowieść o pracy w Polsce. To o nas”, bo o tej pozycji mowa, napisana jest z tą samą wrażliwością, którą można dostrzec na wspomnianym fanpejdżu, choć forma jest całkiem inna. Zamiast zabawnych, choć dających do myślenia, historyjek będących wytworem wyobraźni autora mamy opowieść o prawdziwych ludziach.

Aż ciśnie się na usta – niestety.

Dzięki książce poznajemy historie osób, którym przyszło zmierzyć się z polskim rynkiem pracy. Z pewnością, ich doświadczeń nie można byłoby określić jako tragiczne. Przeciwnie, są do bólu zwyczajne, a ich bohaterowie mogliby nosić dowolne imiona. Na ich miejscu mógłby być bowiem niemal każdy. Nie poznamy zatem opowieści o przedstawicielach społecznego marginesu, czy wracających do społeczeństwa byłych więźniów. Bohaterami książki są ludzie młodzi, wykształceni, z wielkich ośrodków. Nie marzą o życiu jak z serialu czy wielkich pieniądzach. Na czym więc może zależeć mieszkającym w nieźle rozwiniętym, europejskim kraju ciężko pracującym ludziom?

Na tym, aby nie musieć nieustannie zamartwiać się o jutro. Niektórzy nazwaliby to normalnością.

Tymczasem, czytamy o ludziach, którzy z trudem utrzymują rodziny, absolwentów wyższych uczelni, którzy stracili wiarę w to, że kolejny bezpłatny staż może przynieść coś więcej niż uścisk ręki na pożegnanie, wcześniejszych prymusów skłonnych do zamiany posiadanego tytułu naukowego doktora na najniższą krajową pensję, pracowników korporacji, którzy wprawdzie pną się po szczeblach służbowej drabiny, ale nadal nie starcza im do pierwszego, ratowników medycznych walczących o cudze życie i jednocześnie śmiertelnie wyczerpanych wielogodzinnymi dyżurami.

Za sprawą książki poznajemy także Anię, która sfrustrowana nie pozwalającą na utrzymanie się pracą w wymiarze kilkunastu godzin dziennie zdecydowała się na podjęcie zatrudnienia w najstarszym zawodzie świata. Paradoksalnie, na pytanie o to, czy nie żałuje swojej decyzji odpowiada: „Ani przez chwilkę, przez sekundę. Dopiero jak zaczęłam pracować w zawodzie, przestałam się czuć w Polsce jak szmata.”

Książka Fejfera to 10 rozdziałów i historii ludzi, pośród których nie ma prawnika. Mam jednak wrażenie, że niejeden przedstawiciel tego zawodu, mógłby być bohaterem rozdziału jedenastego. Młody, ale już koło trzydziestki aplikant, starszy, ale nadal na dorobku adwokat, czy sędziwy przedstawiciel palestry – wykształceni, pracowici, zaangażowani, a jednak myśl o zbliżającym się terminie zapłaty ZUS’u wywołuje uścisk w gardle.

Tak jak bohaterowie książki Fejfera, tak i my prawnicy żyjemy w Polsce. W kraju, który w ostatnich latach tak szybko ruszył do przodu, że nie zauważył, iż większość pasażerów nie zdążyła zająć miejsca. W kraju, w którym jak trafnie zauważa autor, dobrze żyje się zielonym strzałkom na ekonomicznych wykresach.

Felieton ukazał się w Rzeczpospolitej – Rzecz o prawie w dniu 15 maja 2018 r.

komentarze